Reklama

Reklama

Uparciuch na wakacjach

Wakacje spędzone z dzieckiem w taki sposób, by były odpoczynkiem oraz atrakcją dla wszystkich, to marzenie każdego rodzica. Co jednak zrobić, gdy w tym czasie pociecha zachowuje się inaczej niż zwykle, wciąż się buntuje i chce postawić na swoim?

Dlatego gdy nadchodzą wakacje, oczekują, że mama i tata staną oko w oko z ich pragnieniami i roszczeniami. Rodzice dwoją się i troją, by wypełnić urlop wieloma atrakcjami: wycieczkami, zabawami, zwiedzaniem. I tu zaczynają się schody, bo nagle może się okazać, że spragniony wrażeń malec nie wie, czego chce. Zamiast na plażę - woli iść do lasu. Nie chce pływać w jeziorze, bo nagle zaczął bać się wody. Grymasi w stołówce, nie chce bawić się z innymi dziećmi. Jak zażegnać wakacyjne kryzysy?

NUDZI MI SIĘ

Reklama

Krzyś przestał grać w piłkę, bo jest okropnie gorąco. Nie ma ochoty na spacer ani na budowanie zamku z piasku. Rodzice już nie mają pomysłu, czym zainteresować swojego synka. A on wciąż marudzi. Dzieci nie wiedzą, co ze sobą zrobić, bo same nie potrafią rozpoznać, w co mogłyby zaangażować swoje niespożyte pokłady energii. Dotyczy to zwłaszcza kilkulatków. Jeśli malec się nudzi, to zwykle chce nam powiedzieć: "Zwróć na mnie uwagę, bądź ze mną blisko, zróbmy coś razem". Niektórzy gorliwi rodzice w odpowiedzi na "nudzi mi się", szybko wynajdują dziecku zajęcie, byle tylko już więcej nie usłyszeć tego okropnego zwrotu. Niestety, w ten sposób często wpadają we własne sidła. Przez takie postępowanie dziecko może oczekiwać porady za każdym razem, kiedy nie będzie wiedziało, czym się zająć. W efekcie straci swoją naturalną inicjatywę i... będzie nudzić się jeszcze bardziej. Dochodzi do tego najczęściej wtedy, kiedy

dorosły po prostu chce uciszyć marudzącego malca, ale nie ma zamiaru robić niczego razem z dzieckiem. Istnieje jednak spora grupa rodziców, którzy uważają, że ich obowiązkiem jest nieustanne uczestniczenie w zabawach dziecka. Dlatego ciągle pilnie kontrolują to, czym ono akurat się zajmuje. Takim zachowaniem męczą i siebie, i malca. Jak więc znaleźć złoty środek na nudę dziecka? Trzeba podsuwać malcowi pomysły na zajęcia i początkowo się w nie zaangażować, ale potem zostawić smyka, by sam kontynuował zabawę. Samodzielność daje satysfakcję.

KUP MI TO, KUP!

"Ja chcę te klocki... albo nie, wolę ten statek - on mi będzie przypominał morze" - woła Tomek. Gdy mama odciąga go od budki z pamiątkami, zaczyna domagać się gofra. Dla dziecka wszystko, co znajduje się w mijanych po drodze nad morze straganach, jest atrakcyjne. Mali klienci są mniej krytyczni, łatwiej niż rodzice ulegają reklamie. Zachwyceni kształtem, kolorem, wielkością nowej zabawki nagle zaczynają jej pragnąć i potrzebować. Co należy robić? Najlepiej dać dobry przykład i hamować własny "apetyt" na zakupy. Jeśli mały Tomek obserwuje, jak rozemocjonowana mama godzinami wybiera dla siebie pierścionek z bursztynem, trudno się dziwić, iż uważa, że jemu też coś się należy. Dlatego najlepiej jest ustalić reguły przed wyjściem z domu. Powiedz np.: "Dzisiaj mogę kupić ci tylko lody" i koniecznie dotrzymaj słowa. Inaczej pociecha szybko nauczy się, jak manipulować mamą, by postawić na swoim. Wyjdzie bowiem z założenia, że dorośli co prawda ustalają reguły, ale to wcale nie znaczy, że sami ich przestrzegają.

NIE BĘDĘ TEGO JEŚĆ!

Kasia po przyjeździe w góry zupełnie straciła apetyt. "Ten chlebek jest inny niż u nas w domu"- skarży się. W nocy wciąż się budzi i chce spać z rodzicami, pomimo że już dawno z tego wyrosła.

Dzieci są przyzwyczajone do konkretnych miejsc, przedmiotów i czynności, które w określonej kolejności wykonują. Czują się wtedy bezpiecznie. Ich świat jest uporządkowany, a tym samym przewidywalny (wiedzą, co po czym nastąpi). W ten sposób mają poczucie kontroli nad rzeczywistością. Niemowlęciu wystarczy zmiana rytmu dnia, a już staje się niespokojne i płaczliwe, a często też traci apetyt. Kilkulatek wyrwany nagle ze znajomego, bezpiecznego otoczenia reaguje podobnie: też może mieć kłopoty z zaśnięciem i cierpieć na brak łaknienia. Rodzice muszą więc być przygotowani na takie reakcje i starać się pomóc dziecku w oswojeniu nowego otoczenia. W przypadku młodszych maluchów, wystarczy przestrzeganie domowego rytmu dnia. Starszemu brzdącowi w zaadaptowaniu się do nowego miejsca pomogą zabrane z domu osobiste drobiazgi: ulubiona maskotka, poduszka czy kubeczek do picia. Trzeba również (o ile to możliwe) przestrzegać różnych domowych rytuałów. Jeśli np. w domu zawsze czytasz dziecku bajkę przed snem, rób to też na wakacjach. Jeżeli malec lubi jeść rano płatki z mlekiem, zadbaj o to, by jego wakacyjne śniadanie było podobne. Dzięki temu brzdąc poczuje się bezpiecznie i szybciej odnajdzie się w nowym otoczeniu.

NIE SMARUJ MNIE!

Maciek stale ściąga z głowy czapkę, gdy bawi się na słońcu. Jego rówieśnica Zosia krzyczy i wyrywa się, gdy mama próbuje posmarować ją "wstrętnym" kremem chroniącym przed słońcem.

Nie pomagają żadne prośby. Dzieci nie przewidują skutków swoich działań. Żyją i działają tu i teraz. Jeśli w czapce jest gorąco, a smarowanie czymś tłustym to istny koszmar, po prostu nie chcą tego robić. Często są także nieposłuszne wobec rodziców po to, by...po prostu ich przetestować. Prowadzą z wami swoistą grę, fachowo nazywaną "wyzwaniem rzuconym szefowi". W istocie dzieci chcą być prowadzone, ale pragną również, byście okazywali się silni i ciągle walczyli o prawo kierowania nimi. To rodzice muszą znaleźć sposób na swojego malucha, by zapewnić mu bezpieczne opalanie. Być może niechęć dziecka do nakrycia głowy wynika z tego, że w tym, które podobało się tobie, szwy są zbyt grube i drażnią jego skórę. Podobnie może być z preparatem do opalania, którego zapach nie odpowiada dziecku. Dlatego warto zadbać o to, by czapka była wygodna, a krem ładnie pachniał i dobrze się wchłaniał. Najlepszym pomysłem są wspólne zakupy, podczas których brzdąc sam wybierze dla siebie nakrycie głowy i krem ochronny. Zanim wspólnie wybierzecie się na plażę, należy ustalić pewne reguły, którym wszyscy się podporządkowują. Trzeba powiedzieć np.: "Wszyscy musimy chronić naszą skórę przed słońcem, żeby się nie poparzyć. Dlatego smarujemy się kremem i zakładamy czapki". Dzieci uczą się poprzez naśladowanie zachowania rodziców. Jeśli chcecie, by malec dał się posmarować kremem i włożył nakrycie głowy, sami musicie to zrobić.

MAMO, BOJĘ SIĘ

Wojtek, po przyjeździe na wczasy codziennie budzi się w nocy z płaczem. Basia z dumą nosi dmuchane rękawki, ale nie chce nawet zbliżyć się do brzegu morza. Gdy tata chce wejść do wody, niosąc ją na rękach, krzyczy wniebogłosy i ucieka. Lęk u dziecka jest zjawiskiem normalnym. Pokonując kolejne etapy rozwoju, pociecha przeżywa określone rodzaje lęków i musi nauczyć się jakoś sobie z nimi radzić. Wyjazd na wakacje może być ku temu dobrą okazją. Zmiana otoczenia może nasilić "stare" lęki malca, ale także wywołać nowe. Basia, która pierwszy raz jest nad morzem, wcale nie kojarzy go z wodą. Dla niej woda płynie w kranie, a przelewające się, duże fale przypominają raczej strasznego potwora. Zanim dziecko zrozumie, że to, co nowe i często dziwne, jest bezpieczne, a może nawet być przyjemne, musi minąć trochę czasu. Dlatego rozmawiajcie z malcem o tym, czego się boi. Gdy odczuwa lęk, bądźcie przy nim, weźcie go za rękę, mocno przytulcie. Nie mówcie, że nie ma się czego bać. Nie wolno wam też wyśmiewać się z pociechy, bo zacznie tłumić swoje uczucia, straci do was zaufanie i w konsekwencji przestanie szukać u was oparcia i pocieszenia.

Tekst: Aleksandra Godlewska, psycholog dziecięcy.

Mam dziecko
Dowiedz się więcej na temat: apetyt | reguły | wakacje | rodzice

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje