Reklama

Reklama

Najgorsze miejsca na wakacje z dzieckiem. Nie popełnij tych błędów!

Do wakacji zostało już zaledwie kilka tygodni. Większość z nas ma już wstępnie zarysowane plany na urlop, część liczy, że zaplanuje coś na ostatnią chwilę.

City trip z maluszkiem

City trip (city break) cieszy się w ostatnich latach coraz większą popularnością. To nic innego jak krótki (w idealnej wersji także stosunkowo tani) wyjazd do dużego miasta, zarówno w Polsce jak i za granicą. City break może trwać kilka dni, ale może być także krótkim, weekendowym wypadem, pozwalającym na szybką zmianę otoczenia. 

City break cieszy się największą popularnością głównie wśród młodych, aktywnych ludzi i par kochających podróże, ale coraz częściej kusi także rodziców z małymi dziećmi. Nie jest to jednak najlepszy pomysł!

Reklama

City break to propozycja skierowana głównie do osób cierpiących na brak czasu, które nie mogą sobie pozwolić na długie urlopy. Lubią za to odwiedzać duże miasta pełne zabytków, muzeów, galerii czy starych kościołów. Plan takich wycieczek jest zazwyczaj bogaty i mocno napięty, więc wymaga dobrej organizacji, a często także kondycji i odporności. Taka wycieczka może więc naprawdę zmęczyć i rozdrażnić małe dziecko. 

Zobacz również: Koniec tanich wakacji w Chorwacji? To ostatni taki sezon

Wyjazd z dziećmi do dużego miasta nie przypomina w niczym wypadu do dziadków na wieś czy nad jezioro. Duże miasta są głośne, zatłoczone i męczące, nawet dla dorosłych. Gdy twój plan zwiedzania jest ambitny i chcesz zobaczyć jak najwięcej, a twoją pociechę właśnie wtedy "bolą nóżki" i co chwilę potrzebuje czasu na odpoczynek, picie lub jedzenie, to jest więcej niż pewne, że i ciebie ogarnie zniechęcenie i rozdrażnienie. 

Planując krótki wypad do dużego miasta, robimy zazwyczaj listę miejsc, które chcemy zobaczyć. Prawdopodobnie przeważają na niej najważniejsze zabytki, katedry czy zamki, czyli miejsca, które z dużym prawdopodobieństwem nie interesują kilkulatka. Nasza pociecha zdecydowanie bardziej wolałaby odwiedzić plac zabaw, park wodny czy zoo. Przy mocno napiętym planie taka propozycja będzie kojarzyć się dorosłym ze sporą stratą czasu...

City trip z małym dzieckiem jest oczywiście możliwy, ale pod warunkiem, że trwa dłużej niż dwa dni, a my uwzględnimy w planach także potrzeby naszej pociechy. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest jednak wypad nad morze lub jezioro i wstrzymanie się z odwiedzinami w dużych miastach do czasu, aż nasze dzieci osiągną wiek, w którym krótki i intensywny city break sprawi im tyle samo radości co nam. 

Slow weekend w wiejskiej chacie z nastolatkiem

Slow weekend to propozycja, obok której większość dorosłych nie jest w stanie przejść obojętnie. Nic dziwnego, żyjemy szybko, jesteśmy coraz bardziej zapracowani i zestresowani, mieszkamy w dużych, głośnych miastach i tęsknimy za naturą i ciszą. 

Slow weekend to jak sama nazwa wskazuje propozycja odpoczynku dla osób spragnionych spokoju. Badacze już dawno udowodnili, że prawdziwy, głęboki relaks przychodzi nam z coraz większym trudem. Ba, tak naprawdę większość z nas nie umie już odpoczywać. Pragnąc powrotu do natury i głębokiej regeneracji coraz częściej decydujemy się na weekendowe lub kilkudniowe wypady za miasto - do lasu, nad jezioro lub w góry. Rezerwujemy drewnianą chatę, zabieramy z sobą matę do jogi, kiełbaskę na ognisko oraz dobrą książkę i liczymy na prawdziwy relaks. Jeśli dodatkowo zabierzemy także z sobą nastolatka, ten wypad może zakończyć się katastrofą. 

Nie każdy wie, że w Polsce słowo "nastolatek" używane jest już nawet w stosunku do 11-latków. To oczywiście wciąż jeszcze dzieci, ale nie znajdziemy ich już na placach zabaw czy w piaskownicy, bo częściej spędzają swój wolny czas przed laptopem lub na zajęciach sportowych. Urlop czy wakacje kojarzą się więc nastolatkom z dobranymi do ich wieku atrakcjami, dostępem do wifi i obecnością rówieśników. Wiejska chata i zajęcia z jogi nie wzbudzą u nich większego entuzjazmu. Nic dziwnego, bo gdy spojrzymy w przeszłość, to na pewno przypomnimy sobie, że w pewnym wieku wakacje na wsi u babci nie były już dla nas żadną atrakcją, a raczej przykrym obowiązkiem. 

Nastolatki lubią duże miasta, modną rozrywkę, sklepy, parki z foodtruckami, kina, festiwale, dostęp do internetu i obecność rówieśników. Zamiast więc na siłę przekonywać ich do weekendu na łonie natury, lepiej zostawić ich pod dobrą opieką w naturalnym dla nich, miejskim środowisku. 

Zobacz również: Czarnogóra: atrakcje, restrykcje, pogoda, ceny

Atrakcje, za które płacą zwierzęta

Planując wakacje z dziećmi, naprawdę warto omijać miejsca, w których największymi atrakcjami są te, oparte na krzywdzie zwierząt. Aktywiści i przedstawiciele fundacji, walczący o ich prawa od wielu lat apelują, by zrezygnować z odwiedzin w takich miejscach jak np.:

  • cyrk ze zwierzętami
  • papugarnie
  • podejrzane przytułki dla zwierząt i "sanktuaria" 
  • deptaki, na których "występują" uwięzione zwierzęta

Cyrk ze zwierzętami to według coraz większej ilości Polaków przeżytek i z każdym rokiem przybywa osób walczących o jego całkowitą delegalizację. Występy na cyrkowej arenie wiążą się bowiem z ogromnym cierpieniem - zwierzęta pozostają w ciągłym transporcie, a większość z nich przebywa w ciasnych klatkach, umieszczonych na naczepach aut lub w ciemnych, niskich ciężarówkach, które większym zwierzętom np. żyrafom nie pozwalają nawet na wyprostowania ciała. Nie mają one często także dostępu do wody, cierpią na choroby natury psychicznej i fizycznej, mają niewłaściwą opiekę weterynaryjną (a nawet je całkowity brak) i przebywają często na niezabezpieczonych wybiegach. Spore kontrowersje budzą również pełne przemocy metody tresury. 

Cyrk to jednak trauma nie tylko dla zwierząt - pokazy cyrkowe z ich wykorzystaniem są pozbawione walorów edukacyjnych i potencjalnie szkodliwe dla rozwoju dzieci, co potwierdził Komitet Psychologii Polskiej Akademii Nauk w marcu 2015 roku. 

Zobacz również: Murowana pogoda. W tym europejskim kraju będzie najcieplej

Spore kontrowersje budzą także popularne papugarnie czy sanktuaria i przytułki dla zwierząt. Te drugie odwiedzamy głównie za granicą, licząc na to, że pieniądze z zakupionych przez nas biletów wesprą działalność prozwierzęcą. Niestety, wiele z takich miejsc nie ma z nią nic wspólnego - spokojny tygrys, z którym pozujemy do zdjęcia jest pod wpływem mocnych środków odurzających, a słoń, którego kąpiemy, został wyrwany ze swojego naturalnego środowiska i tresowany za pomocą bardzo brutalnych metod. Nie jest to oczywiście norma, ale przed odwiedzinami w takich miejscach warto poszukać informacji o tym, czym naprawdę zajmuje się reklamowany głośno przytułek czy sanktuarium dla zwierząt. 

Na wakacjach z dziećmi starajmy się także omijać deptaki, na których występują tresowane małpki, trzymane na sznurkach gekony czy kameleony, a nawet węże, małe krokodyle i inne dzikie zwierzęta. Te powinny bowiem żyć w swoim naturalnym środowisku, a człowiek nie powinien zarabiać na ich krzywdzie. Dzieci nie powinny natomiast na nią patrzeć. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: weekend z dzieckiem | slow weekend | city break | wakacje | rodzinne wakacje | urlop

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy