Reklama

Reklama

Nieprawda, że pragniemy doskonałości

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że świat, w którym żyjemy, ceni wszystko, co doskonałe. Otaczamy się pięknymi rzeczami, żeby nam było milej, dbamy o swój wygląd, żeby robić na innych dobre wrażenie, dokształcamy się, by podnieść kompetencje.

Chcemy być ładniejsi, mądrzejsi i bogatsi, niż jesteśmy w rzeczywistości. Szukamy dyscypliny, w której moglibyśmy się wykazać, pragniemy pochwał, docenienia. Może myślimy, że nasze życie zyska sens dzięki temu, że jesteśmy w czymś najlepsi?

Reklama

Niekiedy szukając baśniowego kwiatu paproci, tracimy z oczu rzeczy, które są dla nas najważniejsze, albo zdarza nam się o nich zapomnieć.

Ale kiedy zastanowimy się, jak wyglądają nasze prawdziwe skarby, okazuje się, że często są wybrakowane, koślawe, albo do niczego się nie nadają. Jednak ich wartość jest bezcenna, bo wiąże się ze wspomnieniami.

Moja przyjaciółka mieszkała na parterze, dwukrotnie ją okradziono. Zginęły głównie sprzęty RTV, pieniędzy pochowanych w szufladach z bielizną nie miała. Bardziej bolała ją myśl, że ktoś obcy dostał się bez problemu do mieszkania, że grzebał w jej rzeczach, jej prywatności.

Myślałam wtedy, czego ja nie chciałabym stracić najbardziej, gdyby u mnie miała miejsce podobna kradzież. Tak więc żałowałabym pudełka, gdzie schowałam rysunki dzieci, tworzących swe pierwsze postacie. Na jednym jest cała nasza rodzina, koślawa, z kocimi uszami (dzieło syna), biedronko-gąsienica z bardzo ludzką twarzą (wizja córki).

Jest też ostatnia serwetka, którą wyhaftowała moja babcia. Widać na niej nierówne kwiatowe wzory, bo demencja zabierała jej powoli, acz skutecznie, wszystkie umiejętności. Każda inna zrobiona przez nią serwetka jest ładniejsza. Jednak wiem, ile wysiłku wymagało stworzenie tej ostatniej w życiu.

W głębi pudła czai się kaseta magnetofonowa, którą dostałam na walentynki (wybór piosenek wielce indywidualny i romantyczny). Nie mam jej nawet na czym odtworzyć, ale cierpliwie czeka na przesłuchanie. Podobnie jak czekają na przejrzenie stare zdjęcia i papierowe listy, złożone w sterty i pozwiązywane tasiemkami. Są, chociaż nie mam czasu, by usiąść, powspominać i przypomnieć sobie, co w moim życiu działo się lata temu.

Myślę, że większość z nas ma takie skarby, które są zupełnie bezużyteczne dla innych. Nawet złodziej by ich nie chciał, a po naszej śmierci pewnie wylądują na śmietniku, chyba że w dzieciach wyhodujemy sentyment.

Kintsugi 

Kintsugi w dosłownym tłumaczeniu oznacza "naprawiać złotem". Jest to japońska technika, dzięki której można uratować uszkodzone ceramiczne naczynia. Skorupy skleja się laką, w której znajdują się metale szlachetne - srebro, złoto, a nawet platyna, rzadziej miedź czy brąz. W Japonii, której nie oszczędzały trzęsienia ziemi, często dochodziło do niszczenia delikatnej porcelany.

Podobno w XV wieku szogun Yoshimasa Ashikaga, gdy rozbił swoją ulubioną miseczkę do herbaty, nie wyrzucił jej skorup, lecz odesłał do Chin, do naprawy. Gdy przyszła cała, zlecił japońskim rzemieślnikom, by zajęli się podobnym procederem. Tak rozpoczęła się nowa dziedzina sztuki użytkowej o nazwie kintsugi właśnie. Co ciekawe, zniszczone przedmioty, które zostały naprawione, są o wiele cenniejsze niż były pierwotnie.

Unikalne blizny i rysy podnoszą wartość nie tylko dlatego, że są zrobione z drogiego kruszcu, ale też dlatego, że technika, która daje im drugie życie, jest niezwykle czasochłonna i wymaga olbrzymiej precyzji.  

Dowiedz się więcej na temat: niedoskonałość | kintsugi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje