Reklama

Reklama

Agata Młynarska: Starość w ogóle mnie nie przeraża

Agacie Młynarskiej nie straszny upływający czas. Prezenterka ćwiczy, by jak najdłużej być sprawną, ale nie przesadza z treningami. - My, kobiety 50-letnie plus, nie mamy zdrowia - z całym szacunkiem - Ani Lewandowskiej czy Ewy Chodakowskiej - mówi Młynarska.

Choć jest pani babcią, upływający czas jest dla pani łaskawy. Czy stara się pani jakoś go zatrzymać?

Reklama

Agata Młynarska: - Czasu nie da się zatrzymać, bo on płynie tak samo dla nas wszystkich - jutro wszyscy będziemy o tyle samo starsi, czyli o kolejny dzień. W ogóle się nad tym nie zastanawiam. Natomiast myślę o tym, jaka będzie, jakość tego życia w miarę upływu czasu. Akurat tak się stało, że dostałam bardzo intensywną i bolesną lekcję w postaci choroby, z której wyciągnęłam wnioski. Dlatego jem zdrowo, ćwiczę i żyję szczęśliwie. Nawet, jeżeli pojawiają się tzw. obiektywne trudności, przeszkody w postaci różnych problemów życiowych, nie zwalnia nas to z tego, żeby o siebie dbać i myśleć o tym, jacy będziemy na starość.

Czyli oswoiła pani starość?

- Starość w ogóle mnie nie przeraża. Na tę tak zwaną starość - tak zwaną, bo nie lubię tego słowa - czyli na tę drugą czy trzecią część swojego życia chcę być sprawna fizycznie i w miarę możliwości niezależna od pomocy innych ludzi. W oswajaniu tego, co nas czeka na starsze lata konieczne jest mówienie bez pruderii i zakłamania o wszystkim, co może się nam przydarzyć. Trzeba, zatem otwarcie mówić o problemach, które dotyczą ludzi w pewnym wieku. Nie ma nic wstydliwego w tym, że siwieją nam włosy, wypadają zęby czy też zdarzają się problemy z nietrzymaniem moczu.

- Chociaż jest to krępujące i wstydliwe to prawda jest taka, że z czasem może nas to dopaść. Szczęśliwie, w dzisiejszych czasach, możemy sobie tę jakość życia zawczasu poprawić - nie tylko zdrowym jedzeniem i aktywnością fizyczną, ale też tym, że po prostu uczciwie o siebie dbamy. Bez względu na wiek naprawdę można fajnie żyć.

Wspomniała pani o aktywności fizycznej. Jak ona się u pani przejawia? Jakie sporty pani uprawia?

- W miarę upływu lat ta aktywność fizyczna się zmienia. Jeżeli nie jesteśmy sportsmenkami, nie uprawiałyśmy sportów przez całe życie, to musimy wiedzieć, że po skończeniu 50 lat nie można rzucić się w wir sportów ekstremalnych, bo to może nam zaszkodzić.

- Natomiast, jeżeli bardzo rozsądnie zaczniemy od spacerów, nordic walking, jogi, pilatesu czy pływania to z pewnością wyjdzie nam to na dobre. My, kobiety 50-letnie plus, nie mamy zdrowia - z całym szacunkiem - Ani Lewandowskiej czy Ewy Chodakowskiej. Mamy kompletnie inny potencjał. Dlatego uprawiam jogę, chodzę na pilates i pływam. Do tego dorzucam trochę takiej najprostszej, zwykłej, codziennej gimnastyki.

Podkreśla pani, że dba o zdrową dietę. A gotuje pani?

- Jestem na diecie bezglutenowej i nauczyłam się przygotowywać jedzenie, które w niczym nie ustępuje diecie zdrowego człowieka. Widzę ile jest możliwości w tym, co jem - tym bardziej, że nie mogę jeść też laktozy, więc to jest jeszcze trudniejsze. - Aczkolwiek tego, co robię w kuchni nie można nazwać gotowaniem, bo np. ugotowanie kaszy to nie jest żadne gotowanie. Moi znajomi zawsze mówią, że u mnie jest świetne jedzenie bez gotowania (śmiech). Z kolei od męża zawsze słyszę, że to, co "ugotuję" jest najlepszym jedzeniem, jakie w życiu jadł.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje