Reklama

Reklama

Agata Steczkowska: to, co jest proste, jest czasem nieosiągalne

"Kto chce znać prawdę, niech się odniesie do książki" - mówi o swojej książce "Steczkowscy - miłość wbrew regule" Agata Steczkowska. O muzyce i najnowszej płycie nagrywanej z chórem dziecięcym opowiada w wywiadzie dla PAP Life.

PAP Life: Napisała pani książkę "Steczkowscy - miłość wbrew regule". Czy nie było takiego ryzyka, że rodzina, rodzeństwo obrazi się za to, co przeczytało o sobie w książce?

Agata Steczkowska: Jeżeli ktoś pisze książkę na temat rodziców, na temat swego rodu, gdzie jest wiele płaszczyzn, to wiadomo, że jedni będą zadowoleni, drudzy nie, wszystkim nie dogodzisz. Moim zadaniem było przede wszystkim to, że postanowiłam napisać tę książkę, chciałam oddać też hołd moim rodzicom. Za to, jacy byli, za to, że żyli w zgodzie z własnym sumieniem i jak wykreowali tę rodzinę. Bo to jest rzecz niezwykła i moim zdaniem ponadczasowa, ponieważ my, jako dzieci, które się rodziły, nie byliśmy lekiem na to, żeby scalać małżeństwo, tylko rodziliśmy się z miłości i byliśmy owocem tej miłości. A po drugie, nasi rodzice by wspaniale przeżyli życie bez nas i obojętnie, w jakich czasach by żyli, to uczucie by ich połączyło. I to o tym jest ta książka.

Po prostu się kochali, taką miłością, która jest coraz rzadsza...

- To, co jest proste, jest czasem nieosiągalne. To po prostu dużo znaczy. Bo ludzie często mówią, że kochają, że są przyjaciółmi - to jest tylko gadanie. Moim zdaniem rodzice zaświadczyli całym swoim życiem, kim są, według jakich reguł żyją. To są ludzie, którzy według mnie są najwyżej, jeśli chodzi o etykę i morale, pośród ludzi, których poznałam, a znam tysiące ludzi.

Media donosiły, że rodzeństwo poczuło się trochę urażone niektórymi treściami.

- Nie wiem, jakie media państwo czytacie, bo ludzie lubią plotki i zawsze plotkowali. Moim zdaniem, trzeba mieć wiedzę ze źródła. Np. książka jest źródłem wiedzy o tym, co się działo, kiedy tatuś mój był księdzem, kiedy przestał być księdzem, bo to jest książka oparta na dokumentach i taka, która jest sprawdzalna. To są rzeczy, które nie tylko ja pamiętam, też wielu ludzi się tam wypowiada. To są świadkowie tych czasów i świadkowie tej historii. Jeżeli ktoś chce znać prawdę, może się odnieść do tego, co jest źródłem, czyli do książki. A jak ktoś chce słuchać plotek, może czytać gazety.

A najbliższe święta Bożego Narodzenia spędzicie razem, w rodzinie, czy nie?

- To się już rzadko zdarza. Ostatnie takie święta mieliśmy rok temu. Mamusia przyjechała, graliśmy i śpiewaliśmy. Ja zorganizowałam z moją córką Różą te święta i było wspaniale. Muzykowaliśmy tak, że sąsiedzi byli po prostu zachwyceni. Ale to już nie jest takie proste, żeby się spotkać, bo my już dawno jesteśmy dorosłymi ludźmi. Założyliśmy swoje gniazda, rodziny, i jeśli się spotykamy, to musi być wewnętrzny imperatyw, tak jak 70-lecie urodzin naszej mamy. Wtedy, cztery lata temu spotkaliśmy się na scenie razem, muzykowaliśmy dla mamy i to był dla niej najlepszy prezent od nas.

Reklama

Pani też jest muzykiem, czym dokładnie się pani zajmuje?

- To słowo: "też"...

Steczkowskich zna się przez pryzmat Justyny Steczkowskiej. Tymczasem cała rodzina jest uzdolniona.

- Cała rodzina jest muzykami. Tatuś był wspaniałym dyrygentem, charyzmatycznym, wielce nagrodzonym, mamusia też grała i śpiewała z nami. Oni zresztą stworzyli i są protoplastami "Muzykującej rodziny Steczkowskich". Byliśmy nie tylko rodziną, ale też zespołem. I całe moje rodzeństwo to muzycy. A ja przede wszystkim jestem dyrygentką. Prowadzę chóry, ale też to, co mnie bardzo interesuje, to też muzyka do filmów, w tym się spełniam i bardzo to lubię. Lubię też komponować, nagrywam płyty, pracuję w radio.

Czym się pani zajmuje w Polskim Radio?

- Mam swoją audycję, dwa razy w miesiącu, w Jedynce, w cyklu "Twarzą w twarz - Mój świat dźwięków". Prowadzę dwa chóry, dziecięcy i żeński w Polskim Radio, mamy co miesiąc koncerty w Sali Koncertowej im. Witolda Lutosławskiego. Teraz z chórem dziecięcym nagrywam już drugą płytę. Pojawiam się też z różnych przyczyn i różnych okazji, np. w "Dzień dobry - dźwięk dobry" - gdzie opowiadam o instrumentach dzieciom, wybieram różne, interesujące dla mnie rzeczy.

Jaka będzie ta płyta, którą teraz pani nagrywa?

- To jest płyta Chóru dziecięcego Agaty Steczkowskiej, nagrana w Polskim Radio, będą to pieśni ludowe, takie, które wszyscy znamy. Śpiewają tam i soliści, i chór, ja gram na fortepianie. To są ulubione, ukochane pieśni Polaków. Takie, jakie śpiewaliśmy, kiedy byłam mała, z kuzynami, z rodzeństwem. Mam taki projekt w Polskim Radio, "Śpiewajmy z Agatą Steczkowską" i co miesiąc takie ciekawe koncerty się odbywają, zapraszam.

Ulubiona ludowa piosenka?

- "Matulu moja". Te piosenkę zaśpiewałam mamie też jako solistka na 70-lecie mamusi. Tych piosenek jest naprawdę dużo. Ale w sercu mam przede wszystkim muzykę sakralną i swoje kompozycje, muzykę do filmu.

Rozmawiała Anna Popek (PAP Life)

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy