Reklama

Reklama

Andrzej Wajda: Długo szukał szczęścia

Sukces zawodowy przyszedł szybko, ale spełnienie w życiu prywatnym znacznie później. Wajda miał trudne dzieciństwo, a prawdziwą miłość znalazł dopiero po 40. Właśnie kończy 90 lat i nadal chce pracować.

"Chyba nie tak sobie to wszystko zaplanowałem. Starzeję się i to jest nieuniknione. Mój problem polega na tym, że reżyser musi być zdrowy i w pełni sił, by w każdej chwili być do dyspozycji swoich współpracowników, a ekipa z roku na rok jest coraz większa. Więc staram się, bo chciałbym zrobić jeszcze jeden, dwa filmy, a może nawet więcej. Tyle projektów mam w planach", mówił Wajda kilka lat temu w jednym z wywiadów. Choć kondycja fizyczna nie jest już taka, jakiej by sobie życzył, w głowie wciąż rodzą mu się nowe pomysły i aż trudno uwierzyć, że 6 marca słynny reżyser będzie obchodził 90. urodziny.

Reklama

"Życzmy mu, żeby zrobił kolejny film", mówi SHOW Beata Tyszkiewicz, była żona Andrzeja. Jubilat również o tym marzy i nawet nie myśli o wycofaniu się z życia zawodowego. "Nie czułbym się dobrze, stojąc z boku. Dla mnie, jako człowieka kina, byłoby to pożegnanie z filmem, gdybym nie potrafił porozumieć się z widownią. (...) twórczy temperament utrzymuje przy życiu tych, którzy nie boją się nadal robić filmów", mówił. Poza tym zawsze miał poczucie misji - wiedział, że chce w życiu robić coś ważnego, coś, co zmieni świat. Z domu rodzinnego wyniósł wiele wartości, które pomogły mu osiągnąć sukces.

Szybko stracił ojca

"Moja rodzina pochodzi ze wsi Szarów. Niedaleko, kilka kilometrów od Szarowa, a na cmentarzu w Brzeziu leży mój dziad - Kazimierz Wayda, przez »y« jeszcze się piszący. To wiejskie pochodzenie wydaje mi się bardzo istotne, dlatego że z tej małej wsi, z tego miejsca, w tej rodzinie wyszło czterech młodych ludzi, z których wszyscy zostali inteligentami. A ponieważ stąd wyszedł mój ojciec, to ja jestem inteligentem ledwie w drugim pokoleniu", opowiada Wajda w filmie "Kredyt i debet".

"Mój ojciec był oficerem, podporucznikiem Wojska Polskiego. Matka była nauczycielką, skończyła seminarium nauczycielskie. Uczyła w ukraińskiej szkole. Było to więc typowo inteligenckie małżeństwo. Ojciec dosyć szybko awansował i został przeniesiony do Suwałk, do Garnizonu 41. Pułku Piechoty. No i tam ja się urodziłem, a ponieważ oficerowie przenosili się nieustannie z jednego garnizonu do drugiego, więc ojciec przeniósł się do Radomia. Wojna położyła kres mojemu życiu wiejskiemu i właściwie takiemu życiu sielskiemu, bo każde dzieciństwo wydaje się czymś sielskim. Wojna sprawiła, że musiałem i mogłem podjąć już samodzielnie decyzje, że już nie mogłem na nikogo liczyć, że już wiedziałem, że wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie", dodaje.

Ojciec Wajdy zginął, mając zaledwie 40 lat. Został zamordowany w Charkowie, o czym rodzina przez długie lata nie miała pojęcia. Często musiał walczyć z władzami komunistycznymi i cenzurą. Nigdy jednak się nie ugiął i robił filmy na miarę światowych standardów. Zbrodnia katyńska długo była ukrywana. "Matka już nie mogła być tylko w domu, musiała też pracować, zaczęliśmy być robotnikami. Z inteligenckiej rodziny znaleźliśmy się w zupełnie innym środowisku. A przecież miałem 13 lat, jak się zaczęła wojna, więc tylko to, co mi zdążyła szkoła, dom i kościół powiedzieć do 13. roku życia, to we mnie zostało", opowiada.

Nastoletni Andrzej trafił do Krakowa, gdzie pracował w warsztacie ślusarskim należącym do braci jego ojca. To była też jego kryjówka na czas wojny. "Miałem bardzo słabe papiery. Musiałem tutaj siedzieć, bałem się nawet wyjść na przystanek tramwajowy, dlatego że nieustannie były jakieś kontrole", tłumaczy. Na szczęście udało mu się przetrwać ten trudny czas i po zakończeniu wojny zaczął myśleć o tym, co chce robić w życiu. Interesowało go malarstwo.

Miał słabość do artystek

W 1946 roku zaczął studia na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. "To, co najbardziej mnie porusza dzisiaj we wnętrzach Akademii, to jest zapach. To mnie prześladowało przez lata, ten właśnie zapach pracowni, farb... Tęskniłem, żeby być malarzem, bo wydawało mi się, że to jest moje przeznaczenie. Ale nie miałem wtedy siły, charakteru, wytrwania, woli", mówi w filmie.

I tak po trzech latach Wajda rozstał się z uczelnią. Jednak czas tam spędzony mocno wpłynął na jego życie. To właśnie tam poznał swoją pierwszą żonę Gabrielę Obrembę. Ślub wzięli w 1949 roku. Jego ukochana była malarką, a jej siostra bliźniaczka Maria wyszła za Sławomira Mrożka. Małżeństwo Andrzeja i Gabrysi przetrwało 10 lat. Para rozwiodła się w 1959 roku. W międzyczasie Wajda rozpoczął nowe studia w Łodzi, w szkole filmowej.

"Szkoła filmowa lat 50. była szkołą ideologiczną. To była nowa uczelnia. Takich uczelni nie było przedtem, ona nie miała żadnej tradycji. W związku z tym miała to być szkoła »janczarów «, wychowująca elitę, że tak powiem filmową, która miała stać się ideologicznym oddziałem odgrywającym decydującą rolę w przemianach politycznych i społecznych w Polsce", opowiada Wajda.

Uczelnię skończył po trzech latach w 1953 roku, a rok później zaczął kręcić film "Pokolenie", który był jego pełnometrażowym debiutem fabularnym. Jednak rozgłos zyskał w 1956 roku dzięki "Kanałowi", który zdobył wiele nagród. Dwa lata później wyreżyserował słynny "Popiół i diament". Sukces zawodowy dodał mu skrzydeł, jednak życie prywatne kulało. Po rozwodzie z Gabrielą Obrembą poślubił malarkę Zofię Żuchowską. Ich małżeństwo było burzliwe, tym bardziej że w 1965 roku Wajda nawiązał romans z Beatą Tyszkiewicz. Zaczął się on na planie filmu "Popioły", który reżyserował. I to właśnie ekipa filmu jako pierwsza dowiedziała się, że aktorkę i reżysera łączy coś więcej niż praca.

"Bardzo szybko się zorientowałem, że Wajda i Beata Tyszkiewicz mają się ku sobie. Pozostawało mi więc tylko zostać ich wiernym przyjacielem i ewentualnym gorylem", wspominał Daniel Olbrychski, który w "Popiołach" zagrał główną rolę Rafała Olbromskiego. Beata miała wtedy 27 lat i była zauroczona starszym o 12 lat, zdolnym reżyserem. "Zdecydowaliśmy się z Andrzejem założyć dom. Przepełniało mnie szczęście i nadzieja, że nareszcie będę potrzebna temu mężczyźnie, człowiekowi fascynującemu, szalenie utalentowanemu, tytanowi pracy, że będę mogła sprawdzić się jako życiowa partnerka, będziemy mieli dom i dzieci", wspominała po latach aktorka.

Było jasne, że małżeństwo Wajdy z Zofią przestało praktycznie istnieć. Andrzej i Beata byli razem, mimo że reżyser nie miał jeszcze rozwodu. W 1967 roku na świat przyszła ich córka Karolina. Gdy miała osiem tygodni, mogli w końcu się pobrać. "Do ślubu poszłam w sukience, którą przywiozłam sobie z Indii, wyszytej drewnianymi koralikami. Pamiętam, że nie miałam pierścionka zaręczynowego, nie miałam podróży poślubnej, a także wesela i ceremonii w kościele. Mój wujek podarował nam obrączki, których też nie mieliśmy. Jakoś nie przyszło nam do głowy, by o to zadbać...", wspomina aktorka w jednym z wywiadów.

Państwo młodzi kupili dworek w Głuchach, w którym urodził się Cyprian Kamil Norwid. Niestety, to miejsce nie przyniosło im szczęścia. Postanowili się rozstać zaledwie rok po ślubie, w 1968 roku. "Małżeństwo miało uporządkować nam życie. Tymczasem nadal byliśmy w ciągłych rozjazdach, a remont dworku zdawało się, że nie miał końca. Czułam się samotna. Koniec przychodził powoli, w pewnym momencie dopadła nas bezsilność. Teraz widzę, że nie dorosłam do takiego związku, nie wiedziałam, czego oczekuję od życia. Pięć lat byliśmy razem. Andrzej był zbyt dobry, a ja tego nie potrafiłam docenić", wyznała aktorka w jednym z wywiadów.

Sukces goni sukces

Po kolejnym nieudanym małżeństwie Wajda skupił się na pracy. Jego nowe filmy "Brzezina", "Wesele" czy "Ziemia obiecana" odnosiły sukcesy. On kochał jednak nie tylko kino. Jego wielką miłością był również teatr. "Próby analityczne, ćwiczenia, próby na scenie, niekończące się rozmowy w teatrze i poza nim zbliżają mnie do aktorów, pozwalają poznać ich lepiej, odkryć coś więcej, niż mogę dostrzec w pobieżnym z konieczności kontakcie z nimi w czasie realizacji filmu, kiedy, zagoniony, nie mam nawet czasu przejść z nimi na »ty«", powiedział w jednym z wywiadów.

Zresztą właśnie w teatrze jego serce kolejny raz zabiło mocniej. W 1971 na deskach Starego Teatru w Krakowie Andrzej reżyserował "Biesy" i szukał scenografa do sztuki. Kolega polecił mu Krystynę Zachwatowicz. Wspólna praca bardzo ich do siebie zbliżyła i w 1974 roku wzięli ślub. Do dzisiaj są udanym małżeństwem na przekór wszystkim, którzy myśleli, że także ten związek reżysera nie przetrwa próby czasu.

Szczęśliwy i zakochany Wajda mógł tworzyć kolejne dzieła. Jedyne, z czym musiał walczyć, to ówczesny system polityczny, który dał mu się we znaki choćby przy tworzeniu "Człowieka z marmuru". "Nie realizowałem linii partii. Ja byłem człowiekiem, który robił filmy. Oczywiście, nie zapisałem się do partii, ale nie tylko dlatego, że mój ojciec by się nie zapisał do partii, że moja matka by uważała to za niewłaściwe, tylko po prostu już zaczynałem mieć trochę własnego rozumu", opowiada Wajda w filmie "Kredyt i debet".

Nie poddawał się i dalej realizował znakomite produkcje. Jego twórczość była doceniana nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. W 2000 roku otrzymał honorowego Oscara amerykańskiej Akademii Filmowej. "Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku. Przyjmuję tę zaszczytną nagrodę jako wyraz uznania, nie tylko dla mnie, ale dla całego polskiego kina. Tematem wielu naszych filmów były okrucieństwa nazizmu, nieszczęścia, jakie niesie komunizm. Dlatego teraz chcę podziękować amerykańskim przyjaciołom Polski i moim rodakom, którym kraj nasz zawdzięcza powrót do rodziny demokratycznych narodów, do zachodniej cywilizacji i instytucji i struktur bezpieczeństwa. Gorąco pragnę, aby jedynym ogniem, którego doświadcza człowiek, był ogień wielkich uczuć - miłości, wdzięczności i solidarności", powiedział, odbierając nagrodę.

Bez wątpienia Wajda to reżyser, z którym każdy chce pracować. Podejmuje tematy trudne i ważne. Dlatego powstały m.in. takie filmy jak "Tatarak" czy "Katyń". "Całe życie zależało mi na tym, żeby mieć jakąś niezależność. To jest bardzo śmieszne, bo nie ma człowieka bardziej zależnego niż reżyser filmowy. No bo jest zależny od tych, z którymi robi film. Od tych, dla których robi film. Nie tylko od widowni, ale i tych, którzy mu umożliwiają zrobienie filmu. A jednak wydawało mi się, że właściwie może to jest w jakimś sensie taki silny charakter mojego ojca. W ogóle silny charakter mojej rodziny, która wydźwignęła się z tych pól, bo przecież ci młodzi ludzie, którzy wychodzili z tych wiosek, szli - niektórzy tylko za chlebem, ale inni i za chlebem i za sukcesem. I za nieśmiertelnością. I za tym, żeby być rzeczywiście kimś i żeby decydować nie tylko o sobie, ale też i o innych", wyznał.

Siłą napędową reżysera jest nie tylko jego praca, ale też rodzina. Córka Karolina Wajda wciąż mieszka w dworku w Głuchach i zdaje sobie sprawę, że ma wyjątkowych rodziców oraz nazwisko, które zobowiązuje. Bardzo też lubi, gdy znany tata przyjeżdża w odwiedziny. "Sprawdza, co nowego zbudowałam. Podziwiam go za dyscyplinę i umiejętność narzucania sobie zadań. Jego wrażliwość jest ukierunkowana na twórczość. Moi rodzice są ludźmi pozbawionymi słabości. Nigdy nie widziałam, żeby utracili kontrolę nad własnym życiem. Ludzie postrzegają mnie przez ich pryzmat i lubią, szanują mnie. Nie jestem pewna, czy na to zasługuję. Nigdy nawet nie próbowałam im dorównać. Załamałabym się. Staram się żyć według ich zasad. Ale daleko mi do nich. Mama we mnie pielęgnowała to, że mam wyjątkowe nazwisko. Nie mogłam robić głupich min, nie wolno mi było wydurniać się (śmiech). Dla mnie nazwisko to zawsze była duża odpowiedzialność", powiedziała Karolina w jednym z wywiadów.

Magdalena Makuch

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje