Reklama

Reklama

Ania Wyszkoni: Wierzę w anioły

​One, jak twierdzi, czuwają nad nią i pomagają przejść przez trudne chwile. W szczerej rozmowie piosenkarka zdradza też, jaki jest jej przepis na udany związek i dlaczego dzięki macierzyństwu stała się inną kobietą.

Justyna Kasprzak: Dlaczego zdecydowałaś się na "Taniec z gwiazdami"?

Ania Wyszkoni: - Po prostu poczułam ochotę, żeby zatańczyć! Proponowano mi udział w tym programie wiele razy. Zawsze odmawiałam. Teraz początkowo też odmówiłam. Później jednak przyjaciele zaczęli mnie namawiać, żebym spróbowała. Jeden z nich podał mi argument, z którym trudno było dyskutować - ten program to praca nad sobą: nad sylwetką i psychiką. To mnie skusiło. Pomyślałam, że chyba jestem gotowa, żeby tańczyć.

Słyszałam, że masz utrudnione zadanie, bo przez koncerty brakuje ci czasu na naukę.

Reklama

- No tak, choć nie narzekam z tego powodu. Każdy z nas, uczestników tego programu, ma jakieś inne zajęcia. Nie żyjemy tylko treningami. Ja nie ćwiczę tak jak moje koleżanki i koledzy w Warszawie, tylko we Wrocławiu. Po zajęciach biegnę do domu, żeby ugotować dzieciom obiad. Bo przecież przede wszystkim jestem pełnoetatową mamą.

Dzieci oglądają twoje występy?

- Tak, co tydzień. Pola czasem zasypia bo jest jeszcze malutka. Raz była w programie i bardzo chciałabym ją zabrać ponownie, bo wsparcie bliskich jest tu mocno odczuwalne. Mój syn Tobiasz też bardzo mi kibicuje. Co tydzień mówi: "Mamo, trzymam kciuki, jestem z ciebie dumny". To cudowne.

Wysyła SMS-y?

- O, tak. Ale na szczęście nie szaleje. Zabezpieczyłam się wcześniej przed astronomicznymi rachunkami, syn ma telefon na kartę a nie na abonament (śmiech).

Ostatnio powiedziałaś: "Teraz naprawdę czuję się kobietą". Co się zmieniło?

- Wciąż się zmienia. Oczywiście najbardziej zmieniły mnie dzieci. 13 lat temu urodziłam pierwsze dziecko, prawie trzy lata temu drugie. Zmienił mnie też dojrzały związek z mężczyzną. Trzy lata temu razem zamieszkaliśmy. Dziś mam zupełnie inne podejście do wielu spraw - do życia, do ludzi.

To znaczy?

Do wszystkiego podchodzę z większym dystansem. Mam swój azyl - dom, który jest moim priorytetem i dzieci, które są moimi skarbami. One mnie kochają i potrzebują. Ja też je kocham i ich potrzebuję.

Z Maciejem obchodzicie w tym roku 10. rocznicę związku. Planujecie z tej okazji coś wyjątkowego?

- Rewolucji nie będzie. Żyjemy spokojnie. Na razie nie planujemy nawet ślubu. Czasem o tym rozmawiamy, ale to nie są konkretne plany.

10 lat to niezły staż w show-biznesie.

- Szczerze mówiąc, nie liczę czasu. Nawet nie wiem, kiedy minęło 10 lat. Jest nam ze sobą dobrze. Trzy lata temu zamieszkaliśmy razem. To był najbardziej przełomowy moment w naszym związku. Wiadomo, że gdy się zamieszka z mężczyzną, relacja wchodzi w całkiem nowy etap i od początku trzeba się dotrzeć. Dziś mogę powiedzieć, że to było interesujące doświadczenie życiowe.

Były kłótnie o skarpetki?

- Powiem tak: myślę, że najważniejsze w związku jest, żeby ze sobą rozmawiać. Nie wolno tłumić emocji ani zamykać się w sobie. Zrozumiałam to niedawno. Kiedyś miałam taki problem, że zamiast rozmawiać z ludźmi, wolałam się zamykać w sobie i rozwiązywać problemy sama. Dziś już wiem, że tak się po prostu nie da.

Rozmawiacie z Maćkiem o wszystkim?

- Wiadomo, każdy ma swoje tajemnice. To jest normalne - ja też mam sprawy, które zachowuję tylko dla siebie. Ale w momencie, gdy pojawia się jakiś kłopot, nawet najdrobniejszy, warto o nim porozmawiać, zanim urośnie do rangi wielkiego problemu.

Macie zasady, których się trzymacie?

- Na przykład "nie kładziemy się spać pokłóceni"? Moja mama zawsze mi powtarzała, że nie powinniśmy się rozstawać w gniewie. Oboje z Maćkiem staramy się tego trzymać, bo nigdy nie wiadomo, co nas w życiu spotka. Dlatego ważne jest, by mieć poczucie spokoju i czystego sumienia. My o to dbamy

Jesteście przykładem na to, że miłość i pracę można łączyć. Twój partner jest twoim menedżerem.

- U nas te dwie sfery są bardzo ważne. Muzyka nie jest naszym zawodem, tylko pasją. Możemy o niej rozmawiać godzinami. Wszystko, co związane z naszą pracą, robimy razem, wszystko razem wymyślamy, tworzymy. Te dwie sfery bardzo fajnie się w naszym związku uzupełniają. Nie wyobrażam sobie relacji z mężczyzną, który zajmowałby się czymś zupełnie innym. Wtedy byłoby mi znacznie trudniej, bo on wielu rzeczy zwyczajnie by nie rozumiał. Ja pewnie też nie rozumiałabym stresów związanych z jego zawodem. A w związku lepiej się rozumieć.

Jak wychowujesz dzieci?

- Chciałabym, żeby były dobrymi ludźmi, żeby szanowały innych. To dla mnie bardzo ważne. Wiem że to brzmi ogólnie, ale chcę, by były po prostu szczęśliwe, by robiły to, co kochają. Mój syn przez osiem lat chciał być rolnikiem. A ja go w tych marzeniach oczywiście wspierałam. Teraz zmienił zdanie i mówi, że chce pójść w moje ślady. Nie wiadomo jednak, co będzie. Staram się uświadomić mu to. Zresztą ma dopiero 13 lat, więc być może za trzy lata znowu mu się odmieni? Pragnę, żeby moje dzieci robiły to, co kochają i by wiedziały, że bez względu na wszystko, mają we mnie wsparcie.

Jaka jest twoja córka?

- Czasem jest księżniczką, a czasem, kiedy naśladuje brata, staje się chłopczycą. Jest bardzo wrażliwa i delikatna. Do tego stopnia, że gdy zderzy się z "brutalną" rzeczywistością, nie może sobie z tym poradzić. Na przykład, gdy inne dziecko na placu zabaw czy w przedszkolu wyrwie jej zabawkę, ona, zszokowana i zagubiona, stoi, nie mogąc sobie poradzić z tą sytuacją. Życie ją jednak wszystkiego nauczy, będzie musiała walczyć o siebie.

Często powtarzasz, że bardzo się zmieniłaś. Czym różni się dzisiejsza Ania od tej sprzed lat?

- Wszystkim! Tamta była zamknięta w sobie, zbuntowana, zawsze chodziła ubrana na czarno. Widziałam świat czarny albo biały, życie nie miało dla mnie pośrednich barw. Teraz zupełnie inaczej do niego podchodzę. Jestem radośniejsza, otwarta, bardzo lubię nawiązywać nowe kontakty, nauczyłam się rozmawiać z ludźmi. Jestem bardziej świadoma tego, co chcę ludziom przekazać w swojej twórczości, nawet tu, w "Tańcu z gwiazdami". Udało mi się tak poukładać wszystko w życiu i wyznaczyć w nim priorytety, że udział w programie nie musiał oznaczać dla mnie rewolucji. Czuję, że to wyjątkowa przygoda. I cieszę się, że odmawiałam 10 razy i wzięłam udział w show dopiero teraz, kiedy poczułam, że jestem na to gotowa. Dziś w moim życiu są i już zawsze najważniejsze będą dzieci, rodzina, potem muzyka, a dopiero potem cała reszta.

Świadomość siebie i dojrzałość nadeszła wraz z macierzyństwem czy dojrzałym związkiem?

- Chyba ze wszystkim po trochu. Wreszcie osiągnęłam poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście mam świadomość, że wszystko może się zmienić, dlatego nauczyłam się cieszyć z tego, co mam. Nie myślę o tym, co będzie za rok, tylko cieszę się z tego, co jest teraz. I chłonę to.

Jako jedna z nielicznych otwarcie mówisz o wierze.

- Jest dla mnie bardzo ważna. Jestem osobą głęboko wierzącą. Ciągle czuję obecność anioła, który mnie chroni. To daje mi poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli ktoś prowadzi mnie w danym kierunku, to wiem, że tam ma mnie spotkać coś, co będzie miało na mnie wpływ i jest mi do czegoś potrzebne. Czasem to nie są łatwe wydarzenia, bywa trudno, ale to zawsze prowadzi do lepszego. Zostałam wychowana w rodzinie wierzącej. Moja babcia była bardzo uduchowiona, często mam takie poczucie, że ona jest blisko mnie, chroni mnie i czuwa nade mną. Dzięki temu czuję się bezpiecznie.

W dzisiejszych czasach dla wielu mówienie o Bogu i aniołach to wstyd.

- Ja to robię z potrzeby serca. Gdybym tak nie czuła, nie potrafiłabym o tym mówić. Wiara jest we mnie,w moim sercu i chętnie o tym opowiadam. Rozmawiam o Bogu tak jak o wszystkim innym.

Wiara pomaga ci w trudnych chwilach?

- Bardzo. Nieraz siedzę w ciszy i po prostu rozmawiam z Bogiem. Piosenka "Wiem, że jesteś tam" nie znalazła się w moim repertuarze przypadkiem. To jest prywatna modlitwa. Jest też podziękowaniem za to, co otrzymałam. Bo ja nie rozmawiam z Bogiem tylko w trudnych chwilach, ale też wtedy, gdy wszystko idzie dobrze i czuję potrzebę podziękowania.

Najtrudniejszy problem, z jakim przyszło ci się zmierzyć?

- Trudne są momenty, gdy mierzymy się z chorobą, śmiercią bliskiej osoby. Bardzo przeżyłam śmierć mojej babci. Dlatego dziś tak bardzo doceniam to, że moi najbliżsi są zdrowi. Wydaje mi się, że wszystkie inne problemy to zwykłe drobiazgi. Najważniejsze jest w życiu zdrowie. O nie najbardziej proszę Boga.

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje