Reklama

Reklama

Bajki o bocianie i noworodku w kapuście należy sobie odpuścić

Anja Rubik nie musi walczyć ze stereotypem modelki. Od lat pokazuje, że nie ma przeszkód, by piękne ciało szło w parze z inteligencją, empatią i wrażliwością społeczną. W ubiegłym roku ruszyła z kampanią "#sexedpl" i udowodniła Polakom, że o seksie można rozmawiać spokojnie, rzeczowo, bez cienia wulgarności. Teraz wydała podręcznik dla młodzieży, w którym próżno szukać tematów tabu.

Katarzyna Pawlicka, Interia: Przeczytałam ostatnio przerażającą wypowiedź ginekologa, prof. Romualda Dębskiego. Wspominał pacjentkę, która zaszła w ciążę w wyniku stosunku przerywanego i bała się, że jej dziecko urodzi się w kawałkach... Wtedy pomyślałam sobie, że chyba nie tylko nastolatkowie potrzebują solidnej i wielopoziomowej edukacji seksualnej.

Anja Rubik: Nie jest tak, że ludzie, którzy uprawiają już seks, nie potrzebują edukacji seksualnej. Trzeba zacząć od tego, że wiele osób w ogóle nie wie, co to jest edukacja seksualna. Mylą ją z kamasutrą, ograniczają do metod antykoncepcji oraz infekcji przekazywanych drogą płciową. Tymczasem edukacja seksualna to pojemny worek mieszczący w sobie takie tematy jak dorastanie, zmiany zachodzące w ciele i umyśle, wiedzę o orientacjach seksualnych, cielesności, przyjemności, którą można czerpać z seksu.

Reklama

-  Tworząc podręcznik "#sexedpl" dużo nauczyłam się o sobie i jeszcze więcej o tolerancji i akceptacji. Seks dotyczy każdego z nas: naszego zdrowia, samopoczucia. Młodzież jest natomiast w szczególnej sytuacji, bo dopiero wkracza w jego świat. Jak ma się do tego przygotować odpowiedzialnie, gdy nie wie nic o funkcjonowaniu i budowie narządów płciowych? Na lekcjach wychowania do życia w rodzinie przekazuje się im dużo mylnych informacji. W większości te zajęcia prowadzone są przez osoby bez kwalifikacji.

Które z mitów przekazywanych młodzieży w szkole są twoim zdaniem najbardziej szkodliwe?

- Mitów jest tak dużo, że mogłabym siedzieć godzinami i wymieniać. Powiem więc o informacjach, które znalazły się w dopuszczonym przez Ministerstwo Edukacji podręczniku szkolnym. Przeczytamy tam, że kalendarzyk małżeński jest metodą antykoncepcji, a jeśli jesteś gejem, musisz się leczyć. Masturbacja według autorów jest przejawem niedojrzałości, natomiast ginekolog to nie dentysta - nie chodzi się do niego regularnie. Nie mówiąc o stereotypach płciowych - jeżeli twoja koleżanka ma problemy z matematyką, pomóż jej, bo dziewczynki z zasady gorzej radzą sobie z przedmiotami ścisłymi.

Wygląda na to, że jeśli chodzi o poziom edukacji seksualnej w polskiej szkole, jest gorzej niż w latach 90.

- To jest po prostu bardzo słaby podręcznik. Po ubiegłorocznej kampanii zaczęłam dostawać mnóstwo wiadomości od młodych ludzi, którzy pisali o tym, co usłyszeli w szkole czy od znajomych. Powtarzały się te same sformułowania, np., że okres to krwawe łzy macicy, która płacze, bo nie ma w środku dziecka, albo że jak się podmyjesz coca-colą, to nie zajdziesz w ciążę. Wiele z tych informacji pochodzi od księży, np. "jeżeli kobieta zaszła w ciążę przez gwałt, to znaczy, że chciała mieć dziecko"; "jak uprawiasz seks pierwszy raz, to nie zachodzisz w ciążę", że seks w małżeństwie jest obowiązkiem.

- Duży procent polskich nastolatków zaczyna życie seksualne od stosunku analnego, żeby zachować błonę dziewiczą i uchronić się przed ciążą. Nie myślą przy tym o infekcjach przenoszonych drogą płciową, a statystyki mówią o powrocie rzeżączki, kiły - chorób, które były właściwie na wyginięciu. Wzrasta też liczba osób zarażonych HIV, w większości wśród młodzieży.

- Żyjemy w czasach, gdzie i mężczyźni i kobiety wpadają w pułapkę oczekiwań i stereotypów. Mężczyźni boją się wrażliwości, a kobiety nie są w stanie sprostać byciu idealną gospodynią domową.

Wiedzę o dojrzewaniu i seksie czerpałam z książki "Co się dzieje z moim ciałem" wydanej w 1994 roku - całkiem przyzwoitej, ale przeznaczonej wyłącznie dla dziewczyn i pomijającej temat orientacji seksualnych czy przemocy seksualnej. "#sexedpl" nie wyklucza ze względu na płeć, porusza często zagadnienia pozornie niezwiązane z wąsko pojętą edukacją seksualną.

- Część merytoryczną współtworzyłam ze świetną psycholożką - Basią Baran. Dużą inspiracją była dla mnie zeszłoroczna kampania, która uświadomiła mi, jakie tematy powinny się w książce pojawić. Wiedziałyśmy, że wśród nich musi znaleźć się pierwszy raz, rozmowa z ginekologiem, informacja o tym, czym zajmuje się urolog, bo wielu mężczyzn nie wie, do jakiego lekarza zgłosić się z problemem. Czytałam profile każdego z zaangażowanych w powstawanie "#sexedpl" ekspertów.

Udział w powstawaniu książki mieli też nastolatkowie. Czy coś wzbudziło w pierwszych czytaniach ich sprzeciw?

- Czytali każdy rozdział i wysyłali mi notatki. To był trudny proces, szczególnie dla ekspertów, którzy mają ogromną wiedzę i chcieli wnikliwie przedstawić swój temat. Mnie z kolei bardzo zależało, żeby książka była prosta, dostępna, żeby czytało się ją fajnie. Nastolatkowie pisali do mnie, co jest nudne, a co ciekawe. Pod wpływem ich opinii zmieniałam język, czasem coś wykreślałam lub rozwijałam. Często było też tak, że obawiałam się, czy jakiś fragment będzie zrozumiały, tymczasem młodzież nie miała żadnego problemu z jego odbiorem. Pierwszych czytelników bardzo irytowało, gdy zagadnienia się powtarzały. "Ja nie jestem głupi, już o tym pisałaś" - mówili. O niektórych rzeczach specjalnie piszę więcej niż raz, bo są wyjątkowo ważne. Oczywiście część wizualną książki także stworzyła młodzież. Zorganizowałam konkurs na Instagramie, na podstawie którego zrobiłam casting. Zgłosiło się 60 osób z całej Polski, były też Polki i Polacy mieszkający za granicą. Następnie, Zuza Krajewska sfotografowała ich w różnych, codziennych sytuacjach. Pytałyśmy dziewczyny i chłopaków, gdzie się spotykają, gdzie się chodzi na randki i jak spędzają wolny czas. Dzięki temu historie uchwycone na zdjęciach były autentyczne. Powstały podczas wyjść z przyjaciółmi, randek, pocałunków. Wszystko, by ten podręcznik był jeszcze bardziej ich.

W "#sexedpl" sama znalazłam terminy, o których znaczeniu nie miałam pojęcia, wspomnieć choćby tranzycję czy grooming.

- Młodzież wie, co to jest grooming czy sexting, ale często nie ma pojęcia, co to są upławy, lekarz pierwszego kontaktu.

Być może o tych zjawiskach pisze się dużo w internecie.

- Problem polega na tym, że w internecie jest wszystko. I zanim dzieciak dotrze do dobrego źródła i sprawdzonych informacji, przeczyta po drodze mnóstwo głupot, które po prostu mogą mu bardzo zaszkodzić. Dlatego na naszej stronie i w książce podajemy linki do stron rzetelnie przedstawiających temat.

Jaka jest w tym wszystkim rola rodzica? Kiedy powinien zacząć rozmawiać z dzieckiem o seksie? Rodzicom często wydaje się, że ich córka jest jeszcze małą dziewczynką, a syn słodkim urwisem. Tymczasem niepostrzeżenie osiągają pełnoletność.

- Zdecydowanie od najmłodszych lat. To nie powinien być temat, który zawstydza. Jeśli nagle pojawi się pytanie dotyczące seksu, a my nie jesteśmy na nie gotowi lub nie znamy odpowiedzi, nie kłammy - dzieci bardzo szybko orientują się, że są oszukiwane. Bajki o bocianie i noworodku w kapuście należy sobie odpuścić. Zaproponujmy, że możemy razem poszukać odpowiedzi. Jeśli kochamy swoje dziecko i tłumaczymy spokojnie, na pewno nie przesadzimy z nadmiarem informacji. Dzieciaki mimowolnie podchodzą do tematu seksu i dojrzewania w bardzo naturalny sposób. Ważne, by sztucznie nie tworzyć tabu.

- Niedawno rozmawiałam ze znajomą mieszkającą w Nowym Jorku, która ma 7-letniego i 11-letniego syna. W szkole młodszego poruszano już temat złożonej seksualności. Chłopiec nie miał żadnego problemu z przyswojeniem tej wiedzy, podszedł do niej bez uprzedzeń, nie robił sensacji. Starszy syn wie dokładnie, co czeka go w najbliższej przyszłości - jak będą wyglądać zmiany w ciele i w głowie. Takie przygotowanie jest szalenie istotne.

Mówisz o edukacji seksualnej w Nowym Jorku. Jak wypadają polscy nastolatkowie na tle swoich europejskich kolegów?

- W USA poziom edukacji seksualnej zależy od stanu - w Nowym Jorku jest akurat bardzo dobrze. W Europie edukację seksualną na wysokim poziomie mają Niemcy, Holandia, Wielka Brytania, Szwecja. U nas jest nieciekawie, wypadamy po prostu źle i potwierdzają to wszystkie statystyki. Polska młodzież (i nie tylko - ten sam problem dotyczy dorosłych) ma bardzo niską samoocenę, dużo kompleksów. Borykamy się z przemocą wobec kobiet, nietolerancją. Odpowiedzialność za taki stan rzeczy zrzuca się często na rodziców. Tymczasem oni sami nie przeszli edukacji seksualnej, więc jak mają wskazywać drogę dzieciakom? Nie wiedzą, nawet jeśli chcą, jak się za to zabrać.

Albo boją się krytyki i oskarżeń. Podstawowym argumentem przeciwników uświadamiania młodzieży i otwartego rozmawiania z nią o seksie jest tzw. "seksualizacja", którą zarzucano także tobie. Tymczasem badania mówią, że wiedza na temat seksu opóźnia wiek inicjacji.

- Prawda. Kiedy młody człowiek wie, co się dzieje z jego ciałem, potrafi to zracjonalizować i w rezultacie nie czuje takiej presji otoczenia. Osoby, które edukację seksualną mylą z seksualizacją, nie wiedzą, czym jest ta druga. W przypadku dorosłych to ocenianie czyjejś wartości na podstawie tego, czy jest seksowny (według obowiązujących standardów) czy nie. Seksualizacja dzieci to jeszcze coś innego - narzucanie im naszej wizji seksowności, czyli np. wszystkie konkursy dla małych miss.

- Żyjemy w czasach ogromnych sprzeczności i absurdu. Jesteśmy bombardowani z każdej strony seksem: reklamy, moda, teledyski, filmy. Seks jest wszędzie, a nie możemy o nim porozmawiać w naturalny, spokojny, piękny sposób. I to jest duży problem. W szkole uczymy się różnych rzeczy, które nigdy nam się nie przydadzą, a o naszym ciele możemy usłyszeć tylko na lekcjach biologii. Od matury do teraz uprawiałam seks więcej niż raz. Twierdzenia Pitagorasa nie użyłam chyba wcale.

Dlaczego w Polsce tak trudno rozmawia się o seksie?

- Cała nasza kultura jest zbudowana na religii katolickiej, w którą wpisane jest ogromne zawstydzenie seksem. Możemy zaobserwować pewne zmiany, ale one wciąż przebiegają zbyt wolno. Moja mama opowiadała mi, że kiedy ona była w ciąży, był to stan, który wypadało ukrywać - w końcu brzuch był jasnym dowodem, że uprawiałaś seks. Absurdem jest też brak edukacji w kontekście antykoncepcji.

Angażujesz się także w inne kampanie społeczne, odmawiasz noszenia naturalnych futer, rezygnujesz z plastikowych słomek czy opakowań. Jak odpowiadasz na zaczepki tych, którzy zarzucając ci niekonsekwencję? Podkreślają, że w dzisiejszych czasach nie da się żyć w stu procentach etycznie?

- We współczesnym świecie problemów społecznych oraz zagrożeń jest tyle, że można się pogubić, pomyśleć, że działanie jednostki nie ma żadnego wpływu. To nie jest prawda! Są działania, które nie kosztują wiele wysiłku, a dają ogromną satysfakcję. Od trzech lat współpracuję z organizacją Parley, której misją jest oczyszczenie Oceanów z plastiku. Miałam swój udział m.in. w stworzeniu strategii Parley AIR, to jest skrót od - A avoid/unikaj; - I intercept/przechwyć; - R redesing/przeprojektuj. To koncepcja, która polega na zaprzestaniu tworzenia nowego plastiku, zebrania tego, który już zalega w Oceanach i wykorzystania go w nowy sposób. Celem jest, by stosować opisany proces do momentu, aż możliwe będzie zupełne wyeliminowanie plastiku z naszego życia. Stąd między innymi pojawiające się kampanie nawołujące do rezygnacji ze słomek czy plastikowych opakowań jednorazowego użytku. Chodzi o to, by sposób produkcji i pakowania zmienić zarówno na poziomie dużych firm i korporacji, jak i naszych codziennych nawyków! Kartą przetargową są jak zwykle pieniądze. Jeżeli firma poczuje, że traci klientów, bo konkurencja bardziej dba o ekologię, wprowadzi zmiany też u siebie. By to się stało, potrzebny jest sprzeciw konsumentów.

Organizatorzy Kraków Live Music Festiwalu w tym roku wprowadzili kubki wielokrotnego użytku...

- Plastik pojawił się w latach 60. Przez wiele tysięcy lat żyliśmy bez plastiku i jakoś funkcjonowaliśmy.

- Ostatnio zapytałam jednego z moich idoli - kapitana Paula Watsona, zaangażowanego w ochronę oceanów - jak znajduje siłę do walki, skoro wielu wydaje się, że sprawa jest już przegrana. Odpowiedział, że gdyby odpuścił, nie mógłby spokojnie spojrzeć w lustro. Dodał też, że podejmując działanie, nie można myśleć, czy na pewno przyniesie rezultaty. To jest dla mnie bardzo inspirujące - robimy coś, bo wierzymy w zmianę, a niekoniecznie myślimy, czy przyniesie spodziewane plony.

Od zawsze miałaś potrzebę angażowania się w akcje społeczne?

- Gdy miałam 7, 8 lat, organizowałam w szkole akcje ochrony przyrody. Trzy lata później prowadziłam pierwsze zbiórki dla schronisk i domów dziecka. Serwowałam jedzenie w przytułku dla bezdomnych.

Mogłaś liczyć na wsparcie rodziców?

- Moja mama zawsze wspierała mnie w każdej z tych inicjatyw. To utwierdzało mnie, że warto działać i że dam radę zrobić to, co zaplanowałam. Pomaganie daje ogromną satysfakcję. To bardzo przyjemne uczucie.

W świecie mody też jest chyba miejsce na działalność społeczną, charytatywną i proekologiczną?

- Moda ma ogromny wpływ na ludzi, ten rynek śledzą miliony i dlatego jest super przestrzenią, by informować, nagłaśniać społeczne problemy. Sama moda musi się zmienić, tworzyć rzeczy w bardziej świadomy sposób. Na razie zajmuje niechlubne drugie miejsce na liście przemysłów produkujących największe zanieczyszczenia. Twórcy to zauważają. Widzą też, że ludzie zaczynają kupować mniej ubrań, ale lepszej jakości. Firmy nie mogą przejść obojętnie obok tego trendu, inaczej zaczną tracić pieniądze. Wiadomo, że w markach będących w rękach jednej rodziny, te zmiany zachodzą szybciej. Adidas obiecał ostatnio, że do 2022 roku przestanie produkować tzw. dziewiczy plastik. W zeszłym roku firma wyprodukowała 4 mln butów z plastiku pochodzącego z oceanów. To nie jest idealne rozwiązanie, ale bardzo ważny krok. Plastik nigdy nie znika. Rozpada się na cząsteczki, które wchodzą w powietrze, wodę, plankton. Kiedy jemy rybę, na pewno jemy też plastik. W tej chwili stosunek plastiku do planktonu w Morzu Śródziemnomorskim wynosi jeden do dwóch. Dziwimy się, że jest coraz więcej raka, różnych dziwnych chorób...

Tymczasem w sieciówkach nadal królują ubrania z poliestru.

- To też plastik. Jesteśmy społeczeństwem uzależnionym od plastiku. Ja też nie żyję idealnie i rozumiem wątpliwości klientów. W sklepach wciąż trudno znaleźć alternatywę w postaci opakowań szklanych czy tekturowych. Ważne, by wtedy, kiedy mamy wybór, korzystać z niego mądrze. Warto zmienić nawyki, nosić płócienną torbę czy małe torebki na owoce i warzywa.

Książkę "#sexedpl" można kupić już w księgarniach i w internecie. Ale to chyba nie koniec edukowania Polaków. Jak wyglądają twoje plany na najbliższy czas?

- Razem z ekspertami zorganizowaliśmy w Warszawie warsztaty dla młodzieży oraz młodych kobiet i mężczyzn poruszające tematy dojrzewania oraz seksu. Swoje stoisko miała też organizacja Parley.

Co z mniejszymi miejscowościami?

- Myślę intensywnie o busie Sexed.pl, który jeździłby po Polsce, ale na to potrzebuję dużego sponsora. Razem z polskim wydaniem miesięcznika "Vogue" zrobiłam konkurs fotograficzny dla młodych ludzi. Nadesłali piękne prace poruszające temat poszukiwania własnej seksualności czy odkrywania cielesności. Stworzyły wystawę, która będzie podróżować po całej Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem niewielkich miejscowości. W przygotowaniu jest także piosenka, by dotrzeć do młodego odbiorcy przez popkulturę.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Anja Rubik | sexedpl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje