Reklama

Reklama

Bogusz Bilewski: Amant, który został rozbójnikiem

Na początku kariery grał Romea i innych przystojniaków. Z czasem tak się zmienił fizycznie, że dostawał role typów spod ciemnej gwiazdy.

Mama widziała go na scenie opery, ojciec w zawodzie inżyniera, ale on wybrał aktorstwo i wyjechał z rodzinnych Starachowic do Krakowa. Studiował tam m.in. ze Zbigniewem Cybulskim. Razem nawet wynajmowali pokój, do którego zapraszali dziewczyny. Próbował także, jako bardzo dobry kierowca, nauczyć Cybulskiego prowadzenia samochodu. Z mizernym skutkiem, bo uczeń był niecierpliwy.

Reklama

W tamtym czasie Bogusz Bilewski intensywnie uprawiał sport. Narty, bieganie - to był jego żywioł. Dzięki ruchowi, aktywności fizycznej wypracował sobie sylwetkę amanta. Trudno to sobie dziś wyobrazić, lecz zwalisty i rubaszny Jaś Ulanicki z serialu "Kariera Nikodema Dyzmy" wcielał się w młodości w Romea z tragedii Szekspira!

"Z miejsca oczarował stołeczną publiczność i krytyków, stając się z dnia na dzień ulubieńcem widowni, a zwłaszcza młodych dziewcząt, które co wieczór czekały przed teatrem, aby zdobyć jego autograf" - pisał o nim w "Gazecie Stołecznej" Witold Sadowy. Kino też dostrzegło talent i urodę Bilewskiego. W latach 50. zagrał w wielu filmach, których nikt dziś nie pamięta, ale wówczas bardzo się podobały. Takich jak "Zimowy zmierzch", "Historia jednego myśliwca", "Dwoje z wielkiej rzeki".

Pechowi "Krzyżacy"

Nic więc dziwnego, że Bogusz Bilewski wydawał się murowanym kandydatem do roli Zbyszka z Bogdańca w "Krzyżakach". Gdy gazety w całym kraju pisały, że ma już angaż w kieszeni, gruchnęła wieść, że sprzątnął mu ją sprzed nosa nikomu wówczas nieznany Mieczysław Kalenik. Ponoć zdecydował o tym przypadek: ludzie, którzy kompletowali obsadę, natknęli się na Kalenika w restauracji, przyjrzeli się i zaprosili na rozmowę z szefem. Pan Mieczysław aż tak się spodobał Aleksandrowi Fordowi, że Bilewski został na lodzie. Ale też... nic nie wskazuje, żeby bardzo się tym przejął.

Kto wie, może to go uratowało jako aktora, bo Kalenik już na zawsze pozostał Zbyszkiem z Bogdańca, a Bilewski zaczął otrzymywać ciekawsze role. Zbiegło się to z jego przemianą zewnętrzną. Przede wszystkim utył. Jego potężna sylwetka i zarost sprawiły, że z amanta przedzierzgnął się w aktora charakterystycznego.

Do wypitki i do bitki

Prywatnie był wesołym (a nawet rozrywkowym) i życzliwym światu człowiekiem. I takiego go pokochaliśmy w serialu "Janosik". Do dziś krążą legendy o tym, jak się szykował do roli Kwiczoła. Ponoć gwary uczył się, wędrując po podhalańskich knajpach i biesiadując z góralami. Wszyscy go tam znali.

- Boguś był ulubionym ceprem. Górale kłaniali mu się w pas w każdej knajpie w Zakopanem - wspominał w "Rewii" jego przyjaciel, Witold Pyrkosz. Mówiło się nawet, że przygotowania do roli w "Janosiku" kosztowały go... trabanta. Sprzedał własne auto, bo tak intensywna nauka przecież kosztuje!

Dusza towarzystwa

Koledzy go zapamiętali jako świetnego kompana i wielkiego imprezowicza, który umiał rozbawić towarzystwo. Raz dla żartu podjechał pod knajpę śmieciarką i zaprosił do środka jej obsługę. Czasem też ściągał sobie kłopoty na głowę, np. gdy grał w "Potopie". - Pewnej nocy łomot do drzwi - wspominał reżyser Jerzy Hoffman. - Stoi w nich Bogusz Bilewski, jeden z kompanów Kmicica. Cały we krwi! Okazało się, że pił w knajpie. Dwa stoliki dalej biesiadowali czescy lotnicy z sowieckimi. Bogusz podszedł i powiedział: "Wy w d...ę pier... Czesi". Po tym zagajeniu musiał stanąć do walki i bynajmniej się od niej nie uchylał.

Na początku lat 90. Bilewski wystąpił z Pyrkoszem w reklamie margaryny, gdzie zapewniał, że za jej sprawą serce ma jak dzwon.

Ale zdrowie już nie to...

W 1995 r. wybrał się do Wrocławia na spotkanie z kolegami, z którymi zdawał maturę. Za kołnierz tam nie wylewał i nagle zasłabł. Zmarł 14 września, w wieku 65 lat. - To była wielka strata. I dla mnie przestroga: przeszedłem na dietę i przestałem nadużywać alkoholu - mówił przygnębiony Witold Pyrkosz. Żadne z dzieci Bilewskiego nie wybrało jego zawodu.

Syn, również Bogusz, wystąpił w filmie "Wojna polsko-ruska", lecz był to tylko epizod - zagrał barmana. Na co dzień jest znanym DJ’em i muzykiem, współpracował z Kayah i Reni Jusis. Pod koniec zeszłego roku został ojcem kolejnego Bogusza w rodzie, nazwanego tak oczywiście na cześć dziadka. Córka wybitnego aktora, Maria ma z kolei czterech synów. Może zatem któryś z wnuków artysty pójdzie kiedyś w jego ślady?

Dorota Filipkowska


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje