Reklama

Reklama

Bon Jovi: dziękujemy, że nas kochacie

O nagraniach z długo przygotowywanej płyty "Crush" opowiadają członkowie jednego z najpopularniejszych zespołów lat 80., wokalista Jon Bon Jovi i gitarzysta Richie Sambora.

"Crush"

Reklama

Jon: Na ten tytuł wpadłem zupełnie przez przypadek. Szukaliśmy czegoś wieloznacznego, tytułu, który dla różnych ludzi oznaczałby coś innego. "Crush" może oznaczać, że ciągnie mnie do kogoś albo że ostatniej nocy byłem zdołowany. Chodzi mi o to, że to jedno słowo ma inne znaczenie dla poszczególnych słuchaczy.

Richie: Niedobrze nam się robiło na samą myśl o piosenkach takich jak na naszej płycie "Slippery When Wet". "Crush" nie znaczy nic takiego, ale jest seksy i fajnie się go słucha. Najważniejsze jednak, że działa na wyobraźnię. Jak ją słyszę, od razu natychmiast zaczynam sobie wyobrażać kilka dziewczyn pod prysznicem. "Crush" spodobał mi się od razu, kiedy tylko Jon wymyślił ten kawałek. Pomyślałem, że jest odlotowy. Ma w sobie seks, moc i radość.

"It's My Life"

Jon: Kiedyś graliśmy i nagle przyszedł mi do głowy tytuł "It's My Life", taki jak u Animalsów. I tak napisaliśmy ten stary i podniosły refren.

Richie: Jeśli chodzi o tekst, "It's My Life" jest ukłonem w stronę Tommy'ego i Geeny. Powróciliśmy do tych postaci w drugiej zwrotce tej piosenki. Wróciliśmy też do talk boxów, które bardzo kojarzą się z naszym brzmieniem. By uaktualnić brzmienie, wykorzystaliśmy w tym kawałku klasyczne bębny i masę zapętlonych efektów perkusyjnych - wszystko po to, by powstało charakterystyczne dla Bon Jovi brzmienie, ale w uaktualnionej wersji Anno Domini 2000.

"Say It Isn't So"

Jon: Kiedy ludzie słuchają "Say It Isn't So" są zdziwieni, że napisałem taki kawałek i to zarówno jeśli chodzi o tekst, jak i wartość muzyczną. Ta piosenka jest inna, w refrenie ma pozytywne przesłanie - powiedz mi, że to nie jest prawda, przecież nie możesz przestać marzyć. Musisz wierzyć w autorytety, bohaterów, czy Świętego Mikołaja.

"Thank You For Loving Me"

Jon: Gdybym miał napisać podziękowania na tej płycie, podziękowałbym wam za to, że mnie kochacie. Podziękowałbym również Bradowi Pittowi, co pewnie wzbudziłoby istną lawinę plotek! Ale prawdę mówiąc, często czerpię tematy piosenek z filmów. W tym konkretnym przypadku poszedłem do kina na "Joe Black". W końcówce tego filmu Brad trzyma w ramionach Ciare Forlani i dziękuje jej za miłość. W tym momencie pomyślałem: "Muszę lecieć do domu", no i szybko pobiegłem i napisałem refren podobny do "Always", "Bed Of Roses", czy innych ballad, które napisałem przez lata. Zawsze piszę je sam. Przychodzi mi to bardzo łatwo. W filmie zobaczyłem szkic historii, pomyślałem, że to dobry pomysł, który mogę zamieć w piosenkę w kilka minut.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje