Reklama

Reklama

Bożena Dykiel: Męża wybrałam na całe życie

Byłam jedną z pierwszych aktorek, które mówiły, że dom jest ważniejszy od pracy, bo to miejsce, które daje siłę - podkreśla Bożena Dykiel. To dlatego jej związek trwa już blisko pół wieku. Małżonkowie mają dwie dorosłe córki oraz czwórkę wnucząt.

Z rodzinnego domu Bożena Dykiel wyniosła wzór dobrego małżeństwa. Poprzeczka była zawieszona wysoko. Dlatego nie spieszyła się z wyborem. Jej koleżanki dawno już powychodziły za mąż, miały dzieci, a młoda aktorka ciągle nie mogła znaleźć odpowiedniego mężczyzny. 

Ale nie traciła nadziei. Wiedziała, że jeśli weźmie ślub, to na całe życie. Nie chciała pierwszego lepszego z brzegu. Szukała nie tylko partnera dla siebie, ale także ojca dla swoich dzieci. - Kiedy spotykałam się z jakimś chłopakiem, zastanawiałam się, czy jak się przy nim obudzę, to okaże się, że to na pewno ten człowiek - opowiada Bożena Dykiel. 

Reklama

- Pewne zasady wynosi się z domu. W mojej rodzinie nie było rozwodów. I ja wiedziałam, że wybiorę na dobre i na złe. Gdy jej studencka miłość do aktora Krzysztofa Wakulińskiego nie przetrwała próby czasu, przez kilka lat była samotna. Pochłonęła ją praca. Rano kręciła film, wieczorem grała w teatrze, a po drodze uczyła się roli do Teatru Telewizji. Nie interesowały jej romanse, czekała na tego jedynego. Miała 28 lat, kiedy pojechała do Japonii na zdjęcia do filmu "Ognie są jeszcze żywe". 

Ona grała jedną z głównych ról, Ryszard Kirejczyk, prawnik z wykształcenia, był kierownikiem produkcji.

Bogu dzięki, że go przywiozłam

Aktorka okazała się prawdziwą sensacją w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wysoka blondynka z długimi włosami zwracała uwagę każdego Japończyka. 

- Tłumacz mówił, że dzieci na mój widok prosiły rodziców o taką lalkę - śmieje się Dykiel. Urodą i wdziękiem koleżanki zachwycił się także kierownik produkcji. - Bardzo o mnie dbał - wspomina. - Zakochaliśmy się w sobie. Od razu, gdy go poznałam, poczułam, że mogłabym mieć z nim dom i dzieci. Bogu dzięki, że go przywiozłam. 

Po powrocie do Polski, byli już parą. Pół roku później wzięli ślub i zamieszkali razem. Najpierw w wynajętej maleńkiej kawalerce. Żeby mieć na czynsz, oboje rzucili palenie. Każdy grosz się liczył - W cztery lata uzbierałam na malucha i na wkład na mieszkanie. Żyliśmy bardzo skromnie, nawet jak już przenieśliśmy się do M3 - wspomina aktorka. 

W 1979 roku urodziła się Maria, dwa lata później Zofia. Pani Bożena, mimo że była mamą aktywną zawodowo, zawsze dbała, by dziewczynki wzięły do szkoły przygotowane przez nią kanapki. Starała się, żeby obiad był na stole a lodówka pełna. Nauczyła się tego od mamy. - Pamiętam ją krzątającą się po kuchni. Pysznie gotowała. U mnie, podobnie jak w moim rodzinnym domu, musi od progu pachnieć świeżo upieczonym ciastem, konfiturami, wykrochmaloną pościelą i kwiatami. W naszej rodzinie zawsze był spokój i porządek - podkreśla. 

Dziś obie córki mają swoje rodziny. Maria jest dziennikarką, a Zofia biotechnologiem. Mieszka na stałe w Niemczech. Dykiel uwielbia momenty, kiedy czwórka wnuków: Maks (12), Maciej (9), Marysia (8) i Anna (4) ją odwiedzają. Już od progu wołają: "Babciu, zrób naleśniki!". - Nikt nie robi takich jak ja - śmieje się aktorka. - Maks lubi tylko z truskawkami, Maciek z malinami. Koniecznie własnej roboty. Całe lato przygotowuję przetwory. 

Jak pan Rysio wodzi za mną wzrokiem

Obecnie aktorka z mężem mieszka w wymarzonym domu w podwarszawskim Izabelinie na skraju Puszczy Kampinoskiej. Kiedy wraca po zdjęciach w domowe pielesze, czeka na nią ukochany. 

- Na pewno jest zrobiona sałatka, muszę ją tylko przyprawić. Przywita mnie winem i miło spędzimy wieczór - zdradza. Pani Bożena przyznaje, że  miała w życiu dużo szczęścia. W małżeństwie również obyło się bez gwałtownych burz i trzęsień ziemi. - O moim mężu mogę mówić wyłącznie dobrze. Jest ciężko zajęty i zapracowany, a przy tym konkretny, odpowiedzialny. Dla niego, tak jak dla mnie, najważniejszy był dom. Mam w nim oparcie - podkreśla. 

Jednak nie twierdzi, że wspólne życie to był tylko miód. Kłótnie też się zdarzały. - Nie ma takich związków, gdzie wszystko idzie jak po maśle. Zawsze są sprzeczki, nieporozumienia. Ważne, żeby potem się pogodzić. A my lubimy się godzić - podkreśla. 

W ich małżeństwie był tradycyjny podział ról. Ona dbała o domowe ognisko i łączyła to z pracą zawodową, a Pan Rysio, jak Bożena Dykiel pieszczotliwie nazywa męża, miał zapewnić rodzinie byt. Zawsze starała się być dla ukochanego atrakcyjna. Według niej szczypta zazdrości dobrze wpływa na relację i podsyca miłość. 

- Lubię jak Pan Rysio wodzi za mną okiem, to znaczy, że nie jest źle - mówi aktorka, która w sierpniu świętowała 70. urodziny. Kiedy w 2017 roku zaczęła mieć problemy z sercem, mąż była dla niej ogromnym wsparciem. Pomyślnie przeszła operację, ale musiała zwolnić tempo życia. Ryszard bardzo o nią dba i pilnuje, żeby nie brała sobie za dużo na głowę. Ale z jednego pani Bożena nie zrezygnuje nigdy - z pieczenia ciasta. Kiedy jego zapach rozchodzi się po mieszkaniu, ma na wszystkich działanie terapeutyczne. 

- Wtedy dom jest prawdziwym domem, do którego chce się wracać - podkreśla Dykiel. 


Ludzie i wiara

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy