Reklama

Reklama

Czy będzie polską Nigellą Lawson?

Po dwóch latach bycia mamą i gospodynią domową, Hanna Lis rozważa powrót do telewizji. Czy naprawdę poprowadzi program o gotowaniu? Podobno Tomasz Lis wspiera tę decyzję. Mimo to dziennikarka wciąż się waha.

Kiedy pojawiła się informacja, że Hanna Lis (40) ma prowadzić nowy program kulinarny w TVN Style, w internecie zawrzało. "Lisica będzie polską Nigellą Lawson!", "Kapryśna gwiazda, do garów!". "Przykre, że nawet tak silna kobieta ląduje w końcu przy garnkach - facet dostałby poważniejszy program".

Wielu nie mogło uwierzyć w te rewelacje. Ale 7 lutego potwierdził je Edward Miszczak, dyrektor programowy TVN. "To duży program z poważnym budżetem i zagranicznymi producentami" - powiedział. Po dziesięciu dniach w rozmowie z SHOW był już mniej entuzjastyczny. "Ten temat to tykająca bomba. Nie mogę niczego potwierdzić ani zaprzeczyć. Proszę rozmawiać z Yvette Żółtowską". Ale szefowa TVN Style wyjechała na ferie i nie odbierała telefonów. Hanna Lis również nie wypowiada się na temat swoich planów.

Reklama

Pracownicy TVN twierdzą natomiast, że nie jest prawdą, jakoby program był już nakręcony, a jego emisja była przewidziana na marzec. W TVN mówi się, że jest pewna szansa, że zobaczymy Hannę Lis na ekranie jesienią. Niewielka, bo umowa z dziennikarką nie została jeszcze podpisana! Pojawiły się obawy, że przedwczesne zdradzenie pomysłu może w ogóle uniemożliwić jego realizację.

Nie da się bowiem ukryć, że wielu znajomych serdecznie odradza dziennikarce podobny krok. Twierdzą, że gotowanie na ekranie może przekreślić wizerunek, na który Lis pracowała wiele lat. Ale pomysł ma też entuzjastów: "Ta pani dobrze gotuje. Jadłam jej pastę, jestem zachwycona. Ona jest specjalistką w tej dziedzinie, przecież mieszkała we Włoszech" - mówi Magda Gessler, gwiazda programu "Kuchenne rewolucje".

Hanna Lis nie pracuje zawodowo już niemal dwa lata. W tym czasie poświęciła się sprawom domowym: urządzała willę w Konstancinie i oczywiście gotowała dla najbliższych. Odrzuciła wiele ofert pracy. Powiedziała "nie" Panoramie (TVP2) i przeglądowi prasy w telewizji śniadaniowej (TVN), nie zgodziła się na udział w VII edycji "Tańca z gwiazdami" oraz w programie "Gwiazdy tańczą na lodzie." "Dziennikarstwo to w Polsce nie tylko zawód, to również, proszę wybaczyć, patos, misja" - mówiła tuż po odejściu z polsatowskich Wydarzeń. Zapewniała, że owszem, kiedyś wróci do dziennikarstwa, ale najchętniej nie dziś, nie jutro i nie pojutrze.

Słowa dotrzymała. Tomasz Lis zawsze ją wspierał, niezależnie od tego, jaką decyzję zawodową podjęła. Wiele razy podkreślał, że jego żona jest utalentowaną dziennikarką. Bronił, kiedy na jej głowę sypały się gromy i obelgi, że nie jest profesjonalistką, tylko rozhisteryzowaną blondynką,

która nie chce wykonywać poleceń służbowych. Co sądzi o najnowszych planach Hanny?

Znajomi pary twierdzą, że Tomasz Lis jest tak zakochany w żonie, że poprze każdą jej decyzję, nawet tę najbardziej kontrowersyjną. Sam dobrze zna realia pracy w telewizji. Wie, że dla takich ludzi jak Kamil Durczok, Justyna Pochanke, Anita Werner, Dorota Gawryluk, Jarosław Gugała i jego żona rynek pracy jest ograniczony. Pierwsza liga to zaledwie trzy stacje telewizyjne: Polsat, TVN i TVP. Do tego Hanna Lis ma opinię dziennikarki niepokornej. Być może Tomasz Lis uważa, że zamiast iść na kompromis w newsroomie, lepiej zająć się bezpiecznym gotowaniem? Sam jest zresztą entuzjastą kulinarnych talentów żony. W jednym wywiadów mówił: "Hania uwielbia gotować, co mi imponuje, bo gotuje rzeczywiście fantastycznie i nie uważa, że to godzi w kobiecą niezależność".

Uwielbia też urządzać wnętrza i jest, według Tomasza Lisa, wspaniałą matką, czasem tylko nadopiekuńczą. Prowadzenie programu kulinarnego ma też tę zaletę, że jest mniej czasochłonne od dziennikarstwa newsowego. Łatwiej to pogodzić z zajmowaniem się domem.

A jednak dla Hanny ta decyzja nie jest łatwa. Miała przecież wielkie dziennikarskie ambicje. Jej idolką nie była Nigella Lawson, ale jedna z najlepszych dziennikarek świata - Oriana Fallaci. Miała przyjemność poznać tę bezkompromisową dziennikarkę i pisarkę osobiście, kiedy jako dziecko wyjechała do Włoch z rodzicami, którzy byli korespondentami w Rzymie.

Pierwsze kroki w telewizji Hanna stawiała na początku lat 90., razem z Moniką Richardson i Kingą Rusin. Postawiła na dziennikarstwo newsowe i szybko stała się twarzą Teleexpressu, gdzie pracowała osiem lat. Do momentu, gdy zaczęła głośno krytykować upolitycznianie programu. Wtedy usłyszała, że jest za stara (nie miała jeszcze 30 lat) i za gruba, aby prowadzić Teleexpress. Ponieważ jej córki były wtedy małe (Ania miała pół roku, a Julka dwa i pół), dziennikarka zdecydowała się odejść z pracy i zostać pełnoetatową mamą.

Wahała się tylko przez chwilę, kiedy zaproponowano jej prowadzenie programu "Magnes". Ale kiedy dostała scenariusz pierwszego odcinka i zorientowała się, że aktorki serialowe mają w nim odpowiadać na pytania typu: "Czy mężczyźni wolą blondynki?", natychmiast podziękowała. Zawistnicy mówili wtedy, że mogła sobie na to pozwolić ze względu na portfel partnera, biznesmena Jacka Kozińskiego. Kolejne dziennikarskie wyzwanie Hanna Lis podjęła dopiero wtedy, gdy jej córki były już w wieku przedszkolnym. Po dwóch latach bycia pełnoetatową mamą z entuzjazmem wróciła do pracy. Mówiła w jednym z wywiadów: "Przebierałam nogami. Nie mogłam się doczekać rzutu adrenaliny, który czuje się przy robieniu newsów". A propozycja była ciekawa, choć z telewizji niszowej: Hanna została nie tylko prowadzącą, ale też wydawcą oraz kierownikiem zespołu redakcyjnego w Dzienniku TV4.

Podobno kierując zespołem ludzi, czuła się jak ryba w wodzie. Jednak w październiku 2004 roku zrezygnowała z tego stanowiska na rzecz pracy w pierwszej lidze, w Polsacie. To właśnie w Wydarzeniach po raz kolejny skrzyżowały się jej drogi z Tomaszem Lisem, który był jej przełożonym.

Mówi się, że Hanna wiele się od Tomasza nauczyła. W Polsacie narodziła się też ich miłość. Jednak decyzję o odejściu ze stacji dziennikarka podjęła błyskawicznie. Tuż po kolegium redakcyjnym, na którym ogłoszono odsunięcie Tomasza Lisa od kierowania Wydarzeniami, wyszła na papierosa i powiedziała mu, że odchodzi. Lis spytał tylko, czy przemyślała decyzję. Odpowiedziała, że nie ma tu tematu do rozmyślań.

Oboje stracili pracę. Hanna szybko dostała propozycję z publicznej telewizji. Jej pojawienie się w Wiadomościach to miała być rewolucja! Ale wkrótce znowu doszło do konfliktu. W końcu została zawieszona w obowiązkach za nieprzeczytanie odręcznie dopisanej informacji. Lis tłumaczyła, że walczy o to, by w Polsce skończyły się czasy zwykłych "czytaczy wiadomości". Chciała, by taka osoba - tak jak w USA - była raczej współwydawcą. Przecież sygnuje informacje swoją twarzą i nazwiskiem.

Czy Hanna Lis zdecyduje się firmować swoją twarzą program kulinarny? Przekonamy się dopiero na jesieni. Wtedy dowiemy się też, czy dziennikarka, tak jak Nigella Lawson, wpuści kamery do domu. Czy, jak brytyjska gwiazda, pokaże nam własną kuchnię i prywatne życie z Tomaszem Lisem i córkami od kuchni? A może będzie czekać na kolejną, lepszą propozycję? Dziennikarka ma dylemat. Uzasadniony.

Iwona Zgliczyńska

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! Więcej przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu, w sprzedaży od 28 lutego!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy