Reklama

Reklama

Drżyjcie przede mną, niewierni mężowie!

Lato sprzyja romansom, ale też łatwiej je wytropić. – Niedawno żona agenta ubezpieczeniowego poprosiła, żebym sprawdziła, dlaczego jej druga połowa wraca do domu później niż zwykle – mówi Katarzyna.

Ludzie inaczej wyobrażają sobie detektywa, szczególnie fani serialu "07 zgłoś się"! A ona jest dość drobna, delikatna, zmysłowa. Łatwo ją uznać za turystkę, gdy w kolorowej sukience spaceruje po lubelskiej starówce, ale pozory mylą.

Reklama

- Jak trzeba, to potrafię być ostra. Znam sztukę samoobrony i nie dam sobie w kaszę dmuchać - mówi 40-letnia Katarzyna Ryzner. Trafiła do tej pracy przypadkiem. Jest z wykształcenia... polonistką, ale imała się innych zajęć: od reklamy po prowadzenie jednoosobowej firmy handlowej. Dopiero kiedy odchowała drugą córkę, postanowiła poszukać stabilnej posady. Znalazła ogłoszenie: "Agencja detektywistyczna szuka asystentki...".

- Z początku pilnowałam tylko kontaktów z klientami. Z czasem zaczęłam też planować akcje - wspomina. - Ustalałam, ilu potrzeba ludzi czy samochodów, a także jakich metod i narzędzi możemy użyć. Tak uczyłam się fachu. Nieźle jej szło, ale przed pięciu laty zapragnęła pójść na swoje. Skończyła specjalistyczne szkolenia i mając już licencję, założyła pierwsze w Lublinie kobiece biuro detektywistyczne.

- Część mojej pracy polega na tropieniu wiarołomnych mężów i żon - wyjaśnia. Dość sporo takich zleceń ma latem, kiedy częściej zdarzają się tzw. skoki w bok. - Niedawno żona agenta ubezpieczeniowego poprosiła, żebym sprawdziła, dlaczego jej mąż zaczął wracać do domu później niż zwykle. Niestety, miała nosa! - przyznaje Katarzyna. - Spotykał się w hotelu z przyjaciółką jeszcze ze szkolnych lat. Wziął nawet urlop z pracy, w tajemnicy przed małżonką! Codziennie rano mówił jej, że jedzie do klienta, ale to nie była prawda.

Przez biuro Katarzyny przewinęło się wielu klientów. Niektórzy są znani z pierwszych stron gazet, ale zwyczajni ludzie też potrafią oszczędzać, żeby wyjaśnić swoje wątpliwości, dotyczące osoby, z którą się związali. - Co człowiek, to historia - mówi detektywka. - Jedną z pierwszych klientek była właścicielka dużego sklepu i hurtowni. Długo była samotna, aż poślubiła młodszego mężczyznę, który wręcz nosił ją na rękach, ale po ślubie się zmienił. Do tego stopnia, że żonie, która dawała mu pieniądze na założenie i rozruch firmy, przyszło na myśl, że tak naprawdę finansuje jego zdrady. Na jej zlecenie zaczęłam jeździć za nim po mieście i już drugiego dnia wiedziałam, że ma sporo za uszami - wspomina Katarzyna.

Razem ze współpracownikami robiła zdjęcia z różnych jego czułych spotkań. - Trwało to miesiąc, bo klientka chciała mieć dobrą dokumentację. Kiedy mu pokazała fotografie, nawet nie próbował się bronić. W trakcie rozwodu zrzekł się wszelkich praw do majątku żony. O to nam chodziło! Ta praca była żmudna, ale dość prosta. Czasami tygodniami trzeba się snuć jak cień za "obiektem", by zdobyć dowody jego niewierności. Na szczęście lato sprzyja również detektywom.

- Po pierwsze: wszystkie drogi są teraz przejezdne, nie to, co w środku zimy - wylicza Katarzyna. - Po drugie: można prowadzić obserwację z samochodu, bez konieczności ogrzewania się przy włączonym silniku, co bardzo zwraca uwagę. Po trzecie: dłużej jest jasno, a zrobić dobre zdjęcia w nocy to spora sztuka. Co innego za dnia! - Ileż to ja się nasiedziałam w krzakach, chcąc "upolować" pewnego niepozornego księgowego, który ukrywał przed żoną ognisty związek z inną panią - Katarzyna ma wiele takich wspomnień. - W końcu, w upalny dzień zapomnieli się i stanęli, niekompletnie ubrani, na balkonie jej mieszkania, żeby zapalić papierosa. Pstryknęłam im wyraźne, ostre zdjęcie, w sam raz dla sądu. Ta chwila zapomnienia doprowadziła do rozwodu.

Niestety panie też czasami szukają przygód poza domem, a ich mężowie przychodzą po pomoc do Katarzyny. - Tylko, że im jest trudniej o tym mówić - opowiada. - Czują się wtedy niepełnowartościowi, gorsi. Do dziś pamiętam smutek oszukanego męża, który dziękował mi za dobrze udokumentowaną pracę, a z drugiej strony, jakby chciał, by to, co pokazałam mu na filmach i zdjęciach, okazało się nieprawdą...

Z jej obserwacji wynika, że kobiety mówią o niewierności partnera bez wstydu, ale z ogromnym żalem. I mają lepszą intuicję. - Około 90 procent ich podejrzeń się potwierdza - uważa detektywka. - Panowie mylą się przynajmniej dwa razy częściej. Nie kryję, że jest mi miło, kiedy zleceniodawca się pomyli, bo to oznacza, że jego związek jest szczęśliwy!

Tak było, kiedy jeden z klientów, zlecił mi śledztwo, przekonany, że żona pielęgniarka go zdradza, ponieważ raz lub dwa w tygodniu, już po pracy wychodziła z domu, wracała późno i w dodatku rozbawiona. Okazało się, że umawia się na plotki z koleżankami! Mówiła o tym mężowi, ale jej nie dowierzał. Gdy przyszedł do mnie, był już bliski rozwodu, ale odetchnął, jak mu powiedziałam, że kobieta go nie okłamuje. Przyznał się potem żonie, że ją sprawdzał i... nie pogniewała się. Odwiedzili mnie kiedyś razem, zakochani jak na początku związku, trzymający się za ręce. Świetna z nich para.

Podstawą pracy Katarzyny jest umiejętność zmiany wyglądu. - Trzeba się kamuflować, ale przecież nie dokleję sobie wąsów czy brody. Mogę za to przebrać się kilka razy w ciągu dnia, zmienić fryzurę, dodatki czy założyć czapkę - opowiada. - Tylko tak, żeby za bardzo nie rzucać się w oczy. Do dzisiaj żadna z osób, które śledziłam, nie zauważyła, że ma "ogon". Gdy idę potem zeznawać przeciw nim w sądzie, patrzą na mnie z zaskoczeniem. Tylko raz pewien delikwent wykrzyknął: "Pamiętam panią! Z supermarketu! Gdybym wiedział, kim pani jest, nie złapałaby mnie pani!". Innym razem kobieta, której udowodniła zdradę, rozpoznała ją - właśnie po spotkaniu w sądzie - na lubelskim rynku. Zaczęła krzyczeć. - Nie rozumiała, że sama zniszczyła swój związek - dziwi się detektywka. - To dość powszechne: ludzie uważają, że w gruncie rzeczy nie zrobili nic złego, a ich jedyną winą jest to, że dali się złapać.

Na szczęście praca nie wypełnia całego jej życia. Jest przecież mamą dwóch córek - siedmio- i dziewięcioletniej. W dodatku sama je wychowuje, ponieważ niedawno rozstała się z mężem. - Cóż, czasem lekarz też choruje - mówi tajemniczo. - Zdecydowanie wolę opowiadać o dziewczynkach. Gdy jestem z nimi, zapominam o całym świecie. Idziemy sobie razem na basen, szalejemy na rowerach albo pichcimy coś w kuchni. To one najskuteczniej wywołują uśmiech na mojej twarzy. I one są dla mnie najważniejsze - dopowiada.

Ma także bardzo kobiecą pasję: prace w ogródku. - Kocham kwiaty, grzebanie w ziemi, obserwowanie jak wyrasta "coś" z "niczego" - wyznaje. - Jak się porządnie natyram na grządkach i rabatkach, to czuję się szczęśliwa. A gdy nadchodzi wieczór, sięga po książkę. Czyta właściwie wszystko, od wielkich powieści po biografie. Przyznaje jednak, że pasjami pochłania... powieści sensacyjne. - Wychowałam się na zabawnych kryminałach Joanny Chmielewskiej. Może dlatego wybrałam taki zawód?

Anna Miodowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje