Reklama

Reklama

Ewa Minge ostrzega przez psychologicznymi skutkami pandemii

Firma Ewy Minge była jedną z pierwszych, która w czasie epidemii zaczęła szyć maseczki ochronne. Teraz projektantka postanowiła zrezygnować z tej charytatywnej działalności i skoncentrować się na ratowaniu firmy. Dla jednej z placówek zrobiła jednak wyjątek.

Branża odzieżowa to jedna z tych gałęzi przemysłu, które szczególnie dotkliwie odczuły ekonomiczne skutki pandemii. Zamknięcie galerii handlowych, obostrzenia sanitarne, ograniczenia w handlu międzynarodowym i spadek nastrojów konsumentów, sprawiły, że właściciele modowych marek od ponad miesiąca liczą straty.

Reklama

Mimo nieciekawej sytuacji ekonomicznej nie zapominają jednak o innych. Szereg polskich firm już w pierwszych dniach epidemii ogłosił, że będzie wspierał służbę zdrowia, szyjąc dla medyków i sanitariuszy ochronne maseczki.

Jedną z pierwszych osób, które przyłączyły się do tego pomocowego ruchu, była Ewa Minge. Teraz jednak, jak poinformowała na Instagramie, zrezygnowała już z tej działalności, koncentrując się na ratowaniu firmy. "Nie szyjemy już darmowych maseczek, bo próbujemy utrzymać firmę", napisała.

Dla jednej z placówek zrobiła jednak wyjątek. Chodzi o szpital psychiatryczny w Ciborzu. W ten sposób, Minge zwróciła też uwagę na istotny, problem jakim są psychologiczne skutki pandemii. "Psychiatrzy i psycholodzy na całym świecie mówią, ze przypłacimy, to zdrowiem psychicznym. (...). Teraz podobno już fala samobójstw jest na mocnym wzroście. Ludzie nie przechodzą fali strachu, niejasnych informacji, sprzecznych komunikatów, złowieszczych przepowiedni ", napisała. "Będzie jeszcze pokłosie tego piekła i warto głośno mówić o tym aby ten kogo dusza płonie, wiedział , że to żaden wstyd a choroba śmiertelna."


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje