Reklama

Reklama

Filip Bobek: Nie jestem przystojny

Takim stwierdzeniem Filip nas zaskoczył. Przecież od lat jest etatowym amantem w polskich serialach. Zdradził też, jakie ma wady, jak radzi sobie z krytyką i czy potrafi wybaczać.

Grasz teraz w serialu "Singielka", który pokazuje, jak znaleźć drugą połówkę. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia czy takie rzeczy zdarzają się tylko w komediach romantycznych?

Filip Bobek: - Kurczę, nie mam zielonego pojęcia. Z jednej strony chciałbym w to wierzyć i słyszałem, że takie rzeczy się zdarzają, ale też słyszałem o miłości od pierwszego wejrzenia, która po roku zakończyła się straszną porażką, płaczem i złamanym sercem.

To może świetnym sposobem jest szukanie drugiej połówki w internecie?

Reklama

- Znam taką parę, która właśnie w ten sposób się poznała. Ciekawe, jak to się rozwinie. Sam nie mam przekonania do takich znajomości.

Obawiasz się, że po drugiej stronie ekranu może być oszust albo ktoś, kto wcale nie szuka prawdziwego uczucia?

- Po prostu zależy, do czego wykorzystujesz taki portal. Niektórzy są zainteresowani tylko flirtem przez internet, a nie spotkaniem w realu.

A ty kiedyś flirtowałeś w ten sposób?

- Nie. Wydaje mi się, że to może być pułapka. Zresztą nie mam potrzeby nawiązywania takich znajomości.

Często musisz udawać namiętność przed kamerą. Czy granie scen intymnych sprawia ci trudność?

- To zawsze są takie tematy, do których trzeba podejść dość ostrożnie. Na przykład na planie spotykasz aktorkę, którą widzisz pierwszy raz na oczy i zaczynacie pracę od sceny pocałunku. Kiedyś to była dla mnie krępująca sytuacja, teraz jest zabawna. Taką scenę trzeba po prostu na początku przegadać i następuje omawianie techniki (śmiech). Pocałunek z obcą w sumie osobą zawsze jest bardzo dziwny. Podejrzewam, że dla ekipy, która towarzyszy takiej parze, również jest to krępujące. Pierwszy pocałunek bywa niezgrabny, ale każdy następny dubel powoduje, że przestajesz się tym martwić. Poza tym, gdy grasz w serialu takim jak "Singielka", masz szansę dobrze się poznać z całą ekipą i takie sytuacje nie są tak bardzo krępujące.

Jak ci się gra z Pauliną Chruściel, odtwórczynią tytułowej roli w "Singielce"?

- Z Pauliną znamy się jeszcze z Akademii Teatralnej, więc było to miłe zaskoczenie, kiedy dowiedziałem, że będziemy pracować razem. Pracuje nam się bardzo dobrze. Cieszę się też, że na planie spotykam Julię Kamińską, ale na nieszczęście nie mamy wspólnych wątków, więc tylko pozdrawiamy się w biegu, pomiędzy scenami. Może za jakiś czas ktoś zaproponuje nam wspólną historię, która złączy naszych bohaterów.

Myślisz, że Paulina ma teraz swoje pięć minut?

- Bez wątpienia jest to ciekawy moment w jej karierze i sam jestem ciekawy, jak go wykorzysta.

Jakim facetem jest Mikołaj, którego grasz w "Singielce"?

- Lepiej się dogaduje z koleżankami niż z kolegami. Okazuje się, że on zrobi naprawdę wiele, żeby osiągnąć sukces. Jest gotowy udawać wielką miłość, żeby zdobyć posadę.

Ty też jesteś gotowy zrobić wiele, żeby osiągnąć cel?

- Ciężką pracą na pewno tak. Oprócz szczęścia, które bez wątpienia jest potrzebne, musisz posiadać jakiś pierwiastek daru od Boga. Aktorstwo to bardzo ciężka praca, wiele ważnych czynników się na nią składa. Praca nad rolą czy tekstem to nie wszystko. Bez wysiłku nie uda ci się osiągnąć sukcesu zawodowego.

Potrafisz zachować harmonię między pracą a odpoczynkiem czy poświęcasz życie prywatne i zatracasz się w pracy?

- Wydaje mi się, że kiedyś faktycznie tak wyglądało moje życie. Była to chyba jednak kwestia wieku. Teraz dostrzegam inne rzeczy dookoła. Praca jest szalenie istotna i przyznaję, że kiedyś poza nią nie widziałem nic. Dziś staram się zachować równowagę, chociaż w tym zawodzie jest to bardzo trudne. Teraz już troszkę zwolniłem. Ten zawód to też życie pod presją bycia ideałem. W końcu jesteś osobą znaną i wszyscy bacznie ci się przyglądają. Nie można powiedzieć, że nie ma presji, bo ona jest wszędzie. A ja do wszystkiego staram się podchodzić perfekcyjnie, ale bez przesady.

Pan idealny ma jakieś wady?

- Pewnie, że mam. Jeżeli kogoś nie lubię, nie potrafię udawać, że jest inaczej. Akurat tego zagrać nie potrafię (śmiech). Ostatnio zauważyłem, że zacząłem się spóźniać na spotkania, a tego nie lubię.

No i jednak to dążenie do perfekcji... Rozumiem, że w twoim domu wszystko jest poukładane i na swoim miejscu?

- To nie jest tak do końca. Też sobie pozwalam na dużo chaosu, szczególnie rano i wieczorem. To wymagało dużo pracy od mnie, żeby dom traktować jak dom, a nie jak laboratorium. Nie spędzam wolnego czasu na sprzątaniu. Kiedy mam wolny dzień, biegam, spotykam się z przyjaciółmi, ale potrafię też spędzić pół dnia przed telewizorem. Owszem, jest to marnotrawienie czasu, ale mogę to zrobić, bo wcześniej harowałem jak wół. To byłoby grzechem, gdybym ciężko nie pracował.

Jak przyjmujesz krytykę pod swoim adresem?

- Bardzo różnie. Tę sensowną i podpartą argumentami zawsze przyjmuję ze spokojem, a krytykanctwa właściwie nie słucham. Jestem już za duży, żeby przejmować się wszystkim, co usłyszę na swój temat.

Gdy jednak ktoś cię zrani, potrafisz wybaczać, czy długo chowasz w sobie urazę?

- Jestem człowiekiem wybitnie pamiętliwym, ale pracuję nad tym, żeby nie pielęgnować w sobie urazy. Potrafię wybaczać, ale na wszystko oczywiście potrzeba czasu.

Wybiegasz niekiedy w przyszłość i zastanawiasz się, jak będzie wyglądało twoje życie? Boisz się, że nadejdzie taki moment, gdy przestaniesz dostawać propozycje, a przecież rachunki trzeba płacić?

- Zawsze moi rodzice się o to bali. Mówili, że wybrałem wolny zawód, a to jest ruletka. Nie mam planu B. Po prostu nie zastanawiam się teraz, co będę robił za jakiś czas.

Jak na razie masz stałe źródło dochodu - kolejny raz grasz w serialu. Nie męczy cię kolejna rola amanta?

- Rzeczywiście byłem trochę niepewny tematu. Cieszy mnie jednak to, że Mikołaj wciąż się zmienia i wyrośnie na niefajnego człowieka (śmiech).

Ale w psychopatę się chyba nie zamieni. Nie chciałbyś właśnie takiej postaci zagrać, spróbować czegoś zupełnie innego?

- Bez wątpienia fajnie byłoby dostać taką propozycję, ale mogę przesiedzieć całe swoje życie, czekając na to i wcale jej nie dostać. Bardzo lubię swój zawód i w każdym amancie znajduję nowe możliwości.

Myślisz, że twoja uroda pomaga ci w zdobywaniu ról?

- Nie czuję, żeby było mi łatwiej, bo jestem przystojny. Zresztą nie wiem, czy ja sam siebie tak postrzegam. Ze swoją urodą żyję od lat i uważam, że jest bardzo pospolita.

Kokietujesz teraz.

- Nie, to nie jest kokieteria z mojej strony.

Nie mów, że nie widzisz rzeszy fanek, które za tobą biegają. Zresztą z tego, co mi wiadomo, jesteś z nimi w bardzo bliskich kontaktach...

- Co sugerujesz? (śmiech). A tak poważnie, to faktycznie utrzymuję stały kontakt ze swoim fanklubem. Mamy taki swój zwyczaj, że raz w roku spotykamy się w większym gronie. To są bardzo fajne spotkania, które trwają nawet kilka godzin. To jest dla mnie niesamowita dawka energii.

W jakich nowych produkcjach cię zobaczymy?

- W "Singielce" oczywiście, za którą mocno trzymam kciuki. Mam wyjątkowy sentyment do tego serialu, ponieważ mogłem się tutaj spotkać z wieloma znajomymi z poprzednich produkcji. Wystąpię też w serialu "Bodo". Wiem, że będzie to niesamowicie klimatyczna produkcja z genialną obsadą.

Magdalena Makuch

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje