Reklama

Reklama

Gdy ciało decyduje za nas...

Czasami wystarczy iść za głosem instynktu, aby odnaleźć swoje szczęście, uważa David Foenkinos autor książki "Delikatność" i reżyser opartego na jej podstawie filmu z Audrey Tautou w roli głównej.

Izabela Grelowska: W książce "Delikatność"  kilkakrotnie wspomina pan o Europie Wschodniej i o Polsce. Czy ma pan jakieś szczególne nastawienie do tego regionu, czy to po prostu "nuta egzotyki"?

Reklama

David Foenkinos:  - Mam szczególne nastawienie, dlatego że większość twórców,  którzy wywarli na mnie wpływ to są artyści polscy, rosyjscy lub czescy. Mogę więc powiedzieć, że czuję więź z tą częścią świata, chociaż mam to szczęście, że moje książki są tłumaczone na wiele języków i czytane na całym świecie.

Skoro jesteśmy przy rosyjskich twórcach, Lew Tołstoj pisał, że "wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, a każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób". Wielu pisarzy unika pisania o szczęściu, bo uważają, że jest nudne. Pan łamie "zasadę Anny Kareniny" i przedstawia bohaterkę, która potrafi tworzyć szczęśliwe związki...

- Chciałbym zaznaczyć, że w mojej książce pojawia się dramat. Bohaterka doświadczyła ciężkich, gwałtownych przeżyć. Książka mówi też o poszukiwaniu szczęścia, odbudowywaniu siebie i swojego życia. Ale podoba mi się myśl o pisaniu książek optymistycznych. Pisanie o szczęściu jest chyba najtrudniejsze. Zresztą to dlatego pierwsza część książki dotyczy raczej parodii szczęścia. To sprawiło mi najwięcej trudności również w filmie, ten początek, ekspozycja szczęścia. I chyba nie jest to najlepsza część filmu.

Wydaje się, że większą rolę w życiu pana bohaterów odgrywa przypadek, instynkt, a nie moralne wybory.

- Tak, moja książka mówi o poddaniu się ciału, pójściu za jego impulsami. Za działaniami nie kryją się świadome decyzje. Bohaterka idzie za głosem życia, co sprawia, że całuje pierwszego mężczyznę, który się nawinie. Na tym polega zakochanie się - niekoniecznie jest to świadomy wybór. Uważam, że istnieje coś takiego jak inteligencja ciała, że nieświadomie wybieramy kogoś, kto będzie dla nas dobry. Chociaż oczywiście są też odwrotne wypadki - idziemy za kimś, kto nas krzywdzi.

Nie tylko napisał pan książkę, ale także wyreżyserował, wspólnie z bratem, oparty na jej podstawie film. To raczej dość nietypowa sytuacja...

- Tak, to się rzadko zdarza. Nie musiałem robić tego filmu. Mają powstać filmy na podstawie innych moich książek i nie miałem jakiejś szczególnej ochoty na kręcenie tego filmu, ale z drugiej strony ta historia właśnie mnie nie puszczała, dlatego ja też jej nie puściłem.

A kto wpadł na pomysł nakręcenia tego filmu - pan czy pana brat?

- Od dawna pracuję z bratem nad filmami. Wcześniej zrealizowaliśmy film krótkometrażowy, który się nazywał "Historia stóp" i tam widać tylko nogi. Szukaliśmy tematu na film długometrażowy. Mieliśmy różne projekty, ale ostatecznie mój brat, po przeczytaniu książki, powiedział: "Słuchaj, to jest nasz temat. Musimy zrobić ten film. Nie może go zrobić nikt inny i nawet gdyby Roman Polański zadzwonił do ciebie z taką propozycją, to nie możesz się zgodzić."

Jak wyglądała wasza wspólna praca nad tym filmem? Czy mówicie jednym głosem, czy też raczej ścierają się opinie? Czy autor ma ostateczne zdanie?

- Nie jesteśmy jedynym duetem braci, którzy wspólnie reżyserują filmy. My jesteśmy komplementarni, zawsze wszystko wcześniej omawiamy. Nie do pomyślenia by było, abyśmy się spotkali z Audrey Tautou i przedstawiali sprzeczne wersje. To wszystko musiało być uzgodnione wcześniej.

A na ile film jest zgodny z książką. Czy bohaterowie zmienili się nieco podczas kręcenia filmu?

- Zmieniłem wiele rzeczy w trakcie pracy nad scenariuszem. Adaptacja książki to jednak zupełnie inny rodzaj pracy niż pisanie samej książki. Musiałem to wszystko przełożyć na obrazy, więc sporo pozmieniałem. Na przykład dodałem jedną postać - najbliższą  przyjaciółkę Nathalie, która w książce nie istnieje.

Jak wyglądała współpraca z Audrey Tautou. Czy to prawda, że nie czytała ona książki przed nakręceniem filmu?

- Żaden z aktorów nie czytał książki przed ukończeniem filmu. Nie chciałem tego. Nie chciałem, żeby aktorzy byli obciążeni zbyt dużą ilością informacji. Ten film miał być bardzo prosty i emocjonalny. Później Audrey Tautou przeczytała książkę i stwierdziła, że jest bardzo bliska temu, co osiągnęliśmy w filmie.

Czy nie boi się pan, że film będzie porównywany do "Amelii"?

- Za każdym razem, kiedy Audrey Tautou występuje w jakimś filmie, jest on porównywany do "Amelii". W "Delikatności", na samym początku, jest małe odniesienie do tego filmu. Puszczamy takie perskie oko do widzów.  Ale mój film mówi o dojrzałej kobiecie. Amelia stała się dojrzałą Natalią.

Książka "Delikatność" odniosła ogromny sukces. Czy zamierza pan kontynuować tę historię?

- Nie będę jej kontynuował, bo moja książka mówi o odbudowywaniu swojego życia. Zostawiam bohaterkę, kiedy jest zdolna znowu żyć. Oczywiście proponowano mi, abym napisał "Delikatność 2",dzięki czemu na pewno mógłbym sobie kupić dom na wsi. Ale nie chcę tego robić. Napisałem to, co tkwiło we mnie i zostawiam czytelnika z książką.

Jaki będzie pana następny projekt? To będzie książka czy film?

Tę książkę napisałem 3 lata temu. W tym czasie powstały już trzy nowe książki i w styczniu, we Francji, wyjdzie nowa powieść pod tytułem "Czuję się lepiej". Przygotowuję też film, który będzie adaptacją jednej z powieści Françoise Sagan.



Dowiedz się więcej na temat: Audrey Tautou | Delikatność | David Foenkinos | Izabela Grelowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje