Reklama

Reklama

Jacek Zieliński z zespołu Skaldowie: Dwa serca w zachwycie

Wie, że został szczególnie obdarowany. Zespół Skaldowie przyniósł mu sławę, stworzył szczęśliwą rodzinę. – Jestem wdzięczny Bogu za talenty, Aniołowi Stróżowi za opiekę i żonie za dom, o który dbała – mówi.

Iwona Spee, "Ludzie i wiara": Jesteście Państwo 48 lat po ślubie. Jak się poznaliście? 

Jacek Zieliński: Byłem na pierwszym roku Akademii Muzycznej w Krakowie, żona studiowała architekturę. Koleżanka Halinki obchodziła urodziny, na które zostaliśmy zaproszeni. Poczuliśmy do siebie sympatię, zaczęliśmy spędzać dużo czasu ze sobą. Żonie nie poszło na egzaminach, musiała zmienić uczelnię. Skończyła  Wyższą Szkołę Pedagogiczną,  ale nie pracowała jako pedagog. Po prostu była wspaniałą żoną, matką, dbała o dom, za co jestem jej wdzięczny.

Reklama

Napisał Pan piosenkę "Harmonia świata", którą od lat dedykuje żonie podczas koncertów: "Ja z Tobą, Ty ze mną  i jasna nawet ciemność. Dwa serca w zachwycie, a wkoło samo życie...". Jaka jest recepta na szczęśliwe małżeństwo?

Może bycie konsekwentnym, odpowiedzialnym...? Człowiek się zakochuje, ale to zauroczenie szybko mija. Odchodzi też młodość, uroda. Ale uważam, że skoro wybrałem tę kobietę, to na całe życie, a nie, źle coś poszło, to wymieniam na lepszy albo nowszy model. Przecież to jest ten sam człowiek, którego kiedyś pokochałem. 

Według mnie, z wiekiem miłość staje się mniej intuicyjna, a bardziej realna. Wcale nie maleje, a wzrasta i pięknieje. Już wiadomo, że jesteśmy razem na dobre i złe. Oby  jak najdłużej.  

Kilka lat temu w Zakopanem postawił Pan dom, który pięknie urządziła żona. Porzucił Pan ukochany Kraków?

Nie, dalej mieszkamy w Krakowie. Do tego w tym samym bloku, do którego wprowadziliśmy się z Halinką w 1976 roku. W Zakopanem zbudowałem drewniany domek na parceli otrzymanej od mamy, a ona odziedziczyła ją po swoich rodzicach. Przyjeżdżamy tu na święta, na ferie z wnukami, tak jak my przyjeżdżaliśmy z naszymi rodzicami.

W ogrodzie ma Pan figurkę Chrystusa Frasobliwego...

Przywieźliśmy ją z Bieszczad, żonie bardzo się spodobała. Zawiesiłem ją na drzewie,  w takim miejscu, że widać ją  z okna domu i z tarasu, także Chrystus jest zawsze z nami.

Za chwilę będziecie obchodzić 55. jubileusz Skaldów. Kiedyś powiedział Pan, że marzy, aby trzy pokolenia  rodziny stanęły na scenie.  I spełniło się. W zespole  występuje Pana brat, dzieci, nawet cztery wnuczki śpiewały w chórkach.

 Zespół Skaldowie to są starsi panowie, ale przy szczególnych okazjach, na przykład  na koncert z okazji moich 70. urodzin, zapraszam wnuczki. Wnuk, który jest perkusistą, od czasu do czasu występuje  z nami. Ostatnio nagrał ze mną płytę zatytułowaną "Taki blues". Jestem z niego bardzo dumny, ze wszystkich wnuków jestem dumny. 


Jakie teraz ma Pan marzenie?

Powinienem powiedzieć, żeby czwarte pokolenie zagrało z nami, ale raczej ciężko będzie. Chciałbym być zawsze z moją rodziną, którą bardzo kocham. Oby w najpiękniejszej harmonii. 

Kiedy pomyśli Pan: Najtrudniejsza chwila w życiu. To co przychodzi Panu na myśl?

Trudne pytanie. Odpowiem wymijająco, nie wiem. Może nie miałem jakichś wyjątkowo ciężkich chwil...? 

Trzy lata temu razem z bratem Andrzejem mieliście wypadek samochodowy. Opowiadał Pan, że służby, które przyjechały na miejsce, mówiły, że  z takiego wraku wyciąga się zwłoki. Uważa Pan, że Bóg czuwa na Panem?

Po dachowaniu, po kilka obrotach auta najbardziej poszkodowany był mój brat, który trafił do szpitala. Inni wyszli  z wypadku potłuczeni. Więc zdecydowanie tak, Stwórca czuwa. Bez Boga, bez Anioła Stróża chyba nie wyszlibyśmy z tego cało. 

Co daje Panu wiara?

Radość. Uzmysławiam sobie, że jestem bardzo małą cząsteczką, ale potężna siła, która to stworzyła, Bóg, dał mi szansę uczestniczenia w Jego dziele, patrzenia na piękną przyrodę, słuchania cudownej muzyki. Odczuwam w sercu miłe uczucie, że jestem i mogę być tego świadkiem. Wiara pozwala mi też spokojnie pogodzić się z faktem, że nadchodzi kres tego świata, bo jest coś poza nim. Jestem wierzący od dziecka, tak wychowali mnie rodzice, tak i ja wychowałem swoje dzieci. 

Kiedy patrzy Pan dziś wstecz, czy zrobiły Pan coś inaczej?

Myślę, że nie, nie ma co zmieniać. Czuję, że wszystko jest tak, jak miało być i niech jak najdłużej tak trwa. 

Wspaniała kariera, szczęśliwa  rodzina. Został Pan suto obdarowany. Czemu lub komu zawdzięcza Pan to wszystko?

Zawsze kiedy o tym myślę, dziękuję w pierwszej kolejności Panu Bogu, bo od Niego dostałem wszystkie moje talenty. Anioł Stróż też pilnował, żebym nie zbaczał z obranej drogi i żeby nic niedobrego się nie stało. Rodzice dbali  o to, bym uczył się i ćwiczył.  A starszy brat skomponował dla Skaldów wiele przebojów. Dziękuję też mojej żonie za jej miłość.

Ludzie i wiara

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje