Reklama

Reklama

Katarzyna Glinka apeluje do ministra zdrowia

W ramach walki z rozprzestrzenianiem się kroonawirusa w wielu szpitalach zawieszone zostały porody rodzinne. Decyzja ta wywołała spore poruszenie w środowisku przyszłych rodziców, skutkujące petycją, skierowaną do ministra zdrowia. Zawarte w niej postulaty popiera m.in. Katarzyna Glinka.

Rekomendację wstrzymania odwiedzin na oddziałach położniczych oraz odwołania porodów rodzinnych wydało  w marcu  Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników. W uzasadnieniu napisano, że celem powyższych ograniczeń jest zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom oraz minimalizacja ryzyka transmisji wirusa w szpitalu. Zalecenia nie są prawem, a ostateczną decyzję o zakazie porodu rodzinnego podejmuje dyrektor danej placówki. Wielu z nich przychyliło się do powyższej rekomendacji.

Część przyszłych rodziców ograniczenia przyjmuje ze zrozumieniem, część zaś, wyraża wobec nich ostry sprzeciw. Ci ostatni argumentują, że obecność partnera w czasie porodu zmniejsza stres, a zagrożenie epidemiczne można zminimalizować poprzez przestrzeganie zasad higieny czy przeprowadzanie testów. Swoje racje wyłożyli oni w petycji, skierowanej do ministra zdrowia. "My, rodzice oczekujący na Najważniejszy Moment Naszego Życia, Narodziny Naszych Dzieci, zwracamy się z prośbą do Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego, a także do krajowego konsultanta w dziedzinie perinatologii profesora Mirosława Wielgosia i konsultanta krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii profesora Krzysztofa Czajkowskiego z prośbą o zmianę krzywdzących zaleceń co do porodów ze zdrową osobą towarzyszącą - ojcem dziecka, partnerem, osobą o takiej samej sytuacji epidemicznej jak rodząca" - czytamy w piśmie zamieszczonym na stronie petycjeonline.

Reklama

Stanowisko rodziców poparła  m.in. Katarzyna Glinka, która sama spodziewa się dziecka. "Obecne zalecenia nie są zgodne ze stanowiskiem WHO, są bardzo krzywdzące dla zdrowych rodziców którzy chcą przeżywać wspólnie cud narodzin i dodatkowo obciążają przeciążony personel na porodówkach, który musi w tej trudnej sytuacji wykazywać większe wsparcie rodzącej", napisała. "Mamy nadzieję że uda nam się zmienić te krzywdzące zalecenia. Jeśli ja zostanę wpuszczona do szpitala to mój parter w 100 procentach ma te same wirusy i bakterie... są tez testy na obecność wirusa". Wpis opatrzyła artystycznych, czarno-białym zdjęcie, które - jak zaznaczyła - w innym wypadku nigdy nie trafiłoby do social mediów. 


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje