Reklama

Reklama

Katarzyna Żak: Lubię pomagać innym

Energiczna, pełna pomysłów – potrafi „brać sprawy w swoje ręce”. Teraz zaangażowała się w akcję „Piękna bo Zdrowa”.

Aktorka znana m.in. z roli Kazimiery Solejukowej w "Ranczu" zachęca panie do badań profilaktycznych w kierunku raka szyjki macicy. Twórcą tej kampanii społecznej jest Ogólnopolska Organizacja Kwiat Kobiecości, a tegoroczna edycja przebiega pod hasłem: "Wpadnij na przegląd do ginekologa".

Reklama

Jeśli Solejukowa powie swoim fankom, że mają się badać, to jej posłuchają?

Katarzyna Żak: - Mam taką nadzieję... (uśmiech). Myślę też, że zaproszono mnie do udziału w tej kampanii, bym autorytetem mojej bohaterki zachęciła je do walki o siebie. Rak szyjki macicy to choroba, która może dotknąć każdą z nas, ale dziś już - dzięki osiągnięciom współczesnej medycy - całkowicie uleczalna, o ile w porę zareagujemy. Dlatego konieczne jest systematyczne, najlepiej coroczne wykonywanie cytologii!

- Zdaniem lekarzy to wystarczy, by dało się zapobiec tragedii. Bo statystyki są przerażające - 40 proc. zachorowań kończy się śmiercią; dotyczy to głównie przypadków zaawansowanych, wykrytych zbyt późno. Dlatego apeluję do wszystkich kobiet: nie lekceważcie problemu! Badajcie się regularnie, póki jeszcze czas!

Jaki jest oddźwięk tego apelu? Czy akcja cieszy się powodzeniem?

- Ogromnym! Kiedy zainstalowaliśmy pod Pałacem Kultury specjalny "cytobus", natychmiast ustawiała się przy nim długa kolejka zainteresowanych. W ciągu dwóch dni przebadano 350 kobiet, w tempie co 2,5 minuty każda. Warto podkreślić, że badanie jest bezbolesne i trwa chwilę. Ale to, oczywiście, tylko kropla w morzu potrzeb. Dostępność tego typu badań i przychodni ginekologicznych, do których nie potrzeba w naszym kraju żadnego skierowania, jest duża. Do wielu z nas przychodzą pocztą zaproszenia na badania - trzeba się tylko zmobilizować i pójść!

- Moim pomysłem jest ustalenie tego jednego dnia w roku - mogą to być urodziny - na który rytualnie rezerwujemy sobie termin wizyty kontrolnej. Jest to najlepszy prezent, jaki możemy sobie zafundować!

Ta troska o zdrowie innych bierze się stąd, że jest pani córką lekarki?

- Poniekąd tak. Pamiętam radość, z jaką mama-okulistka wykonywała swą pracę. Z dzieciństwa pozostał mi jej obraz w fartuchu i specyficzny zapach szpitala, jaki przynosiła do domu. Dziś jej śladem podąża moja młodsza córka, Zuzia (23 l.). Studiuje medycynę, podobnie jak przed laty babcia, w Warszawie. Obie się cieszą, że zajęcia wciąż odbywają się często w tych samych miejscach, co kiedyś.

Panią nie ciągnęło w tym kierunku?

- Jakoś niespecjalnie. Śmiejemy się, że w naszej rodzinie występuje "płodozmian", a zainteresowania i predyspozycje dziedziczy się w co drugim pokoleniu. Zuzię pociągały przedmioty ścisłe, jak moją mamę. Mnie zaś humanistyczne - i mam to po jej ojcu, czyli moim dziadku, który był wielkim miłośnikiem literatury i sztuki. Sprawował funkcję dyrektora liceum w Mławie. Wyróżniony odznaką "Zasłużony Nauczyciel Ziemi Mławskiej", zaszczepił we mnie miłość do książek i obrazów.

A jak w tym "płodozmianie" odnalazła się starsza córka?

- Ola ma 29 lat, wybrała opcję środka. Skończyła zarządzanie, jest już "na swoim"...

Mówi się o pani: troskliwa jak "mama-kwoka"...

- To chyba komplement? Mam to szczęście, że córki są moimi przyjaciółkami, rozmawiamy o wszystkim. Udało mi się w życiu pogodzić pracę z prowadzeniem domu. To wielkie szczęście, nie każdemu dane.

Gdyby nie została pani aktorką, nie poznałaby pani swojego męża, Cezarego Żaka...

- Prawda, oboje studiowaliśmy we wrocławskiej PWST, tam się poznaliśmy, Czarek był o rok wyżej. I choć kręcił się i kręcił koło mnie, to jakoś ociągał się z deklaracjami. Postanowiłam pomóc losowi i w tym celu użyłam... szalika. Wzorem prababek, które upuszczały rękawiczki, ja posłużyłam się właśnie nim - wtedy po raz pierwszy doszło do rozmowy "w cztery oczy". I tak to się zaczęło...

Jesteście państwo małżeństwem od ponad 30 lat! To robi wrażenie...

- No tak, w zasadzie od zawsze razem. Myślę, że osiągnęliśmy pełną harmonię w związku, co nie oznacza totalnego spokoju... (śmiech).

Pojawiły się pogłoski o kryzysie w państwa związku. Czy to prawda?

- Boże, no i co ja mam powiedzieć?... Że piszą, co im się podoba... Że żyjemy w czasach internetu, gdzie każdy bezkarnie może wrzucić jakąś bzdurę, powielaną po wielokroć, a człowiek nie ma na to wpływu... Szkoda, że nie zajmą się tym, co pożyteczne - a takich rzeczy trochę by się wokół nas znalazło - zamiast rozpowszechniać nieprawdziwe plotki. Tak więc zawistnych muszę jednak zmartwić - wszystko u nas w najlepszym porządku!

Wróćmy zatem do ważnych spraw...

- Muszę się tu pochwalić, że ostatnio uhonorowano mnie tytułem Gwiazdy Dobroczynności, za działania ekologiczne. Pomagam budować hospicjum paliatywne w Chojnicach. Wspieram fundację Ewy Błaszczyk "A kogo?". Jestem dawcą szpiku, w co włączyłam też moje córki - młode, zdrowe... Wraz z mężem udzielamy się również w fundacji "Cała Polska czyta dzieciom", jak ważne to w ich rozwoju, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Wszystko to robimy ze szczerej potrzeby serca, nie dla rozgłosu. Myślę, że im więcej osób pójdzie tym tropem, tym świat będzie piękniejszy.

Rozmawiała: Jolanta Majewska


Katarzyna Żak zawodowo i prywatnie

Urodziła się 19.10.1963 r. w Toruniu. Absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu, dyplom - 1986 r. W 1985 r. wyszła za mąż za Cezarego Żaka. Mają dwie córki: Aleksandrę i Zuzannę. Popularność dały jej liczne role serialowe, filmowe i teatralne. Ostatnio gra w "Lekcjach stepowania" w warszawskim Och-Teatrze. - Podczas prób schudłam 5 kilo, każdemu polecam! - uśmiecha się aktorka. W ubiegłym roku nagrała płytę "Bardzo przyjemnie jest żyć". Koncertuje z nią po całym kraju.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje