Reklama

Reklama

Kate Hudson: Szukając miłości

Raz olśniewa urodą, a raz pokazuje się bez makijażu, w dresie. Kochają ją widzowie i reżyserzy. Jednak w życiowej roli - partnerki, żony ma na koncie kilka niepowodzeń.

Jest córką Goldie Hawn i muzyka Billa Hudsona. Jednak za swojego ojca uważa wieloletniego przyjaciela matki, Kurta Russella, który zamieszkał z jej rodziną, gdy miała trzy lata. To Russell zaprowadził ją do ołtarza, gdy wychodziła za mąż pierwszy raz.

Gdzie happy end?

Reklama

W 2000 roku poślubiła wokalistę grupy Black Crows, Chrisa Robinsona. Stanowili piękną parę w prawdziwie hipisowskim stylu. Zresztą Kate otwarcie się przyznaje: "W sercu jestem hipiską. Kocham takie ciuchy, nie mówiąc o rewelacyjnej muzyce". Kate już wtedy należała do aktorskiej czołówki po znakomitej roli w "U progu sławy". Obsadzano ją w kasowych komediach romantycznych zawsze z happy endem (np. "Jak stracić chłopaka w 10 dni", "Mama na obcasach").

A w życiu, niestety, zamiast: "żyli długo i szczęśliwie" po siedmiu latach małżeństwa z Chrisem Robinsonem - rozstanie. Ich syn, Ryder Russell Robinson (drugie nazwisko po ojczymie!), miał trzy lata. Para rozstała się bez skandalu, co w hollywoodzkim świecie jest rzadkością. "Nie udało nam się. Szkoda, ale nie ma między nami wrogości" - komentowała aktorka. Ona wstawała na plan zdjęciowy o piątej rano i potykała się o muzyków z zespołu męża i walające się kawałki pizzy. On wpadał w przerwie trasy koncertowej... Jednak do dziś dzwonią do siebie i wspólnie opiekują się swoim synkiem.

Mama na randce

Jako samotna, pracująca matka szczerze przyznawała, że dzielenie czasu między dziecko i pracę to życie z nieustannym poczuciem winy. Randkowała, ale zawsze wybierała trudnych mężczyzn: z Owenem Wilsonem (gdy zerwali, on próbował popełnić samobójstwo, spróbowali jeszcze raz, ale bez powodzenia), aktorem Daxem Sheoardem, kolarzem Lance’em Armstrongiem, bejsbolistą Aleksem Rodriguezem (obaj sportowcy zamieszani w skandale z dopingiem). Z romansów nie tłumaczy ła się okrągłymi zdaniami. "Nie szukam związku" - odpowiadała Kate. - "Gdy zostajesz mamą, wiesz, że nikogo już bardziej nie pokochasz. Randkowanie staje się inne. Jakby doroślejsze".

Z przystojnym liderem rockowego zespołu Muse, Mattem Bellamym, zaczęła się spotykać cztery lata temu. Po dwóch miesiącach okazało się, że Kate jest w ciąży: "Sama jestem zaskoczona" - komentowała z właściwym sobie poczuciem humoru. Kilka miesięcy później para ogłosiła zaręczyny i urodził się ich synek, Bingham. W luksusowym domu w Londynie Kate z dziećmi miała spędzać pół roku. A w praktyce? Ona znów z planu na plan (w tym roku mamy trzy premiery z jej udziałem), a Matt w trasie...

Wiosną prasa huczała od pogłosek o rozpadzie pary. Na dodatek Kate zapytana o plany ślubne, mówiła: "Rety! Ile to zachodu! Jesteśmy zbyt zajęci, a ja pochodzę też z dość niekonwencjonalnej rodziny. Rodzice nie mają ślubu i żyją razem szczęśliwie od lat".

Różne oblicza kobiecości

Zdjęcia ze wspólnych wakacji latem tego roku rozwiały plotki. Sama Kate zmieniła ton wypowiedzi i przyznawała: "Myślimy o tym i prędzej czy później się pobierzemy". 35-letnia Kate i rok starszy Matt wydają się do siebie pasować. On, gwiazdor rocka, żywiołowy na scenie, poza nią nieśmiały i ciepły. Ona, na ekranie beztroska blondynka, ma swoje inne oblicze. Gra na gitarze, pianinie, zna francuski. Kupuje ciuchy w second handach, do których nosi zrobioną przez siebie biżuterię. Zarzeka się, że jeśli chodzi o kosmetyki do twarzy, wystarcza jej cetaphil.

Latem tego roku zaskoczyła wszystkich liliowym kostiumem Armaniego w czasie pokazu haute couture tej marki. Do tej pory nie uchodziła za ikonę stylu. Czyżby kolejna zmiana w jej życiu? Raczej pełen profesjonalizm. Na galach ubiera się zgodnie z regułami czerwonego dywanu: na bogato i w znane marki. Traktuje to jako część pracy, bo poza graniem ma też biznesowe oblicze. Prowadzi firmę producencką. Jak każda kobieta, w życiu też ma do odegrania wiele ról.Latem tego roku zaskoczyła wszystkich liliowym kostiumem Armaniego w czasie pokazu haute couture tej marki. Do tej pory nie uchodziła za ikonę stylu. Czyżby kolejna zmiana w jej życiu? Raczej pełen profesjonalizm. Na galach ubiera się zgodnie z regułami czerwonego dywanu: na bogato i w znane marki. Traktuje to jako część pracy, bo poza graniem ma też biznesowe oblicze. Prowadzi firmę producencką. Jak każda kobieta, w życiu też ma do odegrania wiele ról.

Kamila Sypniewska


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje