Reklama

Reklama

Krzyczałem poprzez taniec

O trudnym dzieciństwie, tańcu i... kurach z Piotrem Galińskim rozmawia Małgorzata Domagalik.

Piotr Galiński: Tu Pani przyniosłem coś, na pamiątkę, o kuchni, lubi pani gotować?

Reklama

Małgorzata Domagalik: Bardzo, tylko jedno mi nie wychodzi: pieczenie.

Mnie też, ale książkę przyniosłem, żeby zainteresować, bo mało się wie o Piotrusiu.

Że gotuje? Wiem o Panu więcej. Przecież jest pan już "publiczny".

Ale dlaczego po czterdziestce? Śmieję się, że przez całe życie debiutuję, i już mam dość tych debiutów.

Swoją drogą, dlaczego Pan albo Pani Pavlović nie zostaliście zgłoszeni do Wiktorów? Przecież ludzie oglądają "Taniec z gwiazdami" także dla was. Lubią, jak raz jest Pan pół żartem, pół serio, raz tylko serio...

Musiałem sobie znaleźć jakąś koncepcję bycia w tym programie. Na turniejach tańca nie zdarzają się wpadki typu jeden taniec rewelacyjny, a drugi beznadziejny. A dlaczego takie wpadki są w programie naszym? Dlatego, że można całe życie marzyć o tangu i mieć to tango w sobie, być takim macho czy jakąś Conchitą. Jak się jest świetnym aktorem czy aktorką, to przez to tango, przez te parę kroków można wywalić z siebie całe aktorstwo i wtedy mamy majstersztyk. Ale za chwilę jest samba albo rumba, która obnaża wszelkie braki. Bycie jurorem w tym programie jest ciężkim zadaniem. Dla mnie i dla Iwony, bo musieliśmy totalnie zmienić kryteria sędziowskie, jakie obowiązują na turniejach tańca, gdzie liczy się przede wszystkim muzyka i technika.

A do tego, jak słyszałam, widzi Pan nawet ruch palca w bucie tancerza.

Ale to widać naprawdę. My na to mówimy "look". Patrzysz na tancerza i widzisz w tańcach latynoamerykańskich, jak ta stopa pracuje.

Komu jest łatwiej tańczyć w tym programie?

Kobietom.

Bo ogrywają ten taniec dodatkowo...

Swoją kobiecością, a jednocześnie są cały czas prowadzone. Obojętnie co by nie tańczyły.

Zdarza mi się czasami słyszeć, jak mężczyzna mówi do partnerki, z którą tańczy: "Przepraszam, ale to ja prowadzę".

Ja sam tak mówię czasami. Prowadzę różne bale. Są chwile, że mogę sobie trochę potańczyć, no i w panie wstępuje coś takiego, że za wszelką cenę chcą pokazać, że potrafią świetnie tańczyć. Zaczynają prowadzić. Na kursach tańca robię terapię grupową, jak nauczyć nieśmiałych panów bycia lwem na parkiecie. To jest właśnie prowadzenie i dodanie pewności siebie.

Jedna z moich ciotek mówi, że gdyby wiedziała, że jej przyszły mąż tańczy walca jak Sempoliński, to nigdy by za niego nie wyszła.

Znam takie przypadki, że taniec i sytuacja, że mam pójść na bal, tak onieśmielają, że panowie rezygnują. Dochodzi do rozwodów.

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Domagalik | Tango | chłopak | Piotruś | sceny | wakacje | ZOO | matki | ojciec | balet | dziewczyny | brat | rzeczy | świat | taniec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje