Reklama

Reklama

Magdalena Walach: Wierzę, że on nas słyszy

Rozmowa z Bogiem to dla niej spontaniczna forma modlitwy. Dzięki niej łatwiej potrafi zaufać wyrokom Opatrzności i pewnie kroczy przez życie.

Na scenie i przed kamerą kipi emocjami. W życiu prywatnym Magdalena Walach jest poukładana, opanowana i rozsądna. Ma dar godzenia w sobie sprzeczności. Wszystko powierza Bogu w codziennej modlitwie i właśnie dlatego tak dobrze godzi karierę i życie rodzinne. Jest doskonałą aktorką, ale powtarza, że jej świat nie kończy się na pracy. - Bycie żoną i matką to najważniejsze role, jakie przyszło mi odegrać - przyznaje.

Reklama

Wie, gdzie szukać...

W rodzinnym domu nigdy nie słyszała, że czegoś jej nie wolno. Rodzice pozwalali jej i dwojgu młodszego rodzeństwa decydować o sobie. Ale zawsze powtarzali, że muszą się liczyć z konsekwencjami wyborów. To dlatego pani Małgorzata dziś jest zarówno odważna, jak i rozsądna. Powtarza, że chciałaby być taką matką jak jej mama.

- Miałyśmy doskonały kontakt. Wszystkie koleżanki zazdrościły mi naszej relacji, choć miewała niekonwencjonalne metody wychowawcze - śmieje się i wspomina, jak mama całej trójce dzieci kazała zaciągać się papierosem, by zniechęcić pociechy do palenia.

- Rodzice, a zwłaszcza mama, czuwali nad nami, ale z daleka. Dawali nam maksimum swobody. Mama zachęcała nas też do tańca i śpiewu. Sama jako młoda dziewczyna była w tym dobra - opowiada dalej. - Pierwszą rolę zagrałam w szkole podstawowej. Byłam Lustrem w "Śpiącej królewnie" - wspomina gwiazda.

Do zdawania do szkoły teatralnej namówiła ją polonistka. Na egzaminie miała wyznać miłość nodze od stołu, recytując "Chrząszcz brzmi w trzcinie". Udało się. Choć roztoczyły się przed nią wspaniałe perspektywy studenckiego życia, ona nie zapomniała o wartościach, jakie wyniosła z domu. W chwilach trudnych - i tak jest do dziś - wsparcia szukała nie u przygodnych znajomych przy drinkach, ale u bliskich. Przede wszystkim siostry i rodziców.

Pozostawione znaki na drodze

Nauczyła się także polegać na Bogu, z którym często rozmawia w myślach. To jest jej własna, spontaniczna modlitwa, która sprawia, że potrafi zaufać wyrokom Opatrzności. - To moje wewnętrzne próby skontaktowania się z Bogiem, podziękowania mu - zwierza się. Dodaje, że jest pewna, że Bóg słucha jej słów. - Wierzę w to i wiem, że odpowiada znakami: życiem i ludźmi, których stawia nam na drodze - dodaje.

Jej życie jest tego najlepszym dowodem. Dzięki studiom w krakowskiej szkole teatralnej zrobiła karierę. Znalazła angaż m.in. w Teatrze Bagatela i teatrze telewizji oraz stworzyła niezapomniane kreacje w takich serialach jak "Pensjonat pod Różą", "M jak miłość" i "Komisarz Alex". Wygrała także w 2008 r. popularny "Taniec z gwiazdami". Ale to nie wszystko, bo to właśnie na studiach poznała przyszłego męża.

Zobaczyła iskrę w oku

Z Pawłem Okraską była na jednym roku, choć nie w jednej grupie. - Dlatego chodziłem po szkole z nadzieją, że ją gdzieś spotkam na korytarzu - wspomina jej mąż. Dopiero z czasem uzmysłowiła sobie, że spotkania z tym wysokim, przystojnym i wysportowanym chłopakiem wcale nie są przypadkowe. - Okazało się, że wszystko jest dokładnie przemyślane i zaplanowane na podstawie mojego harmonogramu zajęć - opowiada aktorka.

Ich uczucie rodziło się stopniowo. Początkowo to były tylko miłe spotkania. Potem jej zaczęła coraz bardziej imponować jego iskra w oku, a on uzależnił się od pozytywnej energii, którą dokoła siebie rozsiewała. Parę połączyło wreszcie żarliwe uczucie. Stali się sobie niesamowicie bliscy i stanowili jedno dla drugiego wielkie wsparcie. Do dziś wymieniają się z mężem doświadczeniami zawodowymi, pomagają sobie i co ważne, nie ma między nimi zawodowej rywalizacji.

W 2002 r. powiedzieli sobie sakramentalne "tak". Od tamtej pory ich związek trwa szczęśliwie, choć nie jest im łatwo, bo oboje grywają w różnych filmach, serialach i teatrach. Bywa, że tylko się mijają, pędząc na kolejne zdjęcia, próby i nagrania. Ich małżeństwo w show-biznesie uchodzi za bardzo tajemnicze. Rzadko pojawiają się na bankietach i rautach.

Czas wolą spędzać razem. Zwłaszcza odkąd na świat przyszedł ich syn Paweł. 12-letni dziś chłopiec wciąż jest oczkiem w głowie pani Małgorzaty. Dużo ważniejszym niż najpopularniejsza nawet rola albo prestiżowy angaż. - Kocham swój zawód, ale na nim nie kończy się mój świat. Teatr jest dla mnie oczywiście ważny, ale w domu staram się być mamą i żoną, bo to są moje najważniejsze role, które przyszło mi w życiu odegrać. Sens mojego życia to rodzina - deklaruje aktorka.

Karolina Piwowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje