Reklama

Reklama

Mapa smaków mojego życia

Jak smakuje miłość? Czym pachnie pierwsza podróż? Mają w głowie obrazy związane z najważniejszymi dla nich momentami, ale przede wszystkim – smaki, które towarzyszyły tym chwilom. Kucharze Anna Starmach, Ewa Wachowicz i Grzegorz Łapanowski rysują kulinarną mapę swojego życia.

Ewa Wachowicz: Miłość karmiona pysznościami rozkwita

Smak dzieciństwa: Poziomkowe warkocze

Kiedy jest mi źle, sięgam po poziomki. To mój "prozak". Ich smak przenosi mnie do czasów dzieciństwa. Natychmiast po zażyciu przychodzi ukojenie. Na moment wraca uczucie cudownej beztroski. Kiedy byłam małą dziewczynką, często zbierałam te leśne. Nabijałam je na źdźbła trawy i powstawały z tego takie piękne poziomkowe warkocze. Warkocze zanosiłam do domu. Do poziomek dodawałam śmietanę i cukier. Mamo, jakie to było pyszne!

Reklama

Smak miłości: Lukrowane słoneczka

Przed każdym wyjazdem na obóz czy kolonie bardzo pilnie się przygotowywałam. A te przygotowania polegały na upieczeniu dużego zapasu ciasteczek słoneczek. To dwa złączone kruche ciastka, posmarowane lukrem i przełożone kakaową masą. Przepis mojej mamy i marka mojego rodzinnego krakowskiego domu. Powiem nieskromnie, że wychodziły mi doskonale. I zawsze było na nie wielu chętnych. Udało mi się na nie "złowić" młodzieńczą miłość. Są dla mnie na tyle ważne, że moja pierwsza książka kucharska zaczyna się właśnie od tego przepisu. Mam do nich ogromny sentyment oraz wiele pięknych wspomnień z nimi związanych...

Zdarzało się również, już później, że to mnie karmiono i to moje serce zdobywano przez żołądek. Lubię karmić, ale uwielbiam też być karmiona. Miłość dokarmiana pysznościami rozkwita. Wcale nie muszą to być wymyślne dania. Czasem wystarczy smaczna kawa podana w odpowiednim momencie. Mam grupę przyjaciół, z którymi spotykamy się, aby wspólnie gotować, biesiadować. Robimy sobie kulinarne niespodzianki i kulinarne prezenty. Ostatnio od mojej przyjaciółki z gór dostałam na przykład słoiczek truskawek z miętą i pesto zrobione na bazie niedźwiedziego czosnku. Palce lizać. Przyjaźń nie może się nie rozwijać w takich okolicznościach! Jedzenie przepięknie łączy ludzi.

Smak macierzyństwa: Sernik służy do cieszenia się życiem

Zdanie, które najczęściej wypowiada moja córka, brzmi: "Mamusiu, ale serniczek zrobisz, prawda?". Mogę być bardzo zmęczona, ale na tę prośbę nie potrafię pozostać obojętna. Ruszam do kuchni i robię ukochany serniczek mojej córki. Na szczęście Ola akceptuje go w kilku odsłonach. W grę wchodzi sernik babciny, czyli z ciastem czekoladowym, może być też sernik sernik, czyli mnóstwo sera, dwanaście jajek, puszysty obłok oraz sernik z bezą kokosową. Trzeba dodać, że taki sernik absolutnie nie służy do przepędzenia smutków. Przeciwnie. Służy do cieszenia się życiem. Jest wręcz konieczny, aby mieć w nim jeszcze więcej radości niż zwykle.

Smak pracy: Powiedz mi, co gotujesz, a powiem ci, kim jesteś

Smakowanie, które jest częścią mojej pracy, to także sposób, aby poznać człowieka. A ja jestem ludzi bardzo ciekawa. To, w jaki sposób ktoś podchodzi do gotowania, do kuchni, przekłada się na inne sfery życia. Nie mam żadnych wątpliwości, że po przygotowanej potrawie, po sposobie komponowania, łączenia smaków, można powiedzieć wiele o osobowości kucharza. W każdym razie ja tak robię. I jeszcze nigdy się nie pomyliłam. Oczywiście, takie "statystyki" prowadzę w skrytości i tylko na własne potrzeby (śmiech). To duża frajda.

Grzegorz Łapanowski: Kocham slow food, ale życie jest za szybkie

Smak dzieciństwa: Brzdęk garnków

Dom, ciepło, dzieciństwo. Spośród wszystkich wspomnień na pierwszy plan wysuwa się zdecydowanie smak pierogów z kapustą kiszoną i grzybami babci Wandy. Były ogromne! Każdy wielkości dłoni. Z precyzyjnie i pięknie skręconymi bokami. Potem patelnia, tłuszczyk i na koniec kwaśna śmietana. Do dziś, kiedy o nich myślę, cieknie mi ślina, a na twarzy pojawia się uśmiech. Moja mama natomiast robiła pierogi ruskie. Pamiętam, że w ich farszu było dużo, bardzo dużo duszonej cebuli. Rozpływały się w ustach. Podobnie jak pasztet, który zawsze przyrządzaliśmy sami. Przed świętami cała rodzina gromadziła się w kuchni i zaczynało się wielkie gotowanie. Brzdęk garnków, gwar i śmiech... Życie w moim rodzinnym domu zawsze kręciło się wokół stołu. Począwszy od śniadania, które zawsze jedliśmy razem, przez obiad, po kolację także wspólną.

Smak podróży: Kulinarny totolotek

Moi rodzice bardzo dużo podróżowali, a ja z nimi. Od małego byłem bardzo ciekawy nowych smaków. Przebierałem nogami, aby dojechać na miejsce i sprawdzić, co jedzą tubylcy. Oczywiście, już w drodze byłem głodny. Wtedy na autokarowych wycieczkach zagranicznych wszyscy żywili się przygotowanymi w domu kanapkami. Gdy zatrzymaliśmy się na postój na niemieckiej stacji benzynowej, poprosiłem o "wursta", kanapkę z mięsem i musztardą. Do dziś uwielbiam ten smak (śmiech). Pamiętam też szwajcarski i holenderski ser, który uwielbiałem w połączeniu z pumperniklem. Prawda jest taka, że w podróży nie interesowały mnie zabytki ani wesołe miasteczka, czekałem tylko na smaki. To było jak totolotek, nigdy nie wiedziałem, na co trafię. A porażki absolutnie mnie nie zrażały.

Smak miłości: Pytam: mięso czy ryby?

Studenckich smaków, podobnie jak studenckich miłości, było sporo. Nie będę liczył. Powiem tak: funkcja jedzenia jest taka, aby zbliżać do siebie dwoje ludzi. Korzystałem z tej funkcji. Nie mam specialité de la maison. Mój pomysł jest prosty: idę do sklepu, szukam jednego wyjątkowego produktu i on jest dla mnie inspiracją. Wokół niego buduje się całość dania, które ma oczarować. Ale największa tajemnica to dopasowanie dania do kobiety. I nie ma sensu czytać w myślach. Warto zapytać. Po prostu. Więc pytam: mięso czy ryby? Słyszę: ryby. Pytam dalej: raczej łosoś czy raczej pstrąg? Odpowiedź brzmi: pstrąg. Bardzo proszę. Proponuję pstrąga na pięć sposobów: pstrąg gotowany w mleku, pstrąg smażony z chorizo, tatar z pstrąga, zupa rybna i ceviche. I deser. Często z czekolady. Smak miłości to smak zaangażowania, oddania, pasji, poświęcenia dla drugiej osoby czasu. Z tego powstają najlepsze dania i rodzą się największe miłości.

Smak pracy: Ani grama nudy

Praca kojarzy mi się z wołowiną, jagnięciną, kolendrą, czosnkiem... Mogę wymieniać bez końca. Ale smak pracy  to przede wszystkim tempo. Pośpiech. Intensywne działanie. Na pewno ani grama nudy, raczej zawał serca. Kocham slow food, ale już wiem, że życie jest szybkie. Czekam na smak spokoju, wyciszenia. Mam nadzieję, że pewnego dnia go poczuję. Wydaje mi się, że to będzie zapach mięty i szałwii, przetworów pomidorowych, przydomowego ogródka. Tak mi podpowiada intuicja.

Anna Starmach: Przy bolognese każdy smutek się kurczy

Smak dzieciństwa: Rączka pierożków

Byłam bardzo samodzielnym dzieckiem. Sama podejmowałam decyzje dotyczącego mojego menu. Przyznam, że nie było ono specjalnie bogate. W wieku 2-3 lat jadłam w zasadzie tylko: ogórki kiszone, szpinak z czosnkiem i masło. Samo masło. Jeśli udało mi się dopaść maselniczkę, choć moja mama zwykle ją ukrywała, zjadałam w mig całe znalezisko. Z czasem do swojego jadłospisu dopuściłam zupę pomidorową oraz pierogi z mięsem mojej babci. Pierogi w moim wczesnym życiu pełniły dwie funkcje: były pysznym jedzeniem oraz służyły mi do nauki matematyki. To właśnie na pierogach uczyłam się odejmować i dodawać. Podobno mówiłam, że zjadłam rączkę pierożków, potem dwie rączki, aż w końcu przechodziłam do nóżek. To oznaczało, że potrafiłam zjeść 20 pierogów! Wspomnianą zupę pomidorową przyprawiałam bardzo dużą ilością natki pietruszki. Dzieci zwykle nie chcą tego tknąć, a my z siostrami dosłownie biłyśmy się o ten przysmak.

Smak miłości: Miłość smakuje truskawką!

Podobno maj to czas zakochanych. W moim przypadku to powiedzenie rzeczywiście się sprawdza. Tak się składa, że miłość zwykle pojawia się w moim życiu właśnie o tej porze roku. Maj to truskawki. Więc miłość smakuje truskawką! Od kilkunastu lat karmię ludzi. I myślę, że właśnie ta droga jest dla mnie najlepszym sposobem okazywania uczuć. Mężczyźnie, przyjaciołom, rodzinie. Z miłości gotuję, piekę. Kochać znaczy karmić. Skradam się do serca pewnym ciastem. Drożdżowym, z bardzo dużą ilością truskawek i jeszcze większą ilością kruszonki. Sama dla tego ciasta jestem w stanie porzucić każdą dietę. Więc zakochana Anna Starmach wcina drożdżowe z truskawkami i popija je zmrożonym truskawkowym koktajlem.

Miłość wcale nie potrzebuje wysublimowanych smaków. Ale miłość ma jeszcze drugą odsłonę. Złamane serce domaga się czekolady. Kubek gorącej czekolady z mlekiem, bitą śmietaną i cynamonem łagodzi każdy ból. Mam jeszcze jeden sprawdzony sposób. Kiedy jest mi źle, przygotowuję sobie makaron bolognese. Pamiętam, jak moja mama robiła taką makaronową zapiekankę z mielonym mięsem. To dla mnie smak spokoju, poczucia bezpieczeństwa. "Makaron na chandrę" polecam jeść w towarzystwie przyjaciół z jednego wielkiego żaroodpornego naczynia, popijając czerwonym winem. I przede wszystkim... zapominając o liczeniu kalorii. W takich okolicznościach smutek kurczy się w oczach.

Smak pracy: Z zawodu: przejedzona

Jestem w trakcie nagrywania kolejnej edycji programu MasterChef. Bycie jurorem tego programu daje przywilej próbowania kilkuset potraw w ciągu kilku tygodni. Powiem tak: bywa ciężko. Jednego dnia uczestnicy przygotowują pączki, więc moim zadaniem jest spróbowanie czterdziestu ciastek, kolejny dzień to zmagania z podrobami, więc zjadam ozorki w dwudziestu odsłonach... Smak pracy to smak przejedzenia. Jestem pewna, że po pączki nie sięgnę przez długie miesiące. Ostatnio śmiałyśmy się z Magdą (Magda Gessler), że kobiety często ciągnie do słodyczy, a my mamy alibi. Bo to część naszych zawodowych obowiązków. A do tego potem bez żalu, a nawet z chęcią przechodzimy na dietę.

Smak podróży: Narodziny smakosza

Swoje kulinarne powołanie odkryłam podczas wyjazdu z rodzicami na Korsykę. Pojechałam na wakacje jako drobna dziewczynka, baletnica, a wróciłam jako pulchna kilkulatka. Tam zakochałam się w owocach morza, makaronach, pizzach. Pamiętam wyprawę na targ. Biegałam jak oszalała od straganu do straganu i wybierałam rozmaite rarytasy. Wszystkiego chciałam spróbować. W siedmioletniej zwolenniczce pięciu produktów narodził się smakosz. Oglądałam kraby na plaży, a potem z ogromną ciekawością przyglądałam się im na swoim talerzu. Po powrocie z wakacji moja aktywność przeniosła się z pokoju z zabawkami do kuchni.

Weronika Zdunowska


Olivia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje