Reklama

Reklama

​Marcia Cross: Miałam raka odbytu, nie dawał żadnych objawów

"Fakt, że masz raka jest wystarczająco dramatycznym przeżyciem. Nie musisz jeszcze dodatkowo się wstydzić tylko dlatego, że rak zamieszkał akurat w twoim odbycie" - tłumaczy aktorka "Gotowych na wszystko". Jej historia jest naprawdę dramatyczna.

Pamiętacie rezolutną Bree Van De Kamp z serialu "Gotowe na wszystko"? Widzowie pokochali tę postać za mnóstwo uroku osobistego i ogromną sprawność w radzeniu sobie z wyzwaniami codzienności. Wcielająca się w tę rolę Marcia Cross w prawdziwym życiu przeżywała dramat za dramatem.

Urodzona w 1962 roku aktorka długo próbowała ułożyć sobie życie osobiste. Udało się jej to dobrze po czterdziestce - w roku 2006 wyszła za Toma Mahoneya, w lutym 2007 urodziła bliźniaczki: Eden i Savannah. Rodzinna sielanka nie trwała jednak długo.

Reklama

W 2009 roku gwiazda poinformowała publicznie, że jej mąż zmaga się z chorobą nowotworową. Początkowo nie mówiono, jakiego narządu dotyczy choroba, z czasem stało się jawne, że nowotwór zaatakował gardło.

Media obiegły zdjęcia Mahoneya - wychudzonego i wyniszczonego chorobą. Gdy okazało się, że mąż aktorki jest zbyt słaby, by przyjmować kolejne dawki chemii, stało się jasne, że nad rodziną Marcii Cross zawisły gęste, czarne chmury.

Szczęśliwie, Tom Mahoney wyzdrowiał, a życie Marci Cross wróciło do równowagi. Do czasu. Osiem lat po mężu, zachorowała sama Marcia.

W ubiegłym roku aktorka ujawniła, że cierpi na nowotwór odbytu. Na Instagramie pokazała zdjęcie bez włosów, zachęcając wszystkich, których dotknął ten problem, by odezwali się do niej.

W czasie choroby sporo mówiła o tym, jak ważne jest dla niej wsparcie najbliższych, jak bardzo docenia ich obecność. Przyjaciół, którzy nie odstąpili jej na krok nazywała "analnymi aniołami".

Gdy poinformowała, że pokonała chorobę, nie zamilkła, ale jeszcze głośniej zaczęła upominać się o prawa osób z rakiem odbytnicy: robiła wszystko, by przełamać społeczne tabu, otwarcie mówiła o tym, że nowotwór w jej przypadku nie dawał żadnych objawów, zachęcała do badań kontrolnych, bo właśnie w czasie rutynowej kontroli u ginekologa wykryto u niej zmianę.

Apelowała, by regularnie się badać, nie wstydzić i nie ignorować objawów choroby takich, jak krwawienie z odbytu, ból czy wszelkie niepokojące zmiany w tej okolicy.

Choć kłopoty zdrowotne opuściły rodzinę Cross, a lekarze oceniają ryzyko nawrotu, jako niskie, aktorka nie przestaje być rzecznikiem sprawy. Kilka dni temu udzieliła poruszającego wywiadu na antenie telewizji CBS, w którym przyznała, że lekarze nie mają wątpliwości, że zarówno rak u jej męża, jak i u niej samej został wywołany przez wirus brodawczaka ludzkiego, czyli HPV.

Jest on przekazywany poprzez kontakty seksualne (także przez seks oralny i analny), oraz przez dotykanie narządów rodnych. HPV to najczęstsza przyczyna nowotworu odbytu, krtani, a także szyjki macicy. Najprawdopodobniej więc Marcia Cross zaraziła się wirusem od męża.

Szczęśliwie, obojgu udało się pokonać chorobę. "Wracam do zwyczajnego życia, choć teraz rządzą nim inne zasady. Nie uznaję niczego za pewne. Dzisiaj jestem kobietą, która cieszy się, że może pójść do łazienki, a jej ciało działa tak, jak powinno. Jestem za to niesamowicie wdzięczna" - powiedziała niedawno  wywiadzie.

Aktorka zachęca też wszystkich do szczepień przeciw wirusowi HPV.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy