Reklama

Reklama

Monika Jaruzelska o ojcu

Dziś po południu po długiej chorobie zmarł generał Wojciech Jaruzelski. Do końca przy łóżku ojca czuwała jego jedyna córka, Monika Jaruzelska. Niedawno do księgarń dwie książki Moniki, udzieliła też kilkunastu wywiadów. Co mówiła o ojcu?

Córka generała

Jaruzelski był łagodnym ojcem. "(...) najczęściej pamiętam go schowanego za papierami. Praktycznie się nie widywaliśmy, więc gdy ktoś mnie pyta, jakim był tatą, na usta ciśnie mi się jedno: nieobecnym" - tak, w wywiadzie dla Wirtualnej Polski, scharakteryzowała ojca Monika Jaruzelska. W swoich książkach "Towarzyszka panienka" i "Rodzina" Jaruzelska podkreśla, że ojciec był zamkniętym w sobie, cichym człowiekiem, który bardziej, niż życiem rodzinnym interesował się polityką. "Ojca stale nie było, odkąd pamiętałam. Kiedy szłam po lekcjach do jakiejś koleżanki i o czwartej przychodził jej ojciec, dla mnie to było nieprawdopodobne. Jak dorosły mężczyzna może tak wcześnie być w domu, siadać z żoną do zupy, oglądać telewizję, czytać gazety?"- powiedziała Jaruzelska w wywiadzie dla dwutygodnika "Gala".

Reklama

Ten dzień odbił się też na niej

Bycie córką generała nie było łatwe, o czym można przekonać się po lekturze"Rodziny". Rozpoczyna się opisem próby samobójczej - Monika targnęła się na swoje życie w 1983 roku. "Miałam poczucie odpowiedzialności mojej rodziny za stan wojenny, rodzice się mną nie zajmowali, czułam się samotna" - wyjaśniła w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów Ekstra". W wielu rozmowach podkreślała, że wprowadzenie stanu wojennego odbiło się nie tylko na rodzinach opozycjonistów, ale także na niej. O decyzji ojca dowiedziała się, jak większość Polaków, w niedzielny poranek. Kilka dni później Jaruzelski zadzwonił do niej i powiedział o śmierci górników. "W tym momencie zrozumiałam, że stało się coś strasznego i na zawsze zaciąży to na mojej rodzinie i na mnie samej."- powiedziała w rozmowie z Pawłem Dybiczem ("Przegląd")

Nazwisko, które było obciążeniem

W rozmowie z Anną Piątkowską, dziennikarką portalu INTERIA.PL, Jaruzelska przyznała, że były momenty, kiedy nazwisko jej ciążyło: "Zdaję sobie sprawę, że były i są w moim życiu momenty, kiedy nazwisko było obciążeniem, ale byłoby wielką hipokryzją, gdybym powiedziała, że to wyłącznie obciążenie. Dzięki temu nazwisku miałam możliwość zaistnieć zawodowo i to nie dlatego, że ojciec mi w czymś pomagał. Żyjemy w czasach, kiedy znane nazwisko, nawet trudne, daje start. Czułam się obarczona tym nazwiskiem, ale też miałam świadomość, że gdybym je zmieniła wychodząc za mąż, wyjeżdżając za granicę - to byłaby  jakaś forma ucieczki, także przed swoją tożsamością i tym, co sama stworzyłam zawodowo, ale także relacji z ludźmi. Gdybym z tego wszystkiego zrezygnowała i zaczęła żyć jakimś zupełnie innym  życiem - po prostu bym uciekała."

Ataki są niepotrzebne

W swojej poprzedniej książce, pt. "Towarzyszka panienka" Monika opisała swoje relacje z rodzicami - zdaniem wielu przedstawiła w niej zbyt wyidealizowany obraz ojca. Jednak w najnowszej książce ("Rodzina") szczerze opisała rodzinę Jaruzelskich: "Z perspektywy czasu widzę, że jako rodzina byliśmy trójką nieszczęśliwych, samotnych ludzi. Troje ludzi na trzech bezludnych wyspach. Nikt nikogo nie wspierał, nie starał się wysłuchać. Zresztą, jak można było wysłuchać, skoro nikt się nie chciał zwierzać". Mimo to córka generała podkreśla, że nie pisze po to, by oceniać rodziców. W programie "Dzień Dobry TVN" wyjaśniła, że chciała pisać o relacjach rodzinnych, a nie rozliczać ojca: "Zaatakowanie ojca w tej chwili, kiedy ma 90 lat, kiedy dwa miesiące temu dostałam informację o tym, że ojciec umiera... W tym momencie byłoby czymś niestosownym."

Wsparcie mimo wszystko

Jaruzelskiej nie można jednak zarzucić, że idealizuje ojca. Kilka lat temu w dwutygodniku "Gala" ukazał się wywiad z Moniką i jej ojcem. Zapytana o to, czy uważa, że ataki na ojca są krzywdzące, odpowiedziała, że nie, ponieważ generał był politykiem, a to wiąże się z konsekwencjami: "Podejmował różne, najczęściej bardzo trudne decyzje, a to się wiąże z oczywistymi konsekwencjami. I ja to rozumiem. Rozumiem też przeciwników ojca, którzy mają inny życiowy etos. Jeśli coś mnie boli, to jednostronność oceny jego osoby. Brak obiektywizmu i spojrzenia na jego postawę w szerszym, historycznym kontekście. Ale dla mnie jest przede wszystkim ojcem i będę go wspierać do końca.    

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje