Reklama

Reklama

Nieboski Antonio

Madonna publicznie ogłosiła, że chciałaby z nim pójść do łóżka. Melanie Griffith rozwiodła się dla niego z Donem Johnsonem. Teraz wraca na ekrany w kolejnej odsłonie przygód Zorro.

Czy Antonio Banderas będzie znowu na fali?

Reklama

Kruczoczarne włosy, mocno zarysowana szczęka, magnetyczne spojrzenie. Antonio Banderas jest tak doskonałym ucieleśnieniem wzorca macho, że ociera się o parodię tego wizerunku. Trudno jednak uznać, że nie jest tego świadomy. W licznych rolach komediowych udowodnił, że ma do siebie duży dystans.

Nie zawdzięcza jednak swojej pozycji tylko aparycji. Odebrał staranne wykształcenie zawodowe i miał długi staż w madryckim Teatrze Narodowym. W Hiszpanii docenili go najwięksi reżyserzy (Saura, Aranda). Jednak prawdziwy rozgłos przyniosła mu współpraca z Pedro Almodovarem. Grał u niego zróżnicowane i bardzo wymagające role - osoby wewnętrznie potrzaskane, znerwicowane, demoniczne. Przepustką do Hollywood okazał się jednak występ w "Kobietach na skraju załamania nerwowego". Erotyczne wyznania Madonny tylko wzmocniły zainteresowanie jego osobą.

Kino etniczne

Gdyby Antonio Banderas nie istniał, trzeba byłoby go wymyślić. Mniejszość latynoska w Stanach Zjednoczonych niedługo może stać się większością. Był czas, kiedy role "etniczne" w Hollywood zmonopolizował kiedyś Anthony Quinn.

Antonio Banderas i Jennifer Lopez zapełnili ewidentną lukę. Choć trudno w to uwierzyć, jest on pierwszym Hiszpanem, który wcielił się w rolę Zorro. Zanim to jednak nastąpiło, musiał przebyć długą drogę. Gdy miał zagrać w"Królach mambo" (1992), angielski znał tylko z piosenek Beatlesów. Całą rolę wyćwiczył fonetycznie. Prawdziwy przełom nastąpił za sprawą "Desperado". Współpraca z Robertem Rodriguezem wprowadziła go do pierwszej ligi. Przebój kasowy, "Maska Zorro", sprawił z kolei, że w jego komercyjny potencjał uwierzyli producenci. Banderas był częstym gościem kolumn towarzyskich. Pod względem aktorskim zaczęła się jednak równia pochyła.

Pechowa trzynastka

Rzadko zdarza się film tak kiepski, jak "Trzynasty wojownik". Weteran kina, Omar Shariff, zszedł z planu w atmosferze skandalu. "Granie w tak niedobrej produkcji jest po prostu upokarzające" - stwierdził. Aktor był tak zniesmaczony, że zapowiedział przejście na emeryturę. Spełniał się też w kinie familijnym (trzy części "Małych agentów") i w telewizji.

Jego występ w "Pancho Villi" rozwścieczył Meksykanów. Amerykańska produkcja i hiszpański aktor - dwa narody, których legendarny wódz rewolucji serdecznie nienawidził.

Powrót do łask?

Niedawna premiera "Legendy Zorro" nie przypadkiem zbiegła się z umieszczeniem Banderasa w hollywoodzkiej alei sław. Odsłaniając swoją gwiazdę, aktor przypomniał, że 16 lat temu pojawił się w Stanach bez grosza w kieszeni. Nawet, jeśli było w tym sporo przesady, faktem jest, że karierę zrobił błyskawicznie.

Dobre wyniki "Legendy Zorro" stwarzają szansę na nowe otwarcie w jego zawodowym życiu. Czy Antonio z niej skorzysta? Na razie ma zaplanowane dwa występy w kolejnych odsłonach Shreka.

Tekst pochodzi z gazety

Dowiedz się więcej na temat: Zorro | aktor | Antonio Banderas

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje