Renata Dancewicz: Nienawidzę się męczyć bez sensu

Renata Dancewicz przyznaje, że wspomaga swoją urodę z pomocą specjalistów, ale zna granicę. Aktorka nie stosuje żadnej diety - ma słabość do sernika, ale jada zdrowo. A sport? "Nienawidzę się męczyć bez sensu" - tłumaczy PAP Life Dancewicz.

Dużo mówi się o poprawianiu urody przez osoby znane ze świata mediów. Czy pani korzysta z dobrodziejstw medycyny estetycznej?

Reklama

Renata Dancewicz: - Bardzo lubię dbać o siebie i myślę, że fajnie jest lepiej wyglądać, niż gorzej. Tak, korzystam. Natomiast nie widzę siebie w takich zabiegach, które wiążą się z utratą twarzy, czyli ze zmianą rysów albo takim odmładzaniem się na siłę. Nigdy nie miałam botoksu ani tego typu rzeczy, bo się tego boję. Natomiast oczywiście nie mam nic przeciwko sensownemu dbaniu o siebie czy korzystaniu np. z jakichś laserów.

A jak dba pani o siebie, na co dzień? Ma pani jakieś swoje rytuały pielęgnacyjne, np. długie kąpiele?

 - Nie, nie mam na to czasu. Lubię dbać o siebie, lubię mieć super kosmetyki, maseczki, masaże, lubię długo spać, ale również palić papierosy, grać w brydża, czytać książki, jeździć, lubię dobrą kuchnię. Myślę, że trzeba żyć tak, jak się lubi, w zgodzie ze swoimi cechami charakteru i to jakby odbija się na wyglądzie, żeby nie zaprzeczać jakimś takim swoim "chceniom". Trochę oczywiście to jest zasługa genów, bo nie mamy na wszystko wpływu i nie ma się, co tym łudzić.

Czy w trosce o swój wygląd uprawia pani jakąś aktywność fizyczną?

 - Nienawidzę się męczyć bez sensu. Natomiast chodzę na lekcje baletowe, więc 2-3 razy w tygodniu ćwiczę. Do pewnego momentu to był czysty balet, a teraz jest to połączone np. z pilatesem. To jest coś, co w miarę nie tak bardzo mnie nudzi i denerwuje (śmiech). Aczkolwiek nie lubię się tak męczyć. Nie jeżdżę na rowerze - tzn. jeżdżę czasami nad jeziorem, ale nie jestem w tym regularna i konsekwentna, więc mam z tym problem - ani nie pływam.

A dieta?

- Nie jestem na żadnej specjalnej diecie. Po prostu unikam takich rzeczy, których nie lubię, czyli np. wątróbki (śmiech). Staram się jeść z głową, bo wiadomo, że to wszystko zmienia się z wiekiem - szczególnie u kobiet. Wiadomo, że nie mogę jeść wszystkiego w jakiś potwornych ilościach, bo to się odbije, ale nie lubię sobie odmawiać. Mam taką naturę, że jak sobie czegoś zabronię, to muszę to zrobić. W związku z tym staram się jeść przez rozum. To nie jest żadna dieta, tylko staram się zdrowo odżywiać, ale nie jakoś tam ortodoksyjnie.

Pani słabość?

 - Uwielbiam sery na słodko, różnego rodzaju serniki na zimno, takie nabiałowe rzeczy.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje