Reklama

Reklama

Spijam śmietankę

Mamy dwa telewizory. Monika przechodzi do sypialni, a ja oglądam mecze. Ale bez przesady. Jeśli jest ciekawe kino to chętnie obejrzę - opowiada Robert Gawliński, wokalista, twórca wielu przebojów, lider Wilków.

Właśnie wystąpiłeś w "Wideotece dorosłego człowieka". Przeglądasz stare zdjęcia? Lubisz powracać do wspomnień?

Reklama

Robert Gawliński: Każdy lubi. Wspomnienia są integralną częścią rzeczywistości. O przyszłości nic nie wiemy, a o przeszłości możemy dużo powiedzieć.

Wchodzimy w okres festiwalowy. To dla muzyka chyba najgorętszy czas?

Robert Gawliński: To zależy. Zimą bardzo intensywnie pracuję. Nagrywam, tworzę płyty, pracuję z Wilkami nad nowym programem. Właściwie można byłoby powiedzieć, że wiosna i lato to spijanie śmietanki z tego, co wypracowaliśmy zimą. Dlatego bieżący czas nie jest dla mnie męczący. Lubię koncertować. Nigdy jednak nie koncertowaliśmy strasznie dużo. Uważam, że trzy weekendy w miesiącu to wystarczająca ilość. Staramy się mieć jeden weekend spędzony z rodziną.

Tymczasem dopadła Cię choroba. Co zrobisz, gdy boli gardło, a trzeba wyjść na scenę?

Robert Gawliński: Jutro gram koncert w Warszawie. Jestem mocno osłabiony i zażywam antybiotyki. Dopiero wyszedłem z łóżka. Takie koncerty trzeba po prostu przetrwać. Czasami wychodzę zmordowany chorobą albo niedosypianiem, a na scenie całkowicie o tym zapominam. Padam dopiero po koncercie. Jest kolacja, wypijam dwa, trzy kieliszki wódki. I muszę natychmiast iść do łóżka bo czuję, że lecę z nóg. I odpływam. Tak czasami kończy się mój dzień...

Deklarujesz, że jesteś wiernym kibicem. Spędzisz dużo czasu przez telewizorem w czasie Euro?

Robert Gawliński: Jasne. Wiesz, takie zawody jak Euro budzą ogromne emocje. Z tych emocji powstała piosenka Wilków "Idziemy na mecz". Mam nadzieję, że wpadnie w ucho fanom. Na co dzień oglądam też ligę angielską i hiszpańską.

W domu jest kłótnia o pilot?

Robert Gawliński: Mamy dwa telewizory. Monika przechodzi do sypialni, a ja oglądam mecze. Ale bez przesady. Jeśli jest ciekawe kino to chętnie obejrzę. Mecz można przecież zobaczyć w powtórce.

A pamiętasz kiedy ostatnio zabrałeś żonę do parku na warszawskim Grochowie?

Robert Gawliński: Dość dawno. Co prawda mieszkamy w Radości, a to daleki Grochów.

Czy rzeczywiście - tak jak śpiewasz - dziewczyny tam kiedyś tańczyły boso?

Robert Gawliński: Ja tego nie pamiętam. Ale wyobraźnia mi podpowiada, że tak.

Nie dusisz się w miejskiej aglomeracji?

Robert Gawliński: Dusiliśmy się, dlatego uciekliśmy do Radości, bardzo peryferyjnej dzielnicy. Mieszkamy teraz w lesie.

Chciałbyś, żeby Twoje dzieci, Emanuel i Beniamin poszły w Twoje ślady i też zostały muzykami?

Robert Gawliński: Trudno powiedzieć. To ciężka i niewdzięczna praca. Oczywiście dająca satysfakcję, ale i wiele problemów. O wielu z nich zwykle nie rozmawia się w wywiadach, nie mówi się w telewizji. Moje dzieci same wybiorą, nie będę się wtrącał.

Dowiedz się więcej na temat: mecze | kino | telewizory | robert

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje