Reklama

Reklama

Wojciech Młynarski: Jego piosenki śpiewali najlepsi

W tekście potrafił opowiedzieć całą historię. Zabawną albo wzruszającą... Na jego utworach się wychowaliśmy.

Pisał genialne teksty, ale miał również szczęście do wybitnych wykonawców. Wiele zawdzięczał dwóm kobietom: Agnieszce Osieckiej i Kalinie Jędrusik. Poetka, słysząc, że jej początkujący kolega, który działa w studenckim kabarecie, bez skutku proponuje różnym śpiewającym gwiazdom swój tekst, pokazała go Kalinie. A tej wystarczył rzut oka na początek: "Z kim ci będzie tak źle, jak ze mną". Zdolna aktorka, która już wtedy uchodziła za symbol seksu, od razu zrozumiała, że kto jak kto, ale ona na pewno zrobi z tego perełkę na estradzie.

Reklama

Młody człowieku, skąd pan tyle wie o kobiecie? - spytała Jędrusik 23-letniego autora. "Jedynie z wyobraźni, pani Kalino", odrzekł Młynarski, ale - jak potem sam mówił - chyba nie uwierzyła. Jak wiemy z książki Dariusza Michalskiego "Dookoła Wojtek", trochę go też ocenzurowała. Młynarski użył bowiem w tekście słowa "ścierwo", Kalina zaś uznała, że żadna dama, nawet porzucona, nie wyraża się w taki sposób. Kiedy spostrzegła, że nie jest przekonany, ofuknęła go w swoim stylu: "Widzisz, k..., on nic nie rozumie", zwróciła się do siedzącej obok Osieckiej. A na opolskim festiwalu, drugim w historii, w 1964 r., samowolnie zamieniła "ścierwo" na "zero". Młynarski tym razem już nie oponował, chociaż był bardzo przywiązany do słów, wręcz na nie wyczulony! Zapisywał sobie - podsłuchane w kolejkach i w tramwajach rozmowy - wykorzystywał je w swojej twórczości.

1964 rok był w jego życiu bardzo ważny. Ożenił się z Adrianną Godlewską, absolwentką szkoły aktorskiej, i stał się sławny jako autor tekstów. Żona od razu wiedziała, że to nie dom ani dzieci będą dla niego najważniejsze, lecz praca. I tak się stało. Młynarski dostał się do kabaretu "Dudek". Młodzieńcowi pomogła w tym piosenka śpiewana przez Jędrusik. W latach 60. i 70. występowali tam najlepsi polscy aktorzy. Gdy z drżeniem serca przekroczył progi "Dudka", usłyszał: "Dziecko, siądź sobie z boku, poobserwuj, dla kogoś z nich postaraj się coś napisać". Na estradzie próbę mieli: Jan Kobuszewski, Bronisław Pawlik, Wiesław Michnikowski, Wiesław Gołas... Wybrał Gołasa, o którym mówiono, że... "rozśmieszyłby nawet grając ołówek kopiowy moknący na deszczu". Panowie polubili się, a ich każde wspólne przedsięwzięcie budziło aplauz.

Tekst "Światowego życia" (1965) Młynarski przyniósł aktorowi gotowy, ale następny przebój niemal wspólnie stworzyli. "Słuchaj, Mały, ja ci będę pokazywał różne miny, a ty mi dorób do nich słowa", wypalił Gołas, kiedy biedzili się u niego w domu nad następnym numerem. Aktor zagrał Młynarskiemu na poczekaniu człowieka, który nie wie, co ze sobą zrobić: jego znudzenie, zmęczenie, kaca... Zdolnemu tekściarzowi to wystarczyło. Niedługo potem Gołas wystąpił z piosenką, zaczynającą się od słów: "W co się bawić, w co się bawić, gdy możliwości wszystkie wyczerpiemy ciurkiem?" Lubimy jej słuchać do dziś.

Ekipa "Dudka" wkrótce wyruszyła na pokładzie "Batorego" do Ameryki. Rejs w jedną stronę trwał kilka tygodni. Za kołnierz nikt tam nie wylewał, a gwiazdy były ulubieńcami załogi, toteż poranek witały zwykle "zmęczone". Pewnego ranka Młynarski usłyszał, jak Gołas opowiada na pokładzie dowcip o pijaku. W oryginalnej wersji pijak mówi do kota: "Przestań tupać, strasznie mnie głowa boli". W wersji Gołasa kota zastąpiły mewy: "Jak one strasznie tupią, jak strasznie", żalił się aktor zaśmiewającym się współpasażerom. A był tak sugestywny, że Młynarski wrócił do kajuty i błyskawicznie napisał o tym piosenkę. W takich okolicznościach powstał słynny hymn skacowanych: "Tupot białych mew o pusty pokład, w dali morza zew, na głowie okład, rozpalona krew wdziera się do trzew...".

Specjalnie dla Gołasa stworzył też "W Polskę idziemy", bo - jak mówił - wiedział, że jego kumpel może zagrać nieskończoną liczbę różnych pijaczków. Stworzył ponad dwa tysiące piosenek, najchętniej dla konkretnych wykonawców. Później już rzadziej pisał do kabaretu, częściej pracował z piosenkarzami. Skaldowie zawdzięczają mu "Kulig", "Prześliczną wiolonczelistkę" i megaprzebój "Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał..." - też napisany od ręki, w radiowej kawiarni. Alicja Majewska zaśpiewała: "Jeszcze się tam żagiel bieli...", a Hanna Banaszak - "Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia".

Zawsze wiedział, jaki tekst komu najlepiej pasuje. Oprócz tego, że znakomicie posługiwał się językiem, miał doskonałe wyczucie klimatu - opowiadała Ewa Bem. - Rozumiał też, że nie umiałabym zaśpiewać takiego utworu jak "Kocham cię, życie". Dlatego wykonała go Edyta Geppert. Dla Bem napisał "Żyj kolorowo". Pisał też piosenki dla aktorów, którzy umieli je przetworzyć na wielkie, choć trzyminutowe role, np. Krystyna Janda, i Michał Bajor w "Ogrzej mnie". Za talent i ciężką pracę zapłacił wysoką cenę: zachorował nerwowo, przez lata miotał się miedzy depresją a stanami ogromnego pobudzenia. Troje dzieci: Agata, Paulina i Jan odziedziczyło po nim inteligencję i zdolności, ale wiadomo, że na co dzień brakowało im ojcowskiej serdeczności i uwagi.

Dorota Filipkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje