Reklama

Reklama

Wrogów nie zauważam

O przyjaźniach, zazdrości i o tym, czy Feel "psuje gust muzyczny narodu" z liderem zespołu Feel, Piotrem Kupichą, rozmawia Maciej Gajewski.

Pani: Jak przyjmujesz stwierdzenie, że zdetronizowałeś Ich Troje?
Piotr Kupicha: Jak komplement.

Wiesz, że dziennikarze, którzy przychodzą na spotkanie z Tobą z powodu wydania nowej płyty, od razu Cię nie lubią albo nie szanują, bo Feel to symbol komercji?
Nie wszyscy muszą mnie lubić. Nagrywam, pracuję z trzynastoosobowym zespołem i tym się martwię. Nasza nowa płyta "2" ma już status złotej. Ludzie nie zawiedli.

To oznacza sukces?
Kiedy trzecia płyta Feel dobrze się sprzeda, powiem ci, że odnieśliśmy sukces.

Reklama

Irytuje mnie taka kokieteria. Jesteście najlepiej sprzedającą się grupą w Polsce, a terminy waszych koncertów trzeba rezerwować na dwa lata do przodu.
Feel tylko działa konsekwentnie, i to się sprawdza.

To chwilowa moda na Feel?
Myślę, że tak. Dzięki tej modzie możemy nagrywać płyty. Ciężko pracowaliśmy na to, co osiągnęliśmy. To prawda, że czujemy się pewniej i nie musimy już grać 30 koncertów w miesiącu, żeby coś udowodnić. Wystarczy dziesięć występów, tyle że dla większej publiczności.

Miałeś moment, że nie wytrzymywałeś tempa, jakie sobie narzuciliście?
W zeszłym roku tak było. Graliśmy za dużo. Szedłem na wywiad i czułem, że nie mam na to ochoty, bo jestem tak zmęczony. Nie podobało mi się to, bo chciałem dobrze wypaść. Tymczasem nie panowałem nad wywiadem. Męczyły mnie te spotkania.

Doszło więc do tego, że któregoś dnia nie wiedziałeś, w jakim występujesz mieście.
Byliśmy na fali. Tyle działo się wokół nas. Ktoś dzwonił, proponował koncert, a ja nie chciałem odmówić. Ludzie chcą, żebyśmy grali, więc jedziemy! Cieszyłem się z tego. W końcu zrobiło się tego za dużo. Ale wyciągnąłem wnioski i plan na ten rok mamy bardziej przemyślany.

A nie byłeś po prostu pazerny?
Bez przesady. Każdy artysta czeka na to, żeby się przebić, a potem chce wykorzystać szansę. I Feel to robił. Skąd wiesz, że za rok nie pojawi się ktoś, kto będzie bardziej czuł publiczność?

I co wtedy?
Będę grał dalej. Przecież zanim wystąpiliśmy po raz pierwszy w telewizji, graliśmy w klubach i mieliśmy swoich odbiorców. Ja naprawdę mocno stąpam po ziemi. Dlatego nie grozi mi zachłyśnięcie się popularnością.

Nie jestem fanem Feel, ale szanuję was za to, że byliście zespołem bez układów, bez wpływowego menedżera i obroniliście się tylko piosenką, której nie ma co oceniać pod względem artystycznym...
A dlaczego?

Bo to nie moja bajka, a poza tym rozmawiamy o Tobie.
Niech będzie. Kiedy piszę piosenkę, wiem, czy jest dobra, czy zła. Wyobrażam sobie wtedy trzy tysiące ludzi na koncercie i zastanawiam się, czy poczują moją wrażliwość, moje emocje...

Gdy pracujesz nad płytą, ufasz tylko sobie?
Tak. Zamykam się w czterech ścianach. Nie dopuszczam do siebie nikogo, z nikim się nie konsultuję.

Wychodzisz na megalomana.
Nie jestem zadufany, tylko wiem, kiedy coś jest dobre. Ufam swoim kompozycjom, tekstom.

I jak się czujesz, gdy potem ktoś wyśmiewa je publicznie?
Dziennikarz tak robi, bo na tym między innymi polega jego praca. Ja widzę reakcję na koncertach. To mi wystarcza.

Masz dziś więcej przyjaciół czy wrogów?
Wiem, że ludzie mi zazdroszczą. Gram koncerty, mam fajną żonę, samochód, dom i jeszcze dwóch synów. W Polsce nie lubimy, jak komuś jest lepiej. Wielu myśli: "Dobrze, żeby mu się noga powinęła". Tacy jesteśmy. Nie walczę z tym, bo mi jest dobrze. Mam przyjaciół z dawnych czasów. Ufam im. Wrogów nie zauważam.

Kolegujesz się z tzw. branżą?
Spotykam muzyków, ale to nie są trwałe znajomości. Nie mam na nie czasu. Nie przepadam też za poklepywaniem po plecach. Jestem outsiderem, ale to nie wynika z mojej niechęci do ludzi show-biznesu, tylko z natłoku pracy. Kiedy mam chwilę oddechu, uciekam do domu, żony, dzieci. Nie mam ochoty na dowcipy, gadanie przez telefon. Muszę się wyciszyć.

Wielu muzyków głośno przyznaje, że Feel psuje gust muzyczny narodu.

Do kogo mają pretensję? Do mnie? Jeśli uważają, że lepiej sprzedać trzy tysiące płyt, bo to jest dobre dla sztuki, to niech tak myślą. Ja uważam, że każda muzyka znajdzie swojego odbiorcę. Jednego wykonawcę kupi trzysta osób, drugiego sto tysięcy.

Nie odcinasz się innym artystom i nie oceniasz ich?
Mnie to nie interesuje. Każdy ma swoje życie, karierę. Ja dbam o siebie.

Artystom wydaje się, że muzyka to cały świat. Tak nie jest. Muzyka jest tylko niewielką częścią życia zwyczajnego człowieka. Na co dzień ważniejsze jest dla niego tysiąc innych spraw. Dlatego ja też muszę mieć czas, żeby popatrzeć na trawę, na niebo, porozmawiać z kimś, kto nie wie, co to scena...

Maciej Gajewski

Tekst pochodzi z sierpniowego magazynu PANI. Więcej artykułów z najnowszego numeru znajdziesz na www.styl24.pl

.

Tekst pochodzi z magazynu

PANI
Dowiedz się więcej na temat: muzyka | Feel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje