Reklama

Reklama

Zabawne mamuśki z filmów i seriali

Mama w kinie i telewizji jest zwykle osobą bardzo serio. Ale powstało też kilka ról, dzięki którym możemy się z niej pośmiać od ucha do ucha.

Najbardziej nietypową mamę, jak na polskie warunki, zagrała Gabriela Kownacka w serialu "Rodzina zastępcza". Ona i Piotr Fronczewski wystąpili w rolach małżonków, którzy do dwójki własnych dzieci adoptowali jeszcze... Wietnamkę, Somalijkę i chłopca półkrwi romskiej. Rodzina miała olbrzymiego psa Śliniaka, zwariowanych krewnych i sąsiadów, a jej członkowie bardzo się kochali, choć nie łączyły ich więzy krwi.

Mama roztargniona, inna niż wszystkie

Gotowanie nie było powołaniem głównej bohaterki, aczkolwiek "rodzinie zastępczej" mówiła, że prowadzi dział kulinarny w kobiecej prasie. W rzeczywistości udzielała porad sercowych, natomiast... wstydziła się do tego przyznać i seriali w domu. Była bardzo zakochana w mężu, który... uwielbiał jej roztargnienie. Pogodził się też z tym, że małżonka czasami najpierw decyduje, a potem myśli. Artyści przyjaźnili się także prywatnie: jedynie Piotr Fronczewski mógł zwracać się do pani Gabrieli per: "Gapa". Ona czuła się przy nim jak pączek w maśle.

Reklama

Zdarzało się jednak, że i Fronczewski ją złościł, gdy nie zdążył nauczyć się roli na pamięć i wszędzie przyczepiał sobie karteczki z tekstem. Albo kiedy zamiast pogadać w garderobie w wolnym czasie, zmykał, żeby wyczyścić samochód. A na planie "Rodziny zastępczej" działo się, oj działo! Mali aktorzy grający serialowe dzieci czasem tak dokazywali, że pewnego razu operator przegryzł z nerwów ustnik swojej fajki! Mimo to Gabriela Kownacka bardzo lubiła małolatów i przekonująco wypadła w roli matki jako przyjaciółki i opiekunki. Mało kto wie, że aktorka prywatnie pomagała rodzinom zastępczym. Również i finansowo, zachowując jednak przy tym dyskrecję.

Mama Leonia z granatem w dłoni

- Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie! - mówi seniorka rodu Pawlaków, Leonia, wręczając swemu synowi granat, gdy "Kaźmirz" wybiera się do sądu na rozprawę z Kargulami. Tę "złotą myśl" z komedii "Sami swoi", pierwszej części trylogii o zwaśnionych rodach zza Buga, powtarzają kolejne pokolenia widzów. Tak przeszła do historii epizodyczna rola starej matki, która - jak sama mówiła w filmie - cztery wojny przeżyła, w tym dwie światowe, i w razie czego wie, jak zawalczyć o rodzinę.

Pawlaczka pozostała zadziorna do grobowej deski, do końca także dbała o przyszłość rodziny. - Klaczkę masz oźrebić, Witię bogato ożenić, a Pawła od maleńkości z karabinem oswajać, dopóki Kargul żyje - przykazywała synowi na łożu śmierci. Gdy "Sami swoi" wchodzili na ekrany, odtwórczyni tej roli - mało znana aktorka, Natalia Szymańska skończyła 71 lat. Jednak reżyser wybrał właśnie tę emerytkę. - Miała taką zaciętość w twarzy, taki upór, że tylko ona mogła to zagrać - tłumaczył Sylwester Chęciński.

Był wszakże pewien szkopuł: Szymańska jako warszawianka nie miała najmniejszego pojęcia o kresowej gwarze! Ekipa bardzo cierpiała, słysząc, jak stara się zaciągać bez większego powodzenia. Toteż zastosowano wyjście awaryjne: w filmie użyczyła jej głosu inna starsza pani, Irena Malkiewicz, która urodziła się na Wschodzie. I choć przed wojną grywała hrabianki, to z rolą chłopki poradziła sobie świetnie.

Mama wszędobylska i nadopiekuńcza

W "Wojnie domowej" rolę przesadnie troskliwej mamy brawurowo odegrała Irena Kwiatkowska. Serialowego syna, Pawła strofowała na każdym kroku. Uczyła go nawet, w jakiej pozycji ma czytać książkę! W odcinku "Dzień Matki" Paweł i jego tata (Kazimierz Rudzki) postanowili uczcić to święto, podając jej śniadanie do łóżka. "Sami wstaniemy i sami, gdy chcemy, poranne mleko przypalić możemy" - słychać w tle słowa piosenki. I rzeczywiście, ta wynikająca z dobrych chęci, ale niezdarna męska pomoc kochanej mamie i żonie skończyła się... przypaleniem tostów, zaparzeniem mąki zamiast kawy, wylaniem piany z wanny, wreszcie zepsuciem kranu. To z kolei spowodowało kataklizm w postaci najścia hydraulików, którzy w poszukiwaniu miejsca awarii zdewastowali mieszkanie.

Tym zabawnym i hałaśliwym przygodom towarzyszyła odświętna serialowa piosenka: "To nie sen, to nie sen. Mało bywa takich dni, jak ten!/ Można dziś robić to, co wszystkie mamy przez okrągły rok:/ Zamieniać w szczęście codzienne kłopoty/ Co parę minut mieć coś do roboty/ Choć i bez tego wie, że ją kochamy/Wszystko dla mamy, gdy mamy Dzień Mamy!"

Mama zabiegana, na studiach...

Wiecznie zaabsorbowaną mamusią - studentką była Krystyna Sienkiewicz w serialu "Rodzina Leśniewskich". Jej bohaterka po odchowaniu czwórki dzieci wróciła na uczelnię. Synowie i córki wraz z tatą, którego grał Krzysztof Kowalewski, usiłowali sami prowadzić dom i radzić sobie z codziennymi kłopotami. A mama była w tym czasie na uczelni albo uczyła się do egzaminów. Szczególnie dwoje 7-latków zwanych Bąblami zaskarbiło sobie sympatię telewidzów. Na pytanie: "Wy jesteście rodzeństwo?" odpowiadały: - Nie, my jesteśmy bliźniaki. Jednojajeczne.

Magdalena Scholl, która grała dziewczynkę, wspomina z sentymentem, że Sienkiewicz miała do nich świętą cierpliwość. Aktorka była akurat po poważnym wypadku samochodowym. Nie chodząc, utyła, ale dzięki temu zyskała stosowny, "mamuśkowaty wygląd".

Dorota Filipkowska

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Naj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje