Reklama

Reklama

Zenon Laskowik i Bohdan Smoleń: Sukces i osobiste dramaty

Największe triumfy odnosili w czasach PRL. Mimo wielkiego talentu, w nowej rzeczywistości nigdy do końca się nie odnaleźli. Przeszkodziły w tym problemy osobiste. Ale i tak miło ich wspominamy.

Zenon Laskowik ukończył liceum w Międzyrzeczu Wielkopolskim i AWF w Poznaniu. Zdobył specjalizację trenera piłki nożnej, lecz nigdy w zawodzie nie pracował. Jeszcze podczas studiów założył kabaret Klops, a następnie, wraz z kolegami, kabaret Tey, z którym rozpoczęli współpracę z poznańską Estradą i szybko zdobyli popularność.

Reklama

Jej efektem była nagroda na festiwalu w Opolu. W pobitym polu pozostawili tak znakomite zespoły, jak Pod Egidą, Elita czy Salon Niezależnych. Z zespołem Tey rozpoczęli współpracę Bohdan Smoleń, Janusz Rewiński i Rudi Szubert. Prawdziwym symbolem kabaretu stał się Smoleń. Ten zootechnik z Bielska zaczynał karierę estradową jako założyciel krakowskiego kabaretu Pod Budą.

Z Laskowikiem poznali się w 1972 r. na festiwalu Fama w Świnoujściu i szybko przypadli sobie do gustu. Rok później Smoleń przeprowadził się do Poznania, stając się pełnoprawnym członkiem kabaretu. Razem stworzyli niezapomniany duet, a postać Pani Pelagii, w którą wcielał się pan Bohdan, przeszła do legendy jak równie słynna Genowefa Pigwa.

Panowie rozbawili do łez publiczność na festiwalu opolskim w 1980 r. Zaprezentowali program "S tyłu sklepu", gdzie w humorystyczny sposób przedstawili polski kryzys gospodarczy. Do tytułowego sklepu zgłaszał się klient, który "zapisał się na nać od pietruszki". Ich kabaret kapitalnie komentował absurdy codziennego życia w PRL. Triumfalne tournée po kraju uświetniali występami najpopularniejsi ówcześni piosenkarze ze Zbigniewem Wodeckim i Hanną Banaszak na czele. Miarą popularności Laskowika i Smolenia był ich udział w filmie "Filip z konopi".

Z czasem między przyjaciółmi coś zaczęło się psuć. "Przestaliśmy się rozumieć - powiedział po latach Smoleń. - Przyczyną był alkohol w nadmiernych ilościach. Namawiałem Zenka, żeby pić po sukcesie, a nie przed występami. Nie chciał korzystać z moich rad. I stało się tak, że musiał skorzystać z rad Anonimowych Alkoholików". Kabaret przestał istnieć w ostatnich miesiącach PRL, a Laskowik w ogóle porzucił życie estradowe.

Przez 10 lat pracował jako listonosz w Poznaniu, starając się odzyskać równowagę psychiczną. "Pierwszy facet, do którego zapukałem, żeby mu dać list - opowiadał w wywiadzie z Małgorzatą Froń - nie chciał mnie wpuścić, bo myślał, że jakiś film kręcę, i że za mną jest kamera. Musieliśmy ściągać naczelnika, który potwierdził, że jestem listonoszem. Wtedy mnie wpuścił. Pomyślałem, że jak wszyscy będą mieli takie obawy, to nic nie zarobię. Ale w okolicy szybko się rozeszło, że jestem prawdziwym listonoszem, więc nie było już problemu".

Laskowik dostał nawet propozycję, żeby objąć funkcję naczelnika poczty, lecz odmówił. Na estradę powrócił dopiero w 2003 r. Powiedział, że nie zmarnował czasu, będąc listonoszem, bo dzięki temu "poznał, co to ciężka praca", zerwał też z dawnymi nałogami. Stanął na czele Platformy Artystycznej O.B.O.R.A, prowadził "Kabareciarnię" i współpracował z "Filharmonią Dowcipu" Waldemara Malickiego.

Smoleń poszedł własną drogą. Nagrywał piosenki z Krzysztofem Krawczykiem, próbował sił w disco polo, pojawiał się na planie serialu "Kiepscy" jako listonosz Edzio. Życie go jednak nie oszczędzało. W 1988 r. samobójstwo popełnił jeden z jego synów, a rok później żona. W 2007 r. założył Fundację Stworzenia Pana Smolenia, zajmującą się m.in. hipoterapią dzieci, jednak po serii wylewów musiał zawiesić aktywność zawodową.

Porusza się na wózku inwalidzkim, ma problemy z mówieniem. Nie stracił jednak optymizmu i nie zapomniał o dawnym przyjacielu - zaproponował spotkanie po latach. Zenon Laskowik odwiedził chorego w poznańskim szpitalu. Panowie odbyli długą, męską rozmowę i uścisnęli sobie dłonie. Czy zobaczymy ich jeszcze razem na scenie? To zależy od stanu zdrowia Smolenia. Dobre chęci są...

Sławomir Koper

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje