Reklama

Reklama

Maia Sobczak: Jedzenie jest miłością

Kulinarna blogerka, choć niektórzy mówią o niej: "kulinarna hipsterka", Maia Sobczak w nowej książce zachęca, by wykorzystać żywność do ostatniego okruszka. "Jedzenie jest miłością, więc dlaczego ją marnować?" - mówi.

PAP Life: Co znajdziemy w twojej najnowszej książce "Qmam kasze. Do ostatniego okruszka"?

Reklama

Maia Sobczak: Przemyciłam do niej sporo przepisów, które robię właściwie "od zawsze". To są przepisy do wykorzystania tego, co już się ma, czyli są odświeżane chleby, dziś zjemy makaron, w którym znajdzie się gotowana marchewka z bulionu, ale może być w nim i pietruszka, i inne warzywa. Po prostu: robiłam bulion kompostowy, dorzuciłam kilka marchewek i potem te marchewki rozgniotłam i zrobiłam makaron marchewkowy. Podaję więc sposoby na wykorzystanie tego, co zazwyczaj albo się wyrzuca, albo nie ma się pomysłu, co z tym zrobić. Np. jest tu też fajny przepis na kiszone liście kalafiora. Bo my zwykle kupujemy kalafiora, liście obrywamy i one wędrują do kosza. Wydaje mi się, że to jest super pomysł, ukiszenie tych liści. One mają dosyć gruby trzpień, który pozostaje chrupiący; liście są przyjemne, delikatne po ukiszeniu, a trzpień jest chrupiący. Chrupiesz tę kiszonkę! Potem te liście możesz dać do zupy, podać osobno, z tych liści kalafiora zrobiłam też kimchi, taką polską wersję.

Jednym słowem, wpisujesz się w trendy niemarnowania żywności, którą wykorzystujemy do ostatniego okruszka?

- Tak, wykorzystujemy do ostatniego okruszka... Od siedmiu lat nosiłam się z wydaniem takiej książki, tylko wcześniej nie byliśmy gotowi na taką formę przekazu. Teraz od trzech przynajmniej lat, na świecie ten trend jest bardzo aktywny, uznałam, że jest to najlepszy moment, żeby z tym wystartować. W zeszłym roku cały rok pokazywałam i na Instagramie, i na blogu, przepisy oznaczone hasztagiem #mynowaste, żeby zobaczyć jak ludzie reagują, czy im się to podoba, czy już jesteśmy gotowi na taki odbiór. I tak, jesteśmy gotowi. Zresztą, powiem, że wszystko zależy od podania, od tego, jak komponujesz jedzenie, jak o nim myślisz. Bo tak naprawdę jedzenie jest miłością, więc dlaczego ją marnować?

Chcę ich zainspirować. Zawsze mówię o tym, że przepis jest tylko początkiem, drogowskazem. Zobacz, tak można... Ale resztki mamy różne, bo różne rzeczy kupujemy, różnych rzeczy używamy. Dobrze jest kierować się tym, co jest w lodówce. Ja często opisuję, co można wziąć innego, dziś zrobiłam tak, ale możesz zamiast tego wziąć coś innego...

Ale nie poprzestałaś wyłącznie na przepisach?

- Książkę podzieliłam inaczej. Podzieliłam ją na historie, na opowieści. I w te opowieści są wplecione przepisy. Można wziąć do pociągu i poczytać, bo jest co czytać. Nie tylko same przepisy. Wyszłam z założenia, że nasze życie to jest taki zbiór drobiazgów, które dzieją się w codzienności, zbiór tych okruszków. Chciałam tak to pokazać, że to jest fajna idea, którą od lat wszyscy stosujemy, bo tak gotowały nasze mamy, babcie. Dawniej, gdy było ciężko o jedzenie, to się naprawdę wszystko wykorzystywało. Głównie chodzi o to, żeby się tym zainspirować.

Dla mnie kuchnia #mynowaste czy "zero waste" jest tak kreatywna, że wychodzą połączenia, które by nie wyszły, gdyby nie jakieś resztki. Czasami z rzeczy, które na pierwszy rzut oka w ogóle do siebie nie pasują nagle tworzysz coś, co świetnie zagra.

Podam przykład. Zrobiłam ciasto, zawijaniec, który przełożyłam pesto - bo mi zostało - i dżemem rokitnikowym. Myślisz sobie, głupie to czy jak? Pesto z dżemem? Ale od tej pory potrafię sobie przesmarować krakersa pesto i potem dżemem rokitnikowym. Może nie wpadłabym na to, gdyby nie tamto ciasto i to połączenie smaków! A chciałam zrobić ciasto, żeby w środku coś miało, żeby nie było suche. Zachęcam do próbowania i eksperymentowania.

Rozmawiała: Dorota Kieras (PAP Life)

Książka Mai Sobczak "Qmam kasze. Do ostatniego okruszka" ukazuje się 18 kwietnia nakładem Wydawnictwa Marginesy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje