Reklama

Reklama

Mój mężczyzna to duży chłopiec

Gdy 10 lat temu wychodziłam za mąż za Jacka, zdawałam sobie sprawę z jego wad. Przede wszystkim z tego, że jest lekkoduchem, takim trochę roztrzepanym, beztroskim dużym chłopcem.

Ale kochał mnie, a ja jego i to było dla mnie najważniejsze. Poza tym, liczyłam, że po ślubie Jacek spoważnieje, zmieni swoje podejście do życia. Niestety, tak się nie stało. Właściwie wszystko było i nadal jest na mojej głowie, bo Jacek nie lubi mieć zbyt wielu obowiązków i spraw do załatwienia. Zresztą, nawet gdy już się czegoś podejmie, to i tak najczęściej o tym zapomina. Zamiast wrócić do domu, woli spotkać się z kolegami. I wszystko zawsze kwituje rozbrajającym uśmiechem chłopca, który coś spsocił. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja bardzo chcę mieć dziecko, a Jacek nie. Od początku małżeństwa obiecywał mi, że przyjdzie na to czas, że on musi dojrzeć do tej decyzji. Tylko że minęło 10 lat, a on wciąż nie dojrzał. A ja mam już 38 lat i nie mogę czekać. Dziecko było i jest moim największym marzeniem. Zresztą, małżeństwo bez dziecka to dla mnie nie małżeństwo. Powiedziałam więc Jackowi, że skoro w tak poważnej sprawie nie możemy się dogadać, to może lepiej się rozstańmy. A on, jak to on, skwitował to uśmiechem i rzucił coś w rodzaju: "Nie żartuj". Ale ja nie żartuję. Mimo że kocham Jacka i nie wyobrażam sobie rozwodu, to jeśli on nadal nie będzie zgadzał się na dziecko, rozwiodę się z nim. Może jeszcze spotkam mężczyznę, z którym stworzę pełną rodzinę. Czy powinnam więc się rozwieść?

Reklama

Ela, 38 lat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje