Reklama

Reklama

Szczęście było tak blisko

Banalny romans ze starszym, żonatym facetem? Nie, od początku wiedziałam, że połączyło nas coś wyjątkowego.

 

Reklama

Znowu nie mogłam skupić się na pracy. Dręczyły mnie ciągłe wyrzuty sumienia, męczyła nieokreślona tęsknota. Nie potrafiłam sobie poradzić z własnymi emocjami. Jeśli właśnie to chciała mi powiedzieć Grażyna, powtarzając, że powinnam spoważnieć i sobie odpuścić, miała wiele racji.

"Ale lepiej niech zachowa swoje dobre rady dla siebie!", pomyślałam wściekła. "Zawsze najłatwiej radzić innym".

Tymczasem to wszystko nie jest takie proste ani zabawne. Dzień w dzień ta sama męka. Bez końca.

Właściwie od początku wiedziałam, że należy postępować ostrożnie i racjonalnie. Sama to sobie powtarzałam. Niestety, zlekceważyłam zdrowy rozsądek i wpakowałam się w niezłe tarapaty...

Najpierw uwiodły mnie jego smutne, jakby zmęczone oczy. Potem zauważyłam, że jest naprawdę przystojny. Miał coś wyjątkowego w rysach twarzy. Wysokie czoło, wyraźnie zaznaczone kości policzkowe, silnie zarysowaną brodę. I ten miły uśmiech. Taki szczery, niewymuszony, pogodny. Kiedy się uśmiechał, w ciemnych oczach pojawiały się wesołe iskierki i miałam wrażenie, jakby ze świata znikał cały smutek. Wyglądał bardzo młodo. Byłam zaskoczona, kiedy przypadkiem dowiedziałam się, że jest o kilkanaście lat starszy ode mnie.

Ale jakie to miało wtedy znaczenie? W takich sprawach nie wiek się liczy.

Bardzo szybko dotarło do mnie, że połączy nas romans. Wspaniały i beztroski, uderzający do głowy jak wino! Ta myśl pojawiła się nagle i  nieźle mnie przeraziła.

"Boże, przecież to niemożliwe", przekonywałam samą siebie.

Nigdy nie zdarzały mi się podobne przeczucia. A poza tym... On miał żonę.

"Czyżbym całkiem oszalała?", zastanawiałam się wieczorami, gdy siedziałam sama w domu. "Co się ze mną dzieje?"

Jednak jego spojrzenie za każdym razem mówiło, że on wie o tym równie dobrze jak ja. Oboje wiedzieliśmy, że coś może się wydarzyć, ale żadne z nas nie zrobiło tego decydującego kroku. Nie przesądziliśmy jeszcze ostatecznie, czy do czegokolwiek między nami dojdzie.

Niemal namacalnie odczułam tę szczególną iskrę, która przeskoczyła między nami przy pierwszym spotkaniu. Nie mogłabym temu zaprzeczyć.

Wymieniliśmy tylko parę uśmiechów i zdawkowych uprzejmości, gdy spotkanie towarzyskie u Grażyny dobiegło końca. Rafał uścisnął mi rękę na pożegnanie, a ja poczułam w dłoni mały kartonik. Zmieszana wybiegłam szybko, potykając się o własne nogi. Ściskałam wizytówkę jak najdroższy skarb. Dopiero w domu przeczytałam: Rafał K., agencja reklamowa... adres i numer telefonu.

Nie mogłam przestać o nim myśleć. Jednak nie zamierzałam dzwonić. Przecież był żonaty...

Zasnęłam dobrze po północy, ale ocknęłam się wypoczęta już o piątej następnego ranka. Zauroczenie Rafałem wciąż działało. Niewidoczne i nieuchwytne, ale wyjątkowo odczuwalne. Chociaż nawet nie próbowaliśmy zbliżyć się do siebie ani wymieniać zbyt wielu spojrzeń, byłam pewna, że on czuje to samo...

Tak. Było między nami jakieś wzajemne przyciąganie. Silniejsze niż wszystko inne. Silniejsze niż zdrowy rozsądek i społeczne konwenanse.

"Cholera! A może uległam złudzeniu?", nagle opadły mnie wątpliwości.

Nigdy nie przytrafiło mi się coś podobnego. Jednak jakieś piorunujące wrażenie, które niby na sobie wywarliśmy, nie oznacza jeszcze, że powinnam poddać się drgnieniom serca. Zaufać instynktowi i lecieć na żonatego faceta jak ćma do światła. Muszę dobrze się zastanowić, zanim coś z tego wyniknie. Miałabym zostać tą trzecią? Kiedyś wydawałoby mi się to absolutnie niedopuszczalne, a teraz rozważałam taką możliwość!

Po tygodniu zadzwoniła Grażyna.

- Kaśka, dałam Rafałowi twój telefon - powiedziała z przekąsem. - Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, ale on nalegał. Mówił, że ma do ciebie sprawę.

- Ach tak - wybąkałam zdumiona. - OK, nic się nie stało.

"A więc nie zapomniał!", cieszyłam się w duchu.

Wkrótce zaproponował kolację w chińskiej restauracji. Oczywiście zgodziłam się bez wahania. To niby nic nie znaczyło, lecz, szczerze mówiąc, byłam absolutnie zachwycona.

Kiedy przyszłam, on już czekał. Trochę spanikowałam, ulegając zdenerwowaniu, bo początek wydał mi się wyjątkowo trudny. Nie jest łatwo siedzieć we dwoje przy stoliku i unikać kontaktu wzrokowego. Bałam się, czy w ogóle będziemy mieli o czym rozmawiać. Przecież praktycznie wcale się nie znaliśmy.

- Masz ochotę na wino? - zapytał, spoglądając mi w oczy.

- Tak. Bardzo chętnie.

Po chwili miałam już czym zająć ręce. Wcześniejsze skrępowanie powoli zaczęło mnie opuszczać. Później śmiałam się ze swoich obaw. Rafał był niezwykle miłym człowiekiem i znakomitym towarzyszem. Nasze pierwsze spotkanie wypadło bardzo przyjemnie. Podobało mi się jego poczucie humoru, łatwość w nawiązywaniu kontaktu i spora wiedza.

Dwie godziny minęły błyskawicznie i już trzeba było się rozstać.

Zastanawiałam się, co będzie dalej. Podniecała mnie atmosfera wyczekiwania. Świadomość, że myślimy o tym samym, ale nie szukamy odpowiednich słów.

Czas pokaże, co nam pisane...

Kiedy zapytał, czy może liczyć na kolejne spotkanie, nie odmówiłam. Nie byłam do tego zdolna. Rafał rzucił na mnie czar.

Po powrocie do domu zastanawiałam się nad dzielącą nas różnicą wieku. Do tej pory o tym nie myślałam, bo wydało mi się to nieistotne. Ale kto wie? Może w efekcie okaże się przeszkodą i przekreśli nieokreśloną przyszłość? O ile w ogóle mieliśmy przed sobą jakąś wspólną przyszłość...

Rafał wspomniał, że od dawna nic go z żoną nie łączy. Wspólnie doszli do porozumienia, że pozostaną małżeństwem dla dobra dzieci. Później przyszło mi do głowy, że to taka typowa i oklepana wymówka żonatych facetów, kiedy mają ochotę na skok w bok. Niby nic do żony nie czuje, ale gdy przychodzi co do czego, rozwodzić się nie zamierza i dalej trwa w rodzinnym stadle...

Jednak na razie bynajmniej nie spędzało mi to snu z powiek. Przynajmniej wiedziałam, na czym stoję...

Zresztą, ja już swoje przeżyłam. Powolny rozpad mojego małżeństwa... Wiem, co to gorycz zdrady i porażka. Cierpiałam bardzo. Ale teraz koniec z tym! Chyba zasługuję wreszcie na trochę szczęścia?

Wierzyłam mu, kiedy napomknął o swoim nieudanym związku. Bywa i tak...

Spotykaliśmy się jeszcze parę razy i dokładnie wiedzieliśmy, czym się to skończy. Obydwoje czekaliśmy na właściwy moment, który niebawem nadszedł.

- Będę u ciebie wieczorem, Kaśka - powiedział cicho. - Posiedzimy albo pójdziemy gdzieś na kolację...

- Dobrze - odparłam i poczułam przyjemne drżenie serca.

Ledwo przekroczył próg mojego mieszkania, nasze ciała mocno do siebie przylgnęły. Błyskawicznie zrzuciliśmy ubrania i zaczęliśmy się kochać. Najpierw wolno, jakby trochę leniwie, z namysłem. Ale potem coraz szybciej, aż do eksplozji niezwykłych doznań i namiętności. Było wspaniale, lepiej niż mogłabym to sobie wyobrazić!

Później leżeliśmy przytuleni w łóżku, opowiadając sobie o wszystkim i o niczym. Taka luźna, niezobowiązująca rozmowa kochanków.

"Chryste, jakie to szczęście, że go spotkałam!", cieszyłam się.

W tamtej chwili nic nie było ważne. Wreszcie poczułam się odprężona i zrelaksowana. Miałam wrażenie, że zaczynam żyć na nowo.

Wszystko krzyczało we mnie, że kocham Rafała. Trochę wystraszyłam się tej myśli. Bałam się, że mój wybranek w końcu się znudzi i odrzuci mnie jak niepotrzebny przedmiot. Sądziłam, że małżeństwo stanowi dla niego olbrzymie zobowiązanie. Jednak było już za późno na dywagacje. Nie mogłam się wycofać.

- W co ty się wpakowałaś, Kaśka?! - wołała już od drzwi Grażyna. - Nie sądzę, żeby to był najlepszy pomysł...

- Skąd wiesz? - zapytałam zbyt zdumiona, żeby zaprzeczyć.

- Rozmawiałam z Rafałem - odparła nerwowo. - Przyjaźnimy się od dawna. Od razu domyśliłam się, co jest grane...

Wzruszyłam ramionami. Żadna dobra odpowiedź nie przyszła mi do głowy.

- On nigdy nie zostawi żony - rzuciła zimno. - Na cholerę ci to potrzebne?

- Zakochałam się - westchnęłam.

- Jesteś stuknięta, Kaśka - pokręciła z dezaprobatą głową i wyszła.

Nie mogłam pozbyć się uczucia strachu. Wiedziałam, że Grażyna ma rację.

Deptałam po cienkim lodzie. Po raz pierwszy w życiu zignorowałam racjonalny głos rozsądku i posłuchałam serca. Nie wiedziałam, czym to się skończy, jednak nie zamierzałam rezygnować z tej miłości...

W obecności Rafała ogarniały mnie same miłe uczucia. Wszystkie obawy i wątpliwości znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Całował mnie delikatnie. Ledwo poczułam go przy sobie, pożądanie przejmowało nade mną władzę. Zarzucałam mu ręce na szyję i mocno się przytulałam. Jego pieszczoty mnie rozpalały. Nikt nie całował tak namiętnie, nie budził tak szalonych pragnień. Wciąż byłam oszołomiona, że zakochałam się w żonatym mężczyźnie, którego poznałam zaledwie parę tygodni wcześniej.

- Muszę ci coś powiedzieć - Rafał popatrzył na mnie czule. - Postanowiłem odejść od żony...

Zamrugałam, próbując się opanować. Nie mogłam powstrzymać łez wzruszenia.

- Dawno powinienem to zrobić - ciągnął. - Poślubiłem ją z wielkiej miłości, jednak nasze małżeństwo szybko okazało się nieudane. Mimo to zostałem przy niej, bo mieliśmy dzieci...

Położył mi rękę na karku i wsunął palce we włosy. Po chwili kontynuował przytłumionym głosem.

- Renata mnie zdradzała. Nie chciałem okazywać słabości, ale bez końca jej wybaczałem... Szkoda mi było dzieci. One są dla mnie najważniejsze. Nie potrafiłbym wyobrazić sobie ich rozpaczy, gdyby doszło do rozwodu... Przez lata graliśmy komedię. Uznaliśmy, że tak będzie najlepiej. Powoli przyzwyczaiłem się do sytuacji, a kolejni kochankowie Renaty nie robili na mnie wrażenia. Niby żyliśmy razem, ale praktycznie całkiem osobno. Nie było to przyjemne, lecz ja z czasem przestałem marzyć o szczęściu... - zawiesił głos.

Zauważyłam, że dopadły go wspomnienia i ogarnął żal.

- Zmarnowałem wiele lat - wyznał głucho. - Ale teraz chcę wreszcie coś zmienić, Kasiu. Mam dość takiego życia! Dzieciaki są prawie dorosłe, muszę dla odmiany pomyśleć o sobie...

Odetchnął z niewymowną ulgą, przytulając mnie mocniej.

- Teraz dopiero widzę, jaki to był koszmar. Wspaniale, że poznałem ciebie i przejrzałem na oczy. Uświadomiłem sobie, że jesteś najlepszym, co mogło mnie spotkać. Kocham cię - wyznał. - Chyba od pierwszego wejrzenia... Walczyłem z tym, ponieważ wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju. Ale uspokoiłem się i mam nadzieję, że będę mógł żyć normalnie. Jesteś jedyną kobietą, z którą pragnę spędzić resztę życia.

Pocałował mnie, ale inaczej niż przedtem. Te pocałunki były wyznaniem miłości i obietnicą.

Szczęście zalało mnie gorącą falą. Odruchowo spojrzałam na Rafała. Wziął mnie za rękę i poczułam, jak ogarnia mnie ciepło i radość. Wprawdzie przyszłość rysowała się jeszcze dosyć mgliście, ale od teraz mieliśmy podążać ku niej razem. Niczego więcej nie pragnęłam.

Potrzebowałam go, jego pieszczot, czułych spojrzeń, ciepłych słów. Nikogo innego. Tylko jego. Gdy byliśmy złączeni w silnym uścisku, czułam, że należymy do siebie.

Niestety nie dane nam było wspólne życie. Złośliwy los znowu przypomniał sobie o mnie.

Krótko po naszej rozmowie u Renaty zdiagnozowano nieuleczalną chorobę. Rozpoczął się kolejny koszmar.

Rafał nie zdążył nawet zapukać, a ja już stałam w drzwiach. Porwał mnie w ramiona, spragniony bliskości tak samo jak ja. Później planowaliśmy porozmawiać o problemach. Najpierw musieliśmy nacieszyć się sobą. Na długo, na zapas... Na całą przyszłość.

Potem Rafał chwycił mnie za rękę, ścisnął, aż zabolało. Po chwili wykrztusił z trudem, że nie może jej zostawić w takiej sytuacji.

Przestraszyłam się jego głosu i tego, co nas czeka. Tyle niewypowiedzianych słów. Niepodjętych decyzji. Niczego tak nie pragnęłam, jak zostać z nim. Marzyłam, żeby powiedział, że wszystko się ułoży, albo poprosił, żebym poczekała...

Nie powiedział tego. Nie ośmieliłam się go pocieszać w jakikolwiek sposób. Nie miałam na to siły.

- Muszę iść, Kasiu - odezwał się po dłuższym milczeniu. - Rozumiesz to, prawda?

Z trudem pokiwałam głową. Byłam jak sparaliżowana. Kiedy zostałam sama, ukryłam twarz w dłoniach i wybuchłam rozpaczliwym płaczem. Dawno tak nie płakałam. Serce mi krwawiło i zaciskało się aż do bólu. Jak mam dalej żyć?

Do dziś nie pojmuję, dlaczego mi się to przytrafiło. Mimo wszystko, za nic nie potrafię wyrzucić Rafała z pamięci. Za bardzo go kocham.

Żyję. Pracuję, spotykam się ze znajomymi. Jednak to tylko pozory normalności. Coś wewnątrz mnie umarło. Jestem inna, niż byłam kiedyś... Tak strasznie mi żal, bo wszystko mogło potoczyć się inaczej, szczęście było na wyciągnięcie ręki.

Jaka szkoda!

Renata dalej walczy z chorobą. Raz jest lepiej, raz gorzej...

Ale to już zupełnie inna historia...

 

Katarzyna R., 32 lata

Dowiedz się więcej na temat: romans

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje