Reklama

Reklama

Jak się wydobyć ze spirali długów?

Kłopoty ze spłatą bankowych zobowiązań mogą się przydarzyć niemal każdemu. To jednak nie koniec świata! Są sposoby na to, by sobie z takimi problemami skutecznie poradzić.

Niemal 1/3 Polaków jest zadłużona w bankach i innych instytucjach pożyczających pieniądze. Około dwóch milionów z n as ma problem ze spłatą zaciągniętych zobowiązań. Część z tych osób wpadła w tzw. spiralę zadłużenia. Łączne raty miesięczne, jakie powinni spłacać, są równe ich dochodom albo nawet je przewyższają.

Reklama

Żeby regulować należności, biorą nowe pożyczki, a ich zadłużenie jest coraz większe. W końcu stają pod ścianą i przestają spłacać swoje długi. Co robić, by do takiej sytuacji nie dopuścić i jak sobie radzić, gdy znajdziemy się w pętli zadłużenia?

Negocjuj

W przypadku kłopotu ze spłatą kredytu najważniejsze jest zająć się nim najszybciej i nie czekać na monity z banku czy firm windykacyjnych, bo to kosztuje. Pierwszym krokiem powinno być udanie się do banku (albo banków), w którym mamy kredyt (albo kredyty). Poprośmy o rozmowę z konsultantem i zapytajmy go, jakie są możliwości.

Zależą one od banku i rodzaju problemów, w jakie popadł dłużnik. Jeśli np. masz kredyt hipoteczny, a w połączeniu z innymi zobowiązaniami, jego raty stały się dla ciebie za wysokie, rozwiązaniem może być wynegocjowanie z bankiem wydłużenia okresu spłaty tego kredytu. Im dłuższy jest ten czas, tym niższa rata. Możesz też poprosić bank o tzw. wakacje kredytowe. Niektóre banki oferują klientom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, okresowe zawieszenie spłaty kapitałowej części raty (nawet na sześć miesięcy). W innych wakacje kredytowe polegają na zawieszeniu całej raty (czyli kapitałowej i odsetkowej) na 1-2 miesiące.

Pamiętajmy jednak, że zawieszenie spłat nie oznacza, że pieniądze, które powinniśmy zapłacić, zostaną nam podarowane. Bank może potem przedłużyć okres spłaty kredytu o kilka miesięcy. Innym rozwiązaniem jest dopisanie niezapłaconej sumy do salda kredytu. W tym przypadku, gdy wakacje kredytowe się skończą, musimy płacić odpowiednio wyższą ratę. 

Skonsoliduj

Jeśli twoim największym problemem jest spłata wielu kredytów konsumpcyjnych, sprawę może rozwiązać kredyt konsolidacyjny. Jest to pożyczka na pokrycie zobowiązań bankowych. Jej łączna rata może być dużo niższa niż suma, jaką musisz wykładać, spłacając każdy z kredytów oddzielnie.

Istnieją dwa rodzaje kredytów konsolidacyjnych: hipoteczny i niewymagający zabezpieczenia hipoteką. Ten pierwszy ma niższe oprocentowanie. Możesz go dostać, pod warunkiem że posiadasz nieruchomość, której hipoteka nie jest obciążona albo jest obciążona, ale jedynie kredytem, którego wysokość jest niższa od wartości nieruchomości. Kwota całego kredytu nie może bowiem być wyższa niż 70-80 proc. wartości nieruchomości. Hipotecznym kredytem konsolidacyjnym spłacisz nie tylko kredyty ratalne, karty kredytowe i debety na koncie, ale także kredyt mieszkaniowy. W efekcie zamiast wielu kredytów spłacasz tylko jeden.

Żeby go uzyskać, musisz jednak spełnić pewne warunki. Po pierwsze: rata kredytu nie może przekraczać twojej zdolności kredytowej (decyduje o tym bank). Po drugie, żeby dostać taki kredyt, nie możesz zalegać ze spłatami innych. Zła historia w BIK- -u (Biurze Informacji Kredytowej) najczęściej przekreśla szanse na pożyczkę. 

Zbankrutuj

Od dawna zalegasz ze spłatami rat i nie masz szans na to, by je spłacić? W wielu europejskich krajach osoba będąca w takiej sytuacji może zbankrutować, czyli ogłosić tzw. upadłość konsumencką. Sąd decyduje o tym, jaką część długów będzie mogła i musiała spłacić w ciągu ustawowego czasu, a reszta zobowiązań zostaje umorzona.

Dłużnik może rozpocząć życie od nowa. Bez długów. W Polsce, choć od 2009 roku istnieje ustawa o upadłości konsumenckiej, do tej pory skorzystanie z takiej możliwości nie było zbyt proste. W ciągu pięciu lat udało się to zaledwie kilkudziesięciu osobom. Jest jednak nadzieja. W czerwcu tego roku sejm przegłosował nowelizację ustawy o upadłości konsumenckiej. Najistotniejszą zmianą jest to, że bankructwo nie będzie już musiało być efektem tzw. wyjątkowych okoliczności (tak było do tej pory). Sąd będzie teraz badał jedynie, czy zadłużenie nie powstało "umyślnie" lub z winy "rażącego niedbalstwa".

Koszt złożenia w sądzie wniosku o upadłość wyniesie jedynie 30 zł. Jeśli zaś wnioskodawca nie będzie miał pieniędzy na pokrycie kosztów postępowania sadowego, tymczasowo pokryje je Skarb Państwa. Dłużnik będzie mógł zawrzeć z wierzycielami układ, na mocy którego zachowa mieszkanie. Do tej pory musiało być ono sprzedane na poczet długów. Maksymalny okres oddawania długów skrócono z pięciu do trzech lat. Nowe przepisy wejdą w życie do końca tego roku.

Anna Szybowska



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje