Reklama

Reklama

Jak odnaleźć się na nowo w długoletnim związku?

Przez lata nie mieliście z partnerem dla siebie czasu. Bo dzieci, praca, domowe obowiązki... A teraz, kiedy możecie wreszcie zwolnić, czujesz, że wasza relacja nie jest już taka, jak dawniej. Co zrobić, żeby ją naprawić?

Olivia: Czy związki, tak samo jak ludzie, przechodzą kryzys wieku średniego? 

Reklama

Małgorzata Liszyk-Kozłowska, psychoterapeutka: Po kilkunastu czy dwudziestu latach małżeństwo wchodzi  w całkiem nowy etap. Dzieci wyprowadzają się z domu lub nie potrzebują nas w takim stopniu jak dawniej. Albo spłaciliśmy kredyt, mamy więc mniej stresów i więcej pieniędzy. Pojawia się nowa przestrzeń, a z nią głód nowych wyzwań i przeżyć, potrzeba znalezienia kolejnego celu. Oczekujemy, że partner będzie nam w tych poszukiwaniach towarzyszył. Tylko że jemu brakuje energii, zrobił się leniwy. Lub ma jakieś swoje nudne zajęcia na boku. A na dodatek utył i przestał nas pociągać.  Te zmiany widzimy nagle  z całą ostrością. 

O.: Co się z nami stało? 

M.L.-K.: Przez cały okres małżeństwa odgrywałyśmy dużo różnych ról. Byłyśmy żonami, ale też matkami, córkami, pracownicami, gospodyniami. Wspólnie z partnerem wychowywaliśmy dzieci, prowadziliśmy dom. Choć łączyło nas mnóstwo spraw, to może w tej gonitwie coś zaniedbaliśmy? 

O.: Ma pani na myśli bliskość? 

M.L.-K.: Kiedy powiedziałyśmy mężowi, że ma ładne oczy, zamiast powtarzać, żeby nie pił tyle piwa, bo mu brzuch rośnie? A kiedy ostatnio poszliśmy  z nim na randkę? 

O.: Małżeństwo z dwudziestoletnim stażem  na randce? 

M.L.-K.: To przecież nic innego jak pełne radości spędzanie czasu we dwoje. Wychodzimy z domu, żeby oderwać się od codzienności, żeby nikt nam nie przeszkadzał. Nie rozmawiamy wtedy o kłopotach ani o dzieciach, skupiamy się na drugiej osobie. Jeżeli przestaliśmy pracować nad tym, żeby być dla siebie atrakcyjnymi i rozmawiać nie tylko o sprawach organizacyjnych, nic dziwnego, że mamy problem. 

O.: Gdy ni stąd, ni zowąd zaproszę męża na randkę, będzie zaskoczony. A może nawet powie, żebym się nie wygłupiała. 

M.L.-K.: Wczujmy się w jego sytuację. Siedzi wygodnie na kanapie, ogląda mecz, a tu nagle żona wyskakuje z dość dziwaczną propozycją. Ma  prawo być zdezorientowany. Pamiętajmy, że na pomysł randki my też nie wpadłyśmy  z dnia na dzień. To wynik długich przemyśleń, tęsknoty za tym, co było, różnych decyzji. Ale on nie jest świadomy tego, co od jakiegoś czasu działo się  w naszej głowie. Dlatego pierwszą reakcją jest zdziwienie. Musimy dać mu czas, przygotować grunt. Dobrze byłoby na przykład zacząć mówić głośno o tym, co czujemy, dzielić się swoimi myślami. Lecz nie w formie pretensji, że zrobił się z niego okropny nudziarz. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje