Reklama

Reklama

Jako żona i nie żona

Pobrali się kilkanaście lat temu z wielkiej miłości. Magda była bardzo młoda (miała zaledwie 19 lat) i starszy o kilka lat od niej Jurek był jej pierwszą i jedyną miłością.

Ślub brali z "wielką pompą", w kościele, ona w białym welonie. Do dzisiaj słyszy wypowiadane wtedy słowa: "... i że cię nie opuszczę, dopóki śmierć nas nie rozłączy". To zawsze on rządził w domu i decydował o ważnych sprawach w ich życiu. Z początku nawet nie przychodziło jej do głowy, że mogłaby protestować.

Nie mieli mieszkania, ani bliskich perspektyw na nie. Teściowa odstąpiła im jeden pokój w swoim domu. On - młody nauczyciel - przynosił do domu niewielką pensję. - To pewnie dlatego - mówi Magda - Jurek postanowił, że na razie "nie stać" nas na dzieci. Chciałam mieć dziecko, ale zgodziłam się, że trzeba to odłożyć na później. Zawsze się z nim zgadzałam.

Reklama

Kilka pierwszych lat Magda wspomina bardzo dobrze. Kochali się, mieli dużo czasu dla siebie, bo nie było jeszcze dzieci. "Dorabiali się" jak mogli, ale w ówczesnych warunkach szło to dość opornie. Jurek zaczął mieć obsesję na punkcie pieniędzy. W dni wolne od pracy jeździł "na handel" do Ruskich, potem do Austrii - tu sprzedał, tak kupił, potem zahandlował na Kapłanówce. Ale te pieniądze, które zarobił, to nadal były "grosze" w stosunku do jego aspiracji.

Magdzie nie zależało tak na forsie, czego z kolei on nie mógł zrozumieć. Wystarczyło jej, że ją kochał. Równocześnie dojrzewała jako kobieta i już na dobre zapragnęła macierzyństwa. Uparła się, że chce mieć dziecko. To był ten pierwszy raz, kiedy naprawdę sprzeciwiła się Jurkowi. Niechętnie, ale wreszcie zgodził się. Zaszła w ciążę.

To był chłopiec żywotny i zdrowy. Jurek szalał ze szczęścia. Przez dwa dni pił z kolegami i dumny, jak paw, głosił wszem i wobec: "Jestem prawdziwym mężczyzną, mam syna". Kiedy Magda z małym wrócili ze szpitala, wyznał jej, że gdyby urodziła się dziewczynka, to nie byłby szczególnie zachwycony. Chyba wtedy uświadomiła sobie, że dla niego "prawdziwa męskość" to głównie robienie pieniędzy i płodzenie tylko synów - trochę ją to wszystko przeraziło.

Ale szybko otrząsnęła się z, niejasnych jeszcze, niedobrych przeczuć i zajęła się wychowaniem dziecka. Jurek natomiast nie potrafił w pełni cieszyć się synem i domowym szczęściem, gdyż coraz bardziej zfrustrowany był tym, że pomimo wysiłków nie udaje mu się zarobić dużej forsy. Zaczął mówić o wyjeździe za zachodnią granicę, tam widział swoje Eldorado.

Kiedy mały Pawełek miał trzy lata, lekarz powiedział Magdzie, że jeżeli chce mieć drugie dziecko, to powinna postarać się o nie jak najszybciej. Jakieś komplikacje poporodowe ujawniły się dopiero teraz. Jeszcze trochę, a nigdy już nie będzie mogła mieć dzieci.

- Zawsze uważałam, że jedno dziecko to za mało - mówi Magda. Powiedziałam o wszystkim Jurkowi. On jednak stanowczo zaprotestował. Stwierdził, że ani myśli zakopywać się teraz w pieluchy, ponieważ ma inne plany. Postanowiłam jednak mieć drugie dziecko, nawet wbrew niemu.

Powiedziała mu o ciąży, gdy była już w trzecim miesiącu. Jurek dostał szału. Zwyzywał ją od idiotek i kazał iść na skrobankę. Wyśmiała go: "Przecież to nasze dziecko. Nie mówisz chyba tego poważnie". Myślała, że za kilka dni, czy tygodni, złość mu przejdzie. Nie przeszła.

Zaczęły się szykany, psychiczne oczywiście. Był zbyt inteligentny, żeby stosować przemoc fizyczną. Zresztą to nie było w jego stylu. Odtrącił ją uczuciowo, upokarzał, mówił, że w ciąży jest gruba i brzydka, że budzi w nim wstręt fizyczny i nie będzie jej ani przytulał, ani całował, nie mówiąc o spaniu w jednym łóżku. Na całe dnie znikał z domu, nie interesował się nią ani synem, w niczym nie pomagał. W ten sposób karał ją za to, że ośmieliła się postawić na swoim.

Narodziny córeczki przyjął obojętnie i bez fanfar radości... Może gdyby był drugi syn, wybaczyłby Magdzie. Kiedy Małgosia miała zaledwie cztery miesiące oznajmił Magdzie, że wyjeżdża do Ameryki zarabiać dolary. Właściwie nie protestowała. Pomyślała sobie, że gdy wróci z tą upragnioną forsą, to może wszystko zmieni się na lepsze.

Podczas przygotowań do wyjazdu Jurek odprężył się, był w znakomitym humorze, zaczął być znów dla niej czuły, mówił że kocha ją i dzieci, że za dwa lata wróci, żeby czekała. Uwierzyła mu. Została sama - z dwójką malutkich dzieci i... z nadzieją. Czas zacierał przykre wspomnienia, a wyostrzał te dobre, szczęśliwe. Coraz bardziej tęskniła za nim.

Dwa lata zmieniły się w cztery. Ale Jurek pisał, że kocha, telefonował i przysyłał pieniądze. Kiedy wrócił, przeżywali drugi miodowy miesiąc. Niestety tylko miesiąc, bo po tym czasie (nieważne skąd) Magda dowiedziała się, że Jurek przez prawie cztery lata mieszkał w Ameryce z inną kobietą, z którą ma dwuletnie dziecko.

To było tak, jakby nagle cały świat zwalił się jej na głowę. Czuła się upokorzona, oszukana, zbrukana. Zranił ją boleśnie w jej najszlachetniejszych uczuciach. A on nawet nie rozumiał jej bólu! Uważał, że histeryzuje. Przecież wrócił, a mógł tam zostać, więc o co właściwie jej chodzi? Tamta kobieta? Ona się nie liczy, przecież musiał w jakiś sposób zaspokajać swoje potrzeby seksualne. Chyba Magda to zrozumie! Nie rozumiała.

Nie rozumiała także, jak mógł mówić o kobiecie, z którą żył cztery lata i miał z nią dziecko - jak o przedmiocie. Dotarło do niej, że tak naprawdę Jurek to przerażający człowiek, który oszukał ją i tą drugą. I wtedy znienawidziła go.

Wniosła sprawę o rozwód i postanowiła zranić go tak boleśnie, jak on ją. Jak mogła to zrobić? Zabrać mu to, co kochał najbardziej - forsę. Zanim się zorientował przejęła samochód i prawie wszystkie pieniądze, które przywiózł lub przysłał wcześniej. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie zabierze mu wszystkiego, bo na pewno zostawił za granicą jakieś konto (był zbyt sprytny). Ale to, co zdołała zrobić, dało jej mściwą satysfakcję. Rzeczywiście dotknęła go! Nie mógł przeboleć, że stracił tyle dóbr. Z początku prosił nawet, żeby wycofała sprawę o rozwód, że kocha ją i dzieci. Nie chciał pogodzić się z tym, że wszystko nie układa się po jego myśli. Ale Magda już mu nie wierzyła. Kupiła mieszkanie i wyprowadziła się z dziećmi. Wreszcie usamodzielniła się, teraz dopiero poczuła się naprawdę dorosła.

Jurek pocieszył się po stracie rodziny nadspodziewanie szybko. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku rozwodowego zamieszkał z jakąś rozwódką. Magda wie, że i tę kobietę pewnego pięknego dnia porzuci lub oszuka, albo pojedzie w świat i słuch wszelki po nim zaginie.

Od rozwodu minęły cztery lata. Emocje opadły. Kiedy Jurek przychodzi odwiedzać dzieci ( bo nie zabrania mu z nimi kontaktów), Magda czasem zastanawia się, czy dobrze zrobiła, że zdecydowała się na rozwód. Nie potrafi związać się z innym mężczyzną, bo podświadomie nadal uważa go za swojego męża, a w uszach dźwięczą jej słowa przysięgi małżeńskiej: "... i że cię nie opuszczę, dopóki śmierć nas nie rozłączy".

Magda jest wierząca i jest to dla niej problem. Ostatnio zwierzyła się księdzu ze swoich rozterek i zapytała go: "To jak to właściwie jest? Jestem czy nie jestem jego żoną?" Kapłan odpowiedział jej: "Rozumiem twoją sytuację i twoją decyzję córko. I nie potępiam cię, bo wiem, że w życiu nie zawsze układa się tak, jak powinno. Przed ludźmi nie jesteście już małżeństwem, ale przed Bogiem zawsze będziecie żoną i mężem". I to jest dla Magdy najtrudniejsze.

(lid)

MWMedia
Dowiedz się więcej na temat: żona | rozwód | dziecko | magda | jurek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje