Reklama

Reklama

Kobiety, które kochają za bardzo

Od 8 lat jestem mężatką, ale moje małżeństwo nie jest udane. Również moje wcześniejsze związki z mężczyznami nie przynosiły mi szczęścia. Mój mąż jest dla mnie nieprzyjemny, ciągle żąda ode mnie poświęceń i uważa, że powinnam żyć tylko dla niego, spełniać jego zachcianki, a ja i moje życie nie liczy się.

Ponadto nadużywa alkoholu, a gdy jest pijany, w domu robi się piekło - poniża mnie, wyzywa, niekiedy nawet uderzy. Mam same obowiązki, żadnych praw. Nie chcę tak żyć, ale nie potrafię zmienić ani jego, ani naszego życia. Boję się odejść i zostać sama, chociaż z nim mi też jest źle. Czy jest w ogóle jakieś wyjście z sytuacji? Teresa

Robin Noorwood, amerykańska psychoterapeutka i autorka książki "Kobiety, które kochają za bardzo" stara się pomóc kobietom, wykazującym skłonności do angażowania się w nieszczęśliwe związki z mężczyznami.

Reklama

Często są to mężczyźni niedojrzali, tacy, którzy nie potrafią obdarzyć prawdziwą miłością, dochować wierności, wymagający ciągłej pomocy np. z powodu alkoholizmu. W uczuciach tych kobiet dominuje lęk. Boją się one samotności, zlekceważenia, opuszczenia. Kochają w nadziei, że mężczyzna uśmierzy ich niepokój.

Niestety, lęki pogłębiają się, w końcu darzenie miłością przeistacza się w główną siłę napędową życia. Kobiety te nie potrafią zmienić swojego sposobu postępowania, nawet jeśli nie przynosi on oczekiwanych rezultatów. Cierpią, lecz nie potrafią same rozwiązać swoich kłopotów. Bez ukochanego mężczyzny czują się puste i bezwartościowe, lecz z nim przeżywają katusze. Trwają w nieszczęśliwych związkach całymi latami, ciągle wierząc, że obiekt ich miłości zmieni się. Kochają coraz bardziej, aż ich miłość staje się nałogiem. To jest właśnie problemem Teresy.

Czy można się wyzwolić od takiego toksycznego uczucia i czy jedyną metodą jest zerwanie niszczącego związku? Robin Noorwood twierdzi, że trzeba nauczyć się dokonywać wyborów niepodobnych do dawnych, ale zapewniających nam lepsze samopoczucie i życie.

Aby taka przemiana mogła się dokonać, trzeba w swoim postępowaniu konsekwentnie przestrzegać pewnych zasad.

A oto kilka z nich, które proponuje psychoterapeutka:

• Szukaj pomocy - bardzo ważne jest zrobienie pierwszego kroku. Może to być anonimowa rozmowa przez telefon z odpowiednim specjalistą, skontaktowanie się z poradnią zajmującą się takimi problemami jak twój itp. Szukanie pomocy niekoniecznie oznacza, że trzeba zerwać aktualne związki uczuciowe.

• Niech twoje "wyleczenie" będzie sprawą najważniejszą - należy się całkowicie poświęcić samej sobie. Prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu uznasz się za ważną, wartą skupienia na sobie całej uwagi i wysiłku. Picie, zażywanie lekarstw, objadanie się czy ciągłe kupowanie nowych rzeczy - w niczym ci nie pomogą.

• Pracuj nad własnym rozwojem duchowym za pomocą codziennych ćwiczeń - bez względu na to, czy wierzysz w Boga, czy nie, praca nad własnym rozwojem duchowym może dać świetne rezultaty. Spróbuj wyjść poza siebie i spojrzeć na świat z pewnej perspektywy. Zastanów się, co mogłoby ci przynieść ulgę i rób to codziennie przynajmniej przez pół godziny. Jeżeli będziesz pracować nad swoim rozwojem duchowym, zostaniesz zwolniona z przygniatającej odpowiedzialności, żeby wszystko trzymać w garści, kierować i opiekować się swoim partnerem. Ani on, ani nikt inny nie musi się zmienić po to, abyś to ty dobrze się czuła.

(LID)

MWMedia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje