Reklama

Reklama

On uciekł sprzed ołtarza

Jak w tej piosence - "żoną miałam być, miał być ślub i wesele też". Wszystko gotowe i zapięte na ostatni guzik. Z jednym drobnym wyjątkiem - brakło pana młodego. Gdyby to była komedia, pewnie pękałabym ze śmiechu. Niestety, to moje życie.

Mój list będzie trochę chaotyczny, ale do tej pory nie mogę uwierzyć w to co się stało. Nie wiem czy ktoś może mi pomóc, chyba sama muszę sobie dać z tym radę, ale postanowiłam opisać moją historię. Jeżeli nie mnie, to może komuś innemu otworzy oczy.

Reklama

Z Krzyśkiem poznaliśmy się obozie na Mazurach. Wakacyjne zauroczenie przetrwało jednak koniec lata i przerodziło się w miłość. To było ponad trzy lata temu. Nie pamiętam nawet dokładnie, kiedy podjęliśmy decyzję o ślubie. Nie było klasycznych oświadczyn, tak po prostu któregoś dnia zaczęliśmy snuć wspólne plany.

Ja nie widziałam poza nim świata, byłam zakochana po czubek uszu. Właściwie nie mieliśmy większych problemów. Poza jednym. Pochodzę z dość zamożnej rodziny, czego nie można powiedzieć o Krzyśku. Czasami w kłótni, potrafił mi wypomnieć, że jestem "rozpieszczoną córeczką tatusia" albo, że "nie mam pojęcia o prawdziwym życiu". Myślałam jednak, że to nic poważnego, w końcu spięcia zdarzają się w każdym związku. Dla mnie kłótnia o pieniądze była nie do końca zrozumiała, nie wiedziałam, że z powodu ich braku można mieć kompleksy. U nas wszystko było wspólne, konto, wydatki, wakacje. Pomimo tego, że zarabiałam więcej, on wcale tego nie odczuwał, bo dzieliliśmy się wszystkim pół na pół.

Jestem jedynaczką, na wiadomość o ślubie rodzice bardzo się ucieszyli i obiecali we wszystkim pomóc. Mama popłakała się ze wzruszenia.

Dowiedz się więcej na temat: uciekł

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje