Reklama

Reklama

Populacja Piotrusiów Panów

Liczba niedojrzałych mężczyzn przyjmuje charakter epidemii - uważa seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz.

Panie profesorze, jaki jest współczesny polski mężczyzna?
Zbigniew Lew-Starowicz: - Przed chwilą wróciłem z zakupów w jednym z warszawskich centrów handlowych. I jak zawsze, dziś też zobaczyłem taki obrazek: po sklepach człapie mnóstwo mężczyzn po trzydziestce, w krótkich spodenkach w kropeczki albo kółeczka. Albo idą w spodniach, które im spadają z siedzenia, albo w samych skórach czy w stroju komandosa. Mężczyźni to czy chłopcy? Liczba niedojrzałych mężczyzn przyjmuje charakter epidemii.

Może wnętrze mają dojrzałe?
- Bardzo wątpię. Uważam, że proces rozwoju psychoseksualnego przebiega w ten sposób, że teraz mężczyzna osiąga dojrzałość około czterdziestki. A dokładnie między trzydziestym piątym a czterdziestym rokiem życia. Populacyjnie: Piotrusiów Panów mamy zatrzęsienie. Mają powodzenie, bo rozpiera ich energia; umieją ubarwiać życie, cieszą się z drobiazgów, mają w sobie wiele pozytywnej radości, budzą w kobietach uczucia opiekuńcze. Są przeważnie duszami towarzystwa, pełni pomysłów. Kobiety, które się z nimi wiążą, na pewno nie narzekają na nudę. Do momentu, kiedy okaże się, że Piotruś Pan ma kolejny romans, a romansowanie jest nierozdzielną cechą jego osobowości.

Reklama

Czy w takim razie kobiety nie powinny się wiązać z mężczyznami młodszymi od czterdziestolatków?
- Tego nie twierdzę. Tylko kobieta powinna wiedzieć, jak długo mężczyzna, z którym się wiąże, będzie jeszcze dojrzewał. Ale od razu przestrzegam - niech nie próbuje być nauczycielką. To częsta pokusa kobiet: "Ja cię wychowam". Nie, nie i jeszcze raz nie. Pomagaj mu w dojrzewaniu, ale nie przyjmuj roli wychowawczyni, bo to źle się odbije na związku.

- Poczekaj, daj mu się wyszaleć w roli chłopca. Niech sobie kupi quada i pędzi nim po polach, nie ośmieszaj go przy innych za infantylne zachowania, nie krytykuj za wszystko. Człowiek od najbliższej osoby musi dostawać pozytywne wzmocnienia co najmniej kilka razy dziennie! Badania mówią, że jeśli związek ma być udany, to na jedną uwagę krytyczną musi być pięć pochwał.

Kiedyś z dojrzewaniem mężczyzn było inaczej?
- Oczywiście. Następowało ono wcześniej. Kilka jest tego powodów. Chociażby emancypacja kobiet, której konsekwencją jest zanikanie tradycyjnych ról płciowych. Kobiety za wszelką cenę starają się udowodnić, że są lepsze od mężczyzn. W pracy, w kierowaniu samochodem, na siłowni. I po co? Mężczyźni zaczynają się bać kobiet. Ich wyzwolenia w sprawach seksu, tego, że domagają się partnerstwa, że dobrze sobie radzą. Stąd wulgaryzmy językowe.

- Dlaczego mężczyźni tak często świntuszą, używają przekleństw, o płci pięknej mówią dosadnie? To wszystko z lęku. Z lęku przed kobietami, przed odrzuceniem. Czułą stronę mężczyźni coraz częściej okazują paniom tylko wtedy, gdy są pod wpływem alkoholu. Kobieta jest traktowana na rynku pracy jako groźny konkurent, dlatego spotyka się z męską niechęcią. Mężczyźni uważają, że one się wszędzie pchają i zajmują ich miejsce. Słyszałem w radiu piosenkę ze słowami: "[...] Dziewczyny teraz są bardziej samcze". Wyraźna jest tu właśnie ta obawa. Kobiety są coraz bardziej męskie i my mężczyźni nie możemy liczyć już na to, że one będą czułe, kochające. One są coraz bardziej do nas podobne, zmaskulinizowały się.

- Przez wieki podział ról był oczywisty - kobieta zajmuje się gniazdem, mężczyzna zapewnia jej bezpieczeństwo, przede wszystkim finansowe. Teraz on nie zamartwia się o zabezpieczenie finansowe rodziny. Skoro partnerka pracuje, awansuje, jest ambitna, zaradna, to odpowiedzialność za bezpieczeństwo rodziny może przerzucić na nią. I tak często robi. Owszem, mężczyzna wie, że musi chodzić do pracy, bo bez pracy pozbawiony byłby statusu, ale po pracy oczekuje już tylko rozrywki. Jak chłopak w wieku szkolnym - po lekcjach przychodzi czas na nieustanną zabawę.

Do tego dochodzą te pobłażliwe mamy, które nadskakują maminsynkom...

- Niedojrzali faceci wychowali się w domach, w których matka była pobłażliwa, nadopiekuńcza, tolerancyjna i dumna z syna. Na wiele im pozwalano. Jeżeli chłopak dobrze się uczył czy był dobrym studentem, przymykano oko na jego wybryki w myśl zasady, że powinien się wyszumieć. Tyle tylko, że temu wyszumieniu nie ma końca. Szumi niekiedy do końca życia.

- Niedojrzały mężczyzna nie toleruje rygorów, wymagań, nudy, stabilizacji. Ciągle go gdzieś nosi, od przygody do przygody, ciągle szuka wyzwań. Kiedy się ożeni, traktuje swoją partnerkę jako mamę bis, od której oczekuje przede wszystkim pobłażliwości i wyrozumiałości. Wszelkie obowiązki go przerażają, więc najchętniej przerzuca je na kobietę, która zwykle podejmuje decyzje i zajmuje się codziennymi sprawami.

Ojcowie są z reguły nieobecni.
- Powiem więcej: mężczyźni są nieobecni - ogromnie brakuje wzorców męskich. Ojciec jest nieobecny w domu, politycy nie budzą zaufania, hierarchowie kościelni też nie za bardzo, generałowie zniewieścieli. Szkoła też jest sfeminizowana. Nie ma wzorów w filmach i serialach. Polski katolicyzm sprawia, że mamy więcej kobiecego pierwiastka kulturowego. Nasz kraj ma zdecydowanie żeński charakter. Kobiety mają dużo silnych wzorców kobiecych, łącznie z kultem maryjnym. Natomiast mężczyźni w religii nie mają wzorców męskich. Liturgia w Kościele ma charakter żeński, kult maryjny ma charakter żeński, księża to są mężczyźni w sukienkach. W krajach zachodnich księża chodzą w garniturach i koloratkach. Inaczej mówiąc: od strony kulturowości nie dochodzą wzorce męskie.

A jakie pan miał wzorce?
- Bardzo silne. Miałem ojca, który był bardzo wyrazisty, miałem wujków, stryjków. Później miałem szczęście do nauczycieli płci męskiej. W domu panował kult munduru, wojskowych przodków. Gdy miałem siedemnaście lat, już byłem w wojsku. Teraz wojsko przestało być atrakcyjne. Chłopak "zastępczą służbę" odbył już w Internecie, trenując na licznych grach wojennych.

Wielką winę w kształtowaniu niedojrzałych mężczyzn ponoszą nadopiekuńcze matki, które niczego nie wymagają, a na dodatek nie wyciągają wobec chłopców żadnych konsekwencji za niewypełnione obowiązki, nawet te ograniczone do minimum. I w dodatku wysyłają sprzeczne komunikaty. Mówią mu: "Bądź męski, mężczyzna nie płacze, mężczyznę nie boli". A za chwilę: "Masz być dobry i czuły dla kobiet". To nie zawsze jest do pogodzenia. Nadopiekuńcze matki odsuwają synów od ojca. To utrudnia rozwój męskości.

I tak rozwija się mężczyzna zniewieściały i dziecinny. A to z kolei oznacza, że będzie coraz mniej atrakcyjny dla kobiet. Ona może obniżyć poprzeczkę, związać się z nim, ale prędzej czy później zacznie żyć swoim życiem. On będzie i tak na uboczu. Dla niejednego to, że ma dom i michę, to już szczyt zadowolenia. Z rąk mamuśki przeszedł do mamuśki bis. Różnica jest tylko taka, że dochodzi seks. I dla niego to pełnia szczęścia. Nie będzie sobie zawracał głowy, czy jest atrakcyjnym modelem męskim.

Gdzie podziała się ta tradycyjna męskość?
- Kurczy się, bo nie ma warunków do rozwoju. Tradycyjna męskość może być wtedy, gdy druga osoba ją akceptuje. Znam takie związki, w których kobieta w pełni akceptuje tradycyjny podział ról. I to funkcjonuje. Ale zaczyna stanowić niszę. Powszechny staje się model partnerski, zresztą nierzadko narzucony mężczyźnie poprzez modę.

Jest pan przeciwny partnerstwu w związkach?
- Nie, ale trzeba sobie uświadomić, że nie każda kobieta i nie każdy mężczyzna nadaje się do takiego typu związku. I nie trzeba ich do niego zmuszać tylko dlatego, że modnie jest powiedzieć: "Tworzymy związek partnerski". Jeśli weźmiemy parę, która ma niski pułap wymagań wobec siebie, to łatwiej jej osiągnąć poziom zadowolenia. Jeżeli mężczyzna potrafi przybić deskę, rozpalić grilla, popchnąć zepsuty samochód, i oboje są zadowoleni, to niech sobie tak żyją szczęśliwie. Po co im podwyższać poprzeczkę?

- W udanym związku partnerskim wszystko zależy od tego, na ile kobieta rozumie świat męski. Jeśli widzi, że on chce być samcem alfa i wchodzi w układy rywalizacyjne, żyje pracą, awansami, chce mieć dużo do powiedzenia, może mu to trochę ułatwić, odgrywając rolę kobiety, której to nie przeszkadza, która właśnie tak sobie wyobraża ich związek. To - wbrew pozorom - jest bardzo istotne. Tak więc to, czy partner czuje się prawdziwym mężczyzną w partnerskim związku, zależy w dużej mierze od mądrości i intuicji partnerki.

- Obserwuję jednak, że bycie prawdziwym mężczyzną coraz częściej sprowadza się jedynie do łóżka. Pacjentki w moim gabinecie bardzo często przyznają: "Daję mu się wyszumieć w łóżku, bo tylko tam może". W życiu codziennym takiego związku kobiety wszystkim sterują same. I doskonale sobie radzą. Jemu pozostawiają łóżko, niech się tam wykaże, i wystarczy. Seks jest więc często jedyną enklawą, gdzie mężczyzna może pokazać, kim jest. Jemu też może dawać to satysfakcję. "Jestem prawdziwym mężczyzną, bo moja kobieta jest ze mnie zadowolona, doprowadzam ją do satysfakcji, czasami zrobię jakiś skok w bok, co ma potwierdzić moją sprawność erotyczną". Jeszcze trochę powymądrza się na tematy polityczne, pokłóci się z innymi, którzy mają odmienne przekonania, i poczucie męskości ma całkowicie zaspokojone.

- Polska dopiero kieruje się w stronę kultury, która dominuje w krajach zachodnich, z jej równouprawnieniem i partnerstwem. Kiedyś funkcjonował pogląd, że wszyscy będziemy unisex. Nie do końca się z tym zgadzam. Mózg mężczyzny różni się od mózgu kobiety, okoliczności życiowe się zmieniają. Bardzo dużo zależy od warunków ekonomicznych. Jeśli przyjdzie kryzys finansowy, to będzie jeszcze większa rywalizacja, walka o pracę, o znaczenie. I wtedy mogą się zaostrzyć relacje między płciami. Nie wróżę jednak niczego pesymistycznego. Sądzę, że każdy model męskości i kobiecości zgodnie z naszą naturą znajdzie sobie miejsce w życiu społecznym. Owszem, proces maskulinizacji kobiet jest faktem, niewieścienia mężczyzn jest faktem, ale nawet gdy mam się powołać na badania, do których mam duży dystans, wynika z nich, że większość populacji męskiej i kobiecej jest androgeniczna, czyli współistnieją w nich cechy męskie i kobiece. Współczesny model wychowania sprawia, że częstość androgynii rośnie właśnie u mężczyzn. Wynika to także z feminizacji zawodów pedagogicznych.

Fragmenty książki Zbigniewa Lwa-Starowicza O mężczyźnie wydanej nakładem Wydawnictwa Czerwone i Czarne.

Wydawnictwo Czerwone i Czarne

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: seks | związek | Zbigniew Lew-Starowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje