Reklama

Reklama

Znów wszystko muszę robić sama!

​- Znowu cieknie z kranu! Nie dokręciłaś go! - usłyszałam z łazienki głos mojego męża Arka pełen pretensji.

- Jest zepsuty, więc zadzwoń po fachowca! - broniłam się.

Reklama

- Przecież sama możesz go wezwać! - rzucił Arek.

Zagotowało się we mnie. Jak zwykle. Wszystko tylko ja mam robić. Nie tylko babskimi pracami: zakupami, gotowaniem, zmywaniem, sprzątaniem. Ale i zajęciami, które zwykle należą do facetów: naprawami, remontem, malowaniem. Nawet samochód sama zaprowadzam do warsztatu.               

Kiedy obserwuję mężów moich koleżanek, mam poczucie krzywdy. Bo tamci pomagają w domu, nawet wtedy, gdy ich żony nie pracują. A mój mąż w ogóle nie bierze udziału w pracach domowych. Tak jak jego ojciec. Jego matka to zresztą tolerowała i sama ich tego nauczyła. Arek nie tylko nie zmywa, nie robi zakupów, nie sprząta, ale też nie interesuje się sprawami, które zwyczajowo robią mężczyźni. Nigdy też nie mogę niczego na nim wymusić ani się doprosić. 

Nauczona doświadczeniem, nie czekam na niego, ale sama reperuję cieknący kran albo wzywam hydraulika. Wbijam gwoździe, zawieszam półki. Umawiam fachowców do reperacji pralki czy lodówki. Męża nawet nie ma wtedy w domu. Tłumaczy się, że ma dużo pracy, a tak w ogóle mogę to przecież załatwić sama. A jak nawet jest, to rozsiada się przed telewizorem albo przed komputerem lub przegląda jakieś papiery.  A ja muszę potem świecić oczami przed fachowcami, którzy ironicznie komentują tę sytuację. Bronię go wtedy i mówię, że jest zmęczony albo zajęty. Pogodzić się z tym czy robić mu awantury?

Luiza, 36 l.

Dowiedz się więcej na temat: żona | kłótnia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje