Botoks na "poprawę" nastroju

Każdy wie, że śmiech to zdrowie. Czasem warto pokusić się o uśmiech nawet, jeśli w duszy nam nie gra. Jak wyjaśnia neurolog Kaja Nordengen "sygnały z mięśni twarzy są przesyłane do mózgu, a ten z kolei wpływa na nasze samopoczucie".

Kaja Nordengen, autorka książki "Mózg rządzi" opisuje w niej dość ciekawy eksperyment z wykorzystaniem botoksu. Oczywiście botoks nie jest sposobem na walkę z depresją czy złym nastrojem, chociaż wygładzona twarz z pewnością może poprawić nastrój - ten eksperyment pokazał, jak mimika naszej twarzy może wpływać na nasz nastrój."Istnieje powiązanie między mimiką twarzy a mózgiem. Naukowcy dostrzegli ten związek, co więcej, kiedy usunęli "lwią zmarszczkę", która powstaje na skutek marszczenia brwi, grymasu złości, okazało się, że ma to zbawienny wpływ na nasz nastrój i wpływa na biochemię naszego mózgu" - wyjaśnia w rozmowie z PAP Life neurolog.

Reklama

Jak wyjaśnia naukowiec, specjaliści najwięcej uwagi poświęcili właśnie lwiej zmarszczce i temu, jaki skutek przyniesie jej zniwelowanie za pomocą botoksu.

"Grupa naukowców odkryła, że dziewięć na dziesięć osób, które przed podaniem botoksu cierpiały na głęboką depresję, trwającą co najmniej sześć miesięcy. Wyleczyły się z niej w ciągu dwóch miesięcy od usunięcia lwiej zmarszczki" - opisuje w swojej książce Nordengen.

Jak można, zatem wyjaśnić związek pomiędzy tym, wielokrotnie estetycznym, zabiegiem a poprawą nastroju. Zabiegi z wykorzystaniem botoksu same w sobie nie poprawią nam nastroju, ale bardziej pogodne oblicze już tak, co opisuje neurolog.

"Kiedy robisz naburmuszoną minę, aktywujesz ośrodek złości i strachu w mózgu, czyli ciało migdałowate. Zabiegi z wykorzystaniem botoksu sprawiają, że jest ono aktywowane rzadziej, co potwierdza hipotezę, że mózg odbiera sygnały mimiczne, a to wpływa z kolei na nasz nastrój. Botoks to trucizna dla komórek nerwowych. Kiedy wstrzykuje się ją w mięśnie twarzy, te przestają funkcjonować, ponieważ sterujące nimi neurony nie są już w stanie wysyłać sygnałów" - wyjaśnia w swojej publikacji Kaja Nordengen. (PAP Life)


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje