Reklama

Reklama

Skąd biorą się sezonowe przeziębienia?

Mniej dzieci w szkole i przedszkolu, coraz więcej współpracowników na zwolnieniu. To znak, że sezon przeziębieniowy w pełni. Jak przyznają specjaliści, jesień i zima to okres, kiedy chorujemy częściej. A co możemy "złapać" w zatłoczonym autobusie? I jak wzmocnić swój organizm, żeby nie zachorować? Przeczytajcie rozmowę z lekarzem rodzinnym Krzysztofem Świerczkiem.

Katarzyna Staszko, RMF FM: Skąd biorą się sezonowe przeziębienia, czyli dlaczego akurat teraz chorujemy?

Reklama

Krzysztof Świerczek, lekarz rodzinny: Sezonowość bardziej związana jest z grypą niż z chorobą przeziębieniową. Ponieważ te typowe przeziębienia występują przez cały rok. Ale dlaczego bardziej jest to nasilone w okresie jesienno-zimowym? Wynika to głównie z faktu, iż wirusy grypy migrują dookoła kuli ziemskiej i w tym okresie jest zwiększona ich aktywność w naszej części globu, czyli na północnej półkuli. Mam na myśli okres od października do kwietnia, z apogeum pomiędzy styczniem a marcem. Natomiast jeśli chodzi o inne czynniki, to np. pogoda. Na początku jest bardzo zmienna, czyli rano zimno, a w południe gorąco. Nie jesteśmy w stanie tak się ubrać, żeby zabezpieczyć na cały dzień. Więc albo się przegrzewamy albo jesteśmy niedogrzani. Czasem się przegrzejemy i spocimy, a później wychłodzimy. Więc to na pewno sprzyja rozwojowi infekcji. 

- Kolejna sprawa - kończy się życie towarzyskie na zewnątrz, bo zaczyna się robić zimno, więc nie siedzimy w kawiarnianych ogródkach, nie spotykamy się w parku na spacerze, ale przesiadujemy w pomieszczeniach zamkniętych. Dużo osób w małym pomieszczeniu, więc wystarczy kilku chorych i już infekcja łatwo przenosi się z osoby na osobę. 

- Ważną kwestia jest też brak podstawowych zasad higieny. Ludzie chorzy niestety nie dbają o to, żeby nie zarażać innych. Nie zasłaniają ust, a jak już zasłaniają to nie tą powierzchnią dłoni, co trzeba, czyli wewnętrzna, a nie zewnętrzną. Potem tą wewnętrzną powierzchnią witają się z innymi, otwierają klamki, dotykają balustrad no i przenoszą patogeny na kolejne osoby. Jak używają chusteczek to, niestety zdarza się często, że wielorazówek. A to jest idealny inkubator. Taką chusteczkę chowamy do kieszeni, wirus się rozmnaża, wyciągamy, potem znowu do ręki i znowu się z kimś witamy.

Co najczęściej łapiemy w jesiennym autobusie? Na co dokładnie chorujemy o tej porze roku?

- Generalnie można powiedzieć, że są takie dwie duże grupy schorzeń. Jedna to choroby przeziębieniowe, czyli taki worek, do którego wrzucone są infekcje górnych dróg oddechowych, charakteryzujące się kaszlem, kichaniem, katarem i niewielkim stanem podgorączkowym, spowodowane przez ponad dwieście różnych wirusów, które nie są bardzo groźne w swoim przebiegu. One trwają około tygodnia, czasem to gorsze samopoczucie parę dni dłużej, natomiast nawet bez specjalnego leczenia mijają same. 

- No i drugi poważny problem to jest grypa. Grypa spowodowana przez 4 typy wirusa A,B,C,D, kilka podtypów, bardzo zmienna, różne wirusy mutujące. Objawy podobne, natomiast dodatkowo jeszcze wysoka gorączka, gwałtowność tych objawów. Pacjent z grypą idzie spać zdrowy, budzi się na drugi dzień ciężko chory. Pacjent nie raz mówi, że czuje się "jak zdjęty z krzyża", obity, nie jest w stanie ruszyć ręką, nogą. Grypa bez powikłań powinna również trwać około tygodnia, niektóre objawy nieco dłużej. 

- Natomiast to, czego się boimy to powikłania. Nadkażenia bakteryjne, zapalenia oskrzeli, płuc, zapalenia mięśnia sercowego, zaostrzenia przewlekłych schorzeń, które wiążą się w poważnymi konsekwencjami zarówno zdrowotnymi, jak hospitalizacją pacjentów, a nawet zgonami. W zeszłym roku na grypę w Polsce zachorowało ok. 5,5 miliona pacjentów. To była grypa i schorzenia grypopodobne. Samych zgonów było ok. 50, przy czym ta liczba nie pokazuje nam całej prawdy, bo prawdopodobnie zgonów było więcej, tylko jako rozpoznanie nie była wpisana grypa. Więc rzeczywiście to jest bardzo duży problem.

Nie ma doktor wrażenia, że chorując nie myślimy o innych ludziach i o tym, że możemy ich zarazić? Jedna chora osoba przychodzi do pracy, co uruchamia efekt domina. Bo kilka dni później choruje już połowa zespołu.

- Spotykamy się z tym problemem, bo niestety teraz większość ludzi nie chce zwolnień. Tak naprawdę powinno się iść na zwolnienie i przeleżeć tę chorobę. Jednak ze względów czysto ekonomicznych, bo "choroba leci po premii", ludzie chodzą do pracy chorzy i zarażają kolegów, a potem to już jest taki łańcuszek.

Dowiedz się więcej na temat: przeziębienie | grypa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje