Reklama

Reklama

Słoneczna witamina D

Jest niezbędna dla zdrowia naszych kości. Zmniejsza także ryzyko wielu chorób cywilizacyjnych, w tym depresji.

Gdy czujemy się osłabieni, zmęczeni, źle śpimy, mamy skurcze mięśni lub nie możemy schudnąć, warto sprawdzić poziom witaminy D we krwi i skonsultować z lekarzem sposób uzupełnienia ewentualnego niedoboru.

Reklama

W naszej szerokości geograficznej jesienią i zimą występuje niedobór światła słonecznego. Dni są krótkie, często pochmurne, a kąt padania promieni bardzo mały. Zanieczyszczenia atmosfery utrudniają światłu słonecznemu dotarcie do Ziemi. W dodatku chłodny klimat sprawia, że w tych porach roku chodzimy opatuleni po czubek nosa. W takich warunkach w naszym organizmie powstaje zbyt mało witaminy D3. Zapasy zmagazynowane w ciele podczas letnich miesięcy nie wystarczają na zimę.

Wprawdzie drugim źródłem tej witaminy jest pożywienie, ale nawet najbogatsze w nią produkty nie pokryją naszego na nią zapotrzebowania. Szklanka mleka zawiera ok. 100 j.m. (jednostki międzynarodowe) tej witaminy. Aby dostarczyć jej tyle, ile potrzebujemy, należałoby pić dziennie 5 l mleka! Podobnie rzecz się ma z masłem, serem, jajami. A nawet najlepszym źródłem wit. D, jakim są tłuste ryby morskie (śledź, łosoś, dorsz, sardynki, makrela). Nikt nie zje codziennie kilkudziesięciu jajek lub kilkuset gramów ryb.

Seniorzy i osoby otyłe mają większe zapotrzebowanie na witaminę D. Po takim samym czasie przebywania na słońcu w skórze osoby starszej powstaje o wiele mniej witaminy D w porównaniu z osobą 20-letnią. Dlatego powyżej 65. roku życia powinno się suplementować witaminę D przez cały rok. Osoby otyłe mają duży procent tkanki tłuszczowej, która magazynuje rozpuszczalną w tłuszczach witaminę D, utrudniając jej przejście w aktywną formę i działanie. To powoduje, że zapotrzebowanie na nią wzrasta.

Aktywna postać witaminy D (jej wersja D3) jest hormonem. To szczególny związek - należy do steroidów, jest bliską kuzynką cholesterolu i hormonów płciowych. Z krwią dociera do wszystkich narządów i tkanek, pełniąc w nich ważne funkcje regulacyjne. Czas porzucić powszechne skojarzenie, że witamina D wpływa głównie na dobrą kondycję kości. To prawda, ale nie cała. Obecnie wiadomo już, że działanie tej witaminy nie kończy się na kontrolowaniu procesu mineralizacji kości. Ta wyjątkowa substancja należy do niewielkiej grupy związków chemicznych, które mają zdolność wnikania nie tylko do każdej komórki, ale i do jądra komórkowego. Dlatego wpływa regulująco na materiał genetyczny.

Skutek jej niedoboru to nie tylko krzywica w dzieciństwie i osteoporoza w starszym wieku. To także osłabienie układu odpornościowego, skłonność do infekcji, np. przeziębień i grypy oraz chorób z autoagresji, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów, cukrzyca typu 1, toczeń układowy, stwardnienie rozsiane, stany zapalne jelit. Brak witaminy D sprzyja zaburzeniom gospodarki węglowodanowo- -tłuszczowej, co zwiększa skłonność do nadciśnienia, podwyższonego poziomu cholesterolu, cukrzycy typu 2, otyłości. Ma związek z większą częstością chorób układu krążenia, w tym zawału serca i udaru mózgu. Zwiększa ryzyko rozwoju raka (zwłaszcza piersi, jelita grubego, nerek, prostaty).

Poziom witaminy D ma znaczenie dla kondycji komórek układu nerwowego (neuronów). Zapobiega ich tzw. demielinizacji i ułatwia regenerację - to warunkuje jakość przewodzenia bodźców, a więc dobrą pracę kory mózgowej i sprawność funkcji poznawczych. Bada się związek niedoboru tej witaminy z chorobami degeneracyjnymi układu nerwowego, takimi jak choroba Alzheimera, Parkinsona, demencja starcza. Stwierdzono, że przy deficycie witaminy D spada poziom serotoniny w mózgu. A to skutkuje zaburzeniami snu i skłonnością do objadania się słodyczami, bo cukier jest niezbędny w syntezie tego hormonu. Efektem niedoboru witaminy D może też być apatia, drażliwość, smutek.

Stwierdzono silny związek niskiego poziomu witaminy D z depresją. Zależność tę wykryto w wielu badaniach dużych populacji osób w wieku 20-90 lat. Bez względu na porę roku, stan fizyczny badanych, ich poziom życia, wiek i płeć stwierdzono silną korelację dużego niedoboru tej witaminy z występowaniem depresji u osób, które w przeszłości już na nią chorowały. To dowodzi, iż bardzo niski poziom witaminy D wiąże się z większym ryzykiem tej choroby, zwłaszcza u ludzi z nawracającą depresją kliniczną. Nie wiadomo jeszcze, czy niski poziom witaminy D wywołuje objawy depresji, czy odwrotnie: nawrót choroby sprzyja spadkowi poziomu witaminy. Osoba z depresją mniej czasu spędza na dworze, nie dba o prawidłowe odżywianie, może przyjmować leki utrudniające wchłanianie tej witaminy. W tej sytuacji jej deficyt mógłby być skutkiem, a nie przyczyną choroby. Dyskusje naukowców wciąż trwają Badacze sprawdzają, czy uzupełnianie witaminy D do poziomu prawidłowego będzie skutecznym sposobem w leczeniu depresji, ale na pewno warto uzupełniać jej braki.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje