Reklama

Reklama

Uromotoryzacja: Prosta droga do zdrowia

54 proc. Europejczyków uważa, że kobieta ma prostatę. Co nie mniej szokujące, podobnie myśli aż 37 proc. kobiet mieszkających na Starym Kontynencie. O świadomości ciała, uromotoryzacji i rodzinach, w których rak gruczołu krokowego nie ma szans – w rozmowie z dr Stefanem W. Czarnieckim.

Ewa Koza, Interia.pl: W kampaniach społecznych coraz więcej mówi się na temat męskiego zdrowia, jednak kobiety niezmiennie twierdzą, że wysłanie męża czy ojca do urologa jest wyzwaniem. Jak to wygląda z perspektywy pana praktyki lekarskiej, czy coś się w ostatnich latach zmieniło?

Dr Stefan W. Czarniecki, specjalista urolog: - Zmieniło się przede wszystkim to, że od kilku lat zgłaszają się młodsi mężczyźni. Coraz częściej przychodzą czterdziestoletni panowie, co jest bardzo budujące. 10 lat temu, kiedy zaczynałem praktykę urologiczną, spotkanie 40-latka w gabinecie należało do rzadkości. Dziś jest to już kilkanaście procent moich pacjentów. Myślę, że to efekt kampanii społecznych, które uświadamiają, że troska o zdrowie ma sens.

Reklama

- Co ciekawe w kampaniach, takich jak na przykład Movember, pokazywani są młodzi, stylizowani na  starszych, panowie. Dzięki temu przekaz trafia do młodych odbiorców, ale to przynosi pożądane skutki. Oni mają przecież ojców i dziadków. Za pośrednictwem młodych ludzi informacja dociera do tych mężczyzn, którzy powinni skonsultować się z urologiem. W naszym Ośrodku, w HIFU CLINIC UROLOGIA, zbadaliśmy grupę 1200 pacjentów. Okazuje się, że ponad 50 proc. mężczyzn przychodzi do nas za namową żony, córki, albo syna.

Czyli ma to sens.

- Absolutnie tak. Widzę bardzo pozytywne efekty tych kampanii. Zdarza się nawet, że zbyt młodzi pacjenci chcą się profilaktycznie badać. Trochę nadgorliwie. Warto podkreślić, że profilaktyka raka prostaty dotyczy mężczyzn od 40 roku życia. Wszyscy młodsi są natomiast zagrożeni przede wszystkim nowotworem jądra. Oni nie wymagają konsultacji urologicznej, powinni z kolei regularnie robić samobadanie jąder.

Czy mężczyźni potrafią mówić o problemach urologicznych?

- Niestety nie. Wciąż nie posiadają języka do rozmowy o swoim ciele w zakresie urologicznym. Słowa, takie jak: prostata, prącie i jądro dla wielu graniczą z najgorszymi wulgaryzmami. Ta bariera została już dawno przełamana u kobiet. Jednak ich umiejętność do rozmawiania o swojej fizyczności jest zgoła inna.

Być może dlatego, że wcześniej zaczynamy się badać. Oswoiłyśmy się z tym.

- Tak, w tej kwestii kobiety mają uprzywilejowaną pozycję. Są wprowadzane w świat profilaktyki ginekologicznej przez swoje matki. Po prostu muszą się badać dużo wcześniej. Tym większe wyzwanie przed nami, myślę tu i o lekarzach, i o mediach, żeby komunikować potrzeby mężczyzn w profilaktyce zdrowotnej. Przecież mężczyźni w Europie żyją o wiele krócej niż kobiety - w Polsce ta różnica wynosi  prawie 4 lata. Wynika to na pewno z rozpoznawania u nich chorób na późniejszym etapie, braku rozpoznawania chorób przewlekłych i zbyt późnej diagnostyki chorób nowotworowych. Mężczyźni nie stosują się do zaleceń medycznych, wstydzą się też rozmawiać o swoich dolegliwościach, nawet z lekarzem.

Skąd pomysł Saaba 900?

- Saab 900 to ekscentryczny samochód, wyprodukowany przez nieistniejącą już szwedzką firmę. Na początku epidemii COVID wpadłem na pomysł, by go kupić i odrestaurować,  a następnie wykorzystać, jako rekwizyt - w kampanii społecznej. Ma służyć uświadomieniu roli profilaktyki i badań przeglądowych. To jest przepiękna historia uromotoryzacyjna, która odzwierciedla mój osobisty cel: dokonania fundamentalnej przemiany w świadomości o raku prostaty w naszym kraju. Realizuję go, oprócz pracy zawodowej, na różne sposoby: poprzez aktywność w mediach i w mediach społecznościowych. To reakcja na pojawienie się wielu przypadków raka stercza w moim najbliższym otoczeniu. W pewnym momencie statystyka europejska, która mówi o rozpoznawaniu raka prostaty u jednego na siedmiu mężczyzn, wydawała mi się mocno niedoszacowana. Dlatego kupiłem Saaba 900.

- Mój 31-letni Saab 900 nie byłby dziś w tak doskonałym stanie, gdyby nie dbałość - moja oraz poprzednich właścicieli, o jego serwisowanie. Takie sprawy, które posiadaczom nowych samochodów wydają się obce, jak sprawdzanie poziomu płynów do wspomagania kierownicy, hamulcowego, poziomu płynu w chłodnicy czy kontrola świateł przed dłuższą trasą, są koniecznością w samochodzie analogowym, który nie ma sensorów, czujników i czerwonych lampek. Nie dostaniemy tu komunikatu o planowanym przeglądzie czy wystąpieniu awarii. Jeżdżąc Saabem 900 wiem, że musze regularnie o niego dbać, żeby dotrzeć do celu, którym często jest dojazd do pacjentów.

Wjechał pan nim również na Instagram.

- Tak, Saab 900 jest też odpowiedzią na moją podróż przez urologiczne media społecznościowe. Rozpocząłem ją od Twittera, na którym prowadzę konto ukierunkowane do środowiska akademickiego. Brakowało mi natomiast kanału do kontaktu z ludźmi niezwiązanymi z medycyną. Wybrałem Instagram, który jest kompletnie innym narzędziem. Przekaz, co prawda, nie dociera bezpośrednio do pacjentów, tylko do ich dzieci, finalnie jednak do ojców i dziadków. Kłopot w tym, że z jakiegoś powodu 85 proc. obserwujących moje konto stanowiły kobiety. Skoro chciałem dotrzeć do większej grupy mężczyzn, zdecydowałem się na tematykę motoryzacyjną.

Jakich objawów mężczyźni nie powinni bagatelizować?

- Najczęstszym błędem popełnianym przez mężczyzn jest używanie sformułowania: "mam prostatę". To obnaża bardzo niski poziom wiedzy o swoim organizmie. Stwierdzenie jest oczywiście absurdalne, każdy mężczyzna ma prostatę. Ona jest gruczołem, takim jak na przykład tarczyca. Mężczyzna nie może nie mieć prostaty. Dane Europejskiego Towarzystwa Urologicznego mówią jednak, że 54 proc. mężczyzn myśli, iż prostatę ma kobieta. Co gorsze, aż 37 proc. kobiet też uważa, że ją ma. Ten problem nie dotyczy tylko Polski, to ankieta ogólnoeuropejska. Stwierdzenie "mam prostatę" pokazuje dobitnie, że mężczyzna je wypowiadający nie ma pojęcia, o czym w ogóle mówi.

- Rak prostaty, którego najbardziej się obawiamy, bo jest w tej chwili najczęściej rozpoznawanym nowotworem wśród mężczyzn w Europie, nie daje żadnych objawów. Symptomy, które mężczyźni przypisują "posiadaniu prostaty" dotyczą dysfunkcji związanych z oddawaniem moczu. Wstawanie do toalety w nocy, osłabiony strumień moczu, oddawanie go porcjami, nawracające zakażenia układu moczowego - to objawy łagodnego rozrostu prostaty, który może współistnieć z rakiem stercza, ale nie jest z nim tożsamy. Łagodny rozrost gruczołu krokowego zaczyna się objawiać po 40. roku życia, przypomina mężczyźnie, że ma coś takiego, jak prostatę. W tym wieku znalazł już najczęściej swojego zaprzyjaźnionego mechanika samochodowego i powinien poszukać zaufanego urologa.

- Absolutną czerwoną flagą urologiczną jest pojawienie się krwi w moczu. Jednak w ankiecie Europejskiego Towarzystwa Urologicznego aż 40 proc. mężczyzn zgłosiło, że nie pójdzie od razu do lekarza, pomimo tego, że ma krwiomocz. Obecność krwi w moczu może świadczyć o rozwoju różnych chorób urologicznych, na czele z nowotworami. Może być też objawem łagodnego rozrostu stercza, kamicy układu moczowego, zakażenia układu moczowego, a także chorób nerek.

Co z chorobami, które rozwijają się po cichu?

- Wspomnieć trzeba o raku nerki, który często nie daje żadnych objawów. W ponad 70 proc. jest wykrywany przypadkowo, przy okazji innych badań diagnostycznych. Jego bardzo niebezpiecznym symptomem może być pojawienie się krwi w moczu.

- Bezobjawowo rozwija się często również guz jądra. Dlatego mężczyźni przed 40 rokiem życia powinni raz w miesiącu poddać się samobadaniu jąder, by sprawdzić czy nie ma w ich obrębie wyczuwalnej zmiany. Guz jądra rzadziej, może objawiać się bólem jądra i obecnością krwi w nasieniu.

Według pana mężczyźni pilnują samobadania jąder?

- Trend jest pozytywny. Jest coraz więcej mężczyzn, którzy poważnie traktują samobadanie jąder, ale ponownie obserwuję, że świadomość kobiet w ich otoczeniu jest w tej materii wyższa.

Jak często problem nietrzymania moczu dotyczy mężczyzn?

- Aż 11 proc. mężczyzn w wieku 60-64 lata ma objawy nietrzymania moczu. W grupie starszych - nawet 30 proc. Ta jednostka chorobowa jest obarczona bardzo dużym wstydem. Dysponujemy niedoszacowanymi danymi, bo pacjenci niechętnie zgłaszają się z tym do lekarza. W przypadku mężczyzn przyczyny nietrzymania moczu mogą być paradoksalnie łatwe do rozwiązania, ponieważ są wtórne do problemów z prostatą lub nawracających zakażeń układu moczowego. Warto zaznaczyć, że jedną z najskuteczniejszych metod poprawy trzymania moczu jest utrata masy ciała, niezależnie od płci. Każdorazowo wymaga jednak kontaktu z urologiem  w celu ustalenia przyczyny i sposobu leczenia.

Jaki procent pana pacjentów zbyt późno zgłasza się po pomoc?

- Coraz rzadziej zdarza się, że pacjenci z rakiem prostaty zgłaszają się zbyt późno. Gdy tak się dzieje, jest to trauma dla całej rodziny, która jest często inicjatorem wykonania diagnostyki u niezniszczalnego taty, który nigdy się nie badał, któremu nigdy nic nie dolegało. Zdarza się wtedy, że chorobę rozpoznajemy w stadium nieuleczalnym. Przed całą rodzina jest wówczas heroiczna droga wieloetapowego, w tych przypadkach nawet okaleczającego, leczenia.

- Natomiast coraz częściej spotykam pacjentów po 40.-50. roku życia, którzy stosują się do zaleceń profilaktyki urologicznej, u których wykrywamy nowotwór prostaty w tak wczesnym stadium, że są dla nich dostępne wszystkie możliwe metody leczenia. Włącznie z minimalnie inwazyjnymi i najmniej okaleczającymi. Te najlepiej rokują jeśli chodzi o całkowite wyleczenie, w przypadku wcześnie wykrytego raka prostaty przekracza ono 90 proc. Postępy w nowoczesnej diagnostyce obrazowej, czyli rezonansie magnetycznym, wykonywaniu biopsji fuzyjnej prostaty, powodują, że mamy do czynienia z leczeniem choroby praktycznie przewlekłej. Raka prostaty leczymy nawet przez kilkanaście lat, albo całkowicie go wyleczamy i nigdy nie dochodzi do wznowy. 

Czyli świadomość rośnie?

- Myślę, że tak. Jednak jestem przekonany, że u większości z nich z tyłu głowy jest: przyszedłem, bo żona czy dziewczyna mnie wysłała. Utrzymujemy więc społeczny mechanizm motywowania do badań poprzez kobiety. One mają niezwykły dar przekonywania. Jestem świadkiem efektów tej ich ciężkiej pracy.

- Teraz stoimy przed poważnym wyzwaniem, by z powodu epidemii nie utracić ponad 20 lat postępu we wczesnym wykrywaniu chorób. Pacjenci muszą wiedzieć, że niezależnie od warunków epidemiologicznych, nie powinni zaniechać badań profilaktycznych. Nie ma uzasadnienia dla niezgłaszania się na pierwszorazowe wizyty w wieku 40 lat, coroczne kontrole u mężczyzn z badaniem stężenia PSA we krwi i absolutnie nie ma możliwości opóźniania wizyt w ramach kontroli po leczeniu raka prostaty. Najgorsze, co może się teraz stać, to zaniechanie profilaktyki i zaburzenie procesu leczenia przewlekłego, tej i innych chorób. Koszty tego będą większe niż samej epidemii.

- Pacjent po 40 roku życia może odbyć konsultacje pierwszorazową z urologiem zdalnie. Zwiększyła się akceptacja wideo- i telekonsultacji. Każdy mężczyzna może, bez szczególnego narażenia swojego zdrowia, wykonać w najbliższym laboratorium, albo na podstawie zlecenia od lekarza rodzinnego, badanie PSA z krwi (prostatespecific antygen - antygen swoisty dla prostaty) i umówić się na konsultacje do urologa. Dla szczególnie obciążonych rodzinnie polecamy Badanie4K - również z krwi, które z 20-letnim wyprzedzeniem przewiduje możliwość zachorowania na agresywną postać raka. Przy okazji można zabrać tatę czy dziadka. Bardzo często mam takie wizyty rodzinne. To jest najbardziej budujące. Wtedy rak nie ma szans. W rodzinie, w której syn przychodzi z ojcem do lekarza, mężczyźni nie umrą na raka prostaty, bo będzie wykryty tak wcześnie, że nie zdąży ich uśmiercić.

- Zaniepokojonych swoim wynikiem PSA mężczyzn zapraszam do wzięcia udziału w Ogólnopolskiej Akcji "Przyślij Wynik"- gdzie udzielane są bezpłatne konsultacje on-line: kontakt@hifu.pl.  

dr Stefan W. Czarniecki - specjalista urolog, Ordynator Oddziału Urologii HIFU CLINIC UROLOGIA w Carolina Medical Center w Warszawie, członek Polskiego Towarzystwa Urologii, posługuje się prestiżowym tytułem Fellow of the European Board of Urology. Z ramienia Europejskiego Towarzystwa Urologicznego zajmuje się globalną strategią komunikacji oficjalnych wytycznych medycznych EAU Guidelines - zarówno wśród lekarzy jak i środowisk pacjenckich. Jest członkiem zarządu ESUO. Prowadzi badania kliniczne w raku prostaty. Jest autorem oraz współautorem licznych publikacji naukowych, w tym dotyczących badania roli mediów społecznościowych w komunikacji medycznej w mediach społecznościowych.    

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy