Reklama

Reklama

​Amerykańska "mama Madzi": Dekadę od wyroku emocje wciąż są żywe

Proces Casey Anthony, oskarżonej o zamordowanie swojej dwuletniej córeczki Caylee, śledził cały świat. Był to największy fenomen social mediów początku XXI wieku. Wyrok w tej sprawie zaszokował opinię publiczną i do dziś wzbudza gorące emocje w Stanach Zjednoczonych.

Proces Casey Marie Anthony zapisał się w historii sądownictwa Stanów Zjednoczonych na zawsze. Nagrania przesłuchań podejrzanej, a później oskarżonej matki służą jako materiały edukacyjne zarówno dla psychologów jak i policjantów, wyrok stał się przyczynkiem do zmiany prawa w wielu stanach, a równocześnie wzbudził dyskusję nad dokładniejszym zdefiniowaniem przymiotnika "reasonable" w zasadzie "reasonable doubt" (uzasadnionej wątpliwości, domniemania niewinności), którą kieruje się ława przysięgłych.  

Where is Caylee...?

Dziadkowie dwuletniej Caylee - George i Cindy - ostatni raz widzieli swoją wnuczkę 16 czerwca 2008 roku. Tego dnia jej wraz ze swoją matką dziecko opuściło dom dziadków. Casey ogłosiła, że udało jej się zdobyć posadę w Universal Studios i przeprowadza się z córką do innego miasta. Przez kolejne tygodnie dziadkowie nie mieli żadnego kontaktu z wnuczką - matka wciąż zbywała ich prośby o rozmowę, tłumacząc, że dziecko śpi lub przebywa pod opieką babysitterki. 

Reklama

W takim status quo upłynął prawie miesiąc. 13 lipca dziadkowie dziewczynki otrzymali informację o odnalezieniu samochodu Casey. Pojazd trafił na parking policyjny. Pojechali więc go odebrać. George Anthony, emerytowany policjant, który niejednego doświadczył na służbie, z przerażeniem zdał sobie sprawę, że samochód wypełnia odór rozkładających się zwłok. Jednak poza złowróżbnym zapachem nie odnaleziono innych śladów. Dziadkowie wiedzieli, że muszą natychmiast działać.

Dwa dni później Cindy w zasadzie zmusiła swoją córkę do zgłoszenia sprawy na policję. Casey zeznała, że Caylee została porwana przez swoją opiekunkę Zanaidę Fernandez-Goznalez 31 dni wcześniej. Mętnie tłumaczyła, że liczyła na to, że dziecko zostanie jej zwrócone. Detektyw Yuri Melich, który prowadził śledztwo, już na wstępnym etapie przesłuchań nabrał podejrzeń co do prawdziwości słów Casey.

Matka dziewczynki trzymała się kurczowo swojej wersji wydarzeń, powtarzając je spokojnym, bardzo dalekim od histerii głosem. Kolejne wydarzenia nabrały już pewnych znamion mrocznego absurdu. Na prośbę policjantów Casey zaprowadziła ich do biur Universal Studios, gdzie miała pracować. Przez prawie godzinę krążyli po budynku w poszukiwaniu miejsca pracy Anthony, w końcu kobieta odwróciła się do śledczych, z uśmiechem i rękoma w kieszeniach przyznała, że od początku kłamała w sprawie pracy i nigdy nie była tam zatrudniona. Niedługo potem wyszło na jaw, że żadne z jej zeznać nie ma pokrycia w faktach - nawet opiekunka okazała się postacią fikcyjną. 

Jak dorosła, dość inteligentna osoba mogła wierzyć, że brnąc w sieć kłamstw, które można łatwo obalić, uda jej się uniknąć jakiejkolwiek odpowiedzialności? Taki od dawna, być może od wczesnego dzieciństwa, był sposób na życie Casey i do tej pory się sprawdzał. Gdy została wyrzucona ze studiów, najpierw pół roku ukrywała ten fakt, a później zmusiła rodziców do wydania dla niej udawanego przyjęcia z okazji uzyskania dyplomu - wszystko by uniknąć wstydu przed znajomymi. Tym razem jednak to nie z łatwymi w manipulacji rodzicami miała do czynienia, ale z policjantami, którzy za wszelką cenę chcieli odnaleźć zaginione dziecko.

...she's long gone


8 grudnia 2008 roku w lesie nieopodal domu George’a i Cindy Anthony odnaleziono ciało małej Caylee. Leżała zawinięta we własny kocyk, plastikową folię i worek na pranie. Na jej buzi stwierdzono obecność śladów po taśmie klejącej. Koroner podejrzewał, że właśnie uduszenie było powodem śmierci dziecka, jednak sekcja nie dowiodła tego w stu procentach. Do akt trafił więc zapis "przyczyna śmierci nieznana". Matka Caylee, która przebywała na wolności po wpłaceniu kaucji, wróciła przed oblicze sądu.

Prokurator dysponował teczką dowodów, która porażała swoją zawartością i objętością. Przedstawiono zdjęcia, na których widać jak Casey w okresie 31 dni po zaginięciu Cayle, gdy sprawa jeszcze nie trafiła w ręce policji, uczestniczy w wielu zakrapianych imprezach, świetnie się bawi i korzysta z "pięknego życia". Tatuaż o takiej właśnie treści - bella vita - ozdobił ramię matki dziewczynki właśnie w tym czasie.

Biegli bezdyskusyjnie orzekli, że zachowanie Anthony podczas przesłuchań, ma wszelkie znamiona osobowości głęboko zaburzonej pod kątem socjopatycznym. 

W mieszkaniu Casey odkryto worki na pranie, identyczne z tym, w który zawinięte było ciało dziecka. Co do kocyka - matka twierdziła, że zniknął wraz z córką. Niemniej w jej mieszkaniu znaleziono również rolkę taśmy klejącej identycznej marki, jak ta, której ślady odnaleziono na ustach dwulatki. W historii wyszukiwań internetowych Casey widniały takie hasła jak “uraz szyi", “chloroform", “łopata". W jej samochodzie odkryto ślady substancji chemicznych, będących wynikiem rozkładu zwłok, a także włosy Caylee - poddane badaniom przez ekspertów medycznych i doprecyzowane jako "włosy martwego dziecka".

Casey Anthony stanęła w obliczu grożącej jej kary śmierci.

W tym czasie tym procesem żyła cała Ameryka, komentowali go i zwykli ludzie, jak i celebryci. Przebieg kolejnych rozpraw miał znamiona opery mydlanej, a Casey od razu zyskała niechlubny tytuł "najbardziej znienawidzonej matki w USA". Prawie wszyscy byli przekonani, że Anthony jest winna i powinna ponieść najwyższą karę - śmiertelny zastrzyk.

W 2011 roku zapadł wyrok - niewinna! Ława przysięgłych oczyściła Casey ze wszystkich zarzutów, poza składaniem fałszywych zeznań i utrudnianiem śledztwa - łącznie skazując ją na trzy lata pozbawienia wolności. W wymiar kary zaliczono też czas, który kobieta spędziła w areszcie do tej pory. Casey Anthony wprost z rozprawy wyszła na wolność, a w Stanach Zjednoczonych wybuchła burza.

Is there anybody here who feels this low?

Sprawa o morderstwo małej Caylee Anthony była pogmatwana. Mimo ogromnej pracy i materiału jaki zebrała prokuratura, śledztwo nie ustrzegło się błędów proceduralnych, a obrońca matki również nie próżnował, wciąż dostarczając własnych kontrargumentów, wzbudzając podejrzenia, punktując nieścisłości. Był też osobą bardzo charyzmatyczną, co nie było bez wpływu na ogólny odbiór sprawy.

Jednak dla Ameryki ten wyrok był szokiem. Nie sposób przytoczyć choćby jednego procenta komentarzy, które zalały internet w tej sprawie. Pojawiła się petycja, by zaostrzyć kary za składanie fałszywych zeznań i wprowadzić takie zapisy w kodeksach stanowych - zostały zbiorczo nazwane "Prawem Caylee".  

Mimo że od ogłoszenia wyroku minęło dziesięć lat, sprawa wciąż jest poruszana w mediach. Casey Anthony przyznaje w wywiadach, że nie czuje się winna i nie dręczą jej koszmary. Niedawno ogłosiła, że chce założyć firmę detektywistyczną, pomagającą niesłusznie oskarżonym kobietom. Nie można odmówić jej tupetu, ale ludzie wciąż pamiętają. To, że ktoś chluśnie jej w twarz drinkiem w miejscu publicznym lub powie co o niej myśli, nie jest rzadkim przypadkiem.

Wciąż też publikowane są wywiady z członkami ławy przysięgłych, która uniewinniła kobietę. Większość z perspektywy czasu żałuje swojej decyzji. Wspominają o ogromnej presji medialnej, która na nich ciążyła w tym czasie, stresie, by wyrok był w 100 proc. przemyślany. Przypominają, że wśród dowodów prokuratora nie było takiego, który bezsprzecznie i bezpośrednio wskazywał na winę Casey. I na koniec niektórzy przyznają, że źle interpretowali z tego powodu zasadę domniemania niewinności. 

She was just a baby barely two-years-old

A story that shouldn't have to be told

See that little girl with big brown eyes

Stole our hearts and touched our lives

Now we cry, 'cause we can't understand.

- śpiewał zespół Rascal Flatts w piosence poświęconej pamięci dwuletniej Caylee. I rzeczywiście, dla większości Amerykanów zarówno ta śmierć, jak i wyrok pozostają do tej pory niezrozumiałe.

***

Zobacz również:

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Casey Anthony | Caylee Anthony | zabójstwo | sąd | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje