Reklama

Reklama

Eksperci alarmują: Tacy ludzie nie powinni rządzić krajem. Wywołują więcej wojen

Narcyz u władzy to większe ryzyko wplątania kraju w wojnę. Do takiego wniosku doszedł John Harden z Ohio State University, który w swojej pracy stwierdził, że najbardziej narcystyczni prezydenci USA chętniej rozpoczynali konflikty z innymi mocarstwami, nawet bez wsparcia sojuszników. W sytuacji konfliktu podejmowali decyzję, mając na uwadze własny wizerunek oraz poczucie władzy, a nie interes kraju - stwierdził naukowiec. W czołówce wojowniczych narcyzów znaleźli się Lyndon B. Johnson, Teddy Roosevelt i Richard Nixon.

Specjaliści z Ohio State University opisali związek między narcyzmem amerykańskich prezydentów, a ich tendencją do wywoływania konfliktów na łamach magazynu "International Studies Quarterly".

"Bardziej narcystyczni prezydenci USA różnili się od innych pod względem podejścia do polityki zagranicznej i światowej. Jeśli chodzi o różnego rodzaju spory, to mieli tendencję do kierowania się się w większym stopniu osobistymi pragnieniami niż potrzebą politycznego przetrwania czy interesem państwa" - podkreśla John Harden, autor publikacji.

Reklama

Naukowiec przyjrzał się prezydentom, którzy przewodzili Stanom Zjednoczonym od 1897 roku, czyli mniej więcej od czasu, kiedy kraj stał się światowym mocarstwem - do końca kadencji George’a W. Busha w 2009 roku. Poprosił też trójkę ekspertów doskonale obeznanych z życiem prezydentów, aby wypełnili w ich imieniu testy sprawdzające osobowość. Wcześniejsze badania pokazały już, że to dość skuteczny sposób na poznanie pewnych cech. Historycy wypełniali też podobne ankiety na temat swoich znajomych, uzyskując podobne wyniki, jak sami badani.

Autor nowej pracy sprawdził nasilenie pięciu cech narcyzmu wielkościowego - wysokiego poziomu asertywności, poszukiwania ekscytacji, a także niskiego poziomu skromności, ugodowości i bezpośredniości. "Takie cechy charakteryzują ludzi, którzy chcą rządzić, znaleźć się w świetle jupiterów, chwalić się osiągnięciami, którzy są w stanie kłamać i schlebiać, aby dostać to, czego chcą. Z całą pewnością byliby też w stanie znieważać innych. To raczej dobry opis narcyza" - twierdzi Harden.

Według wyników jego badań najbardziej narcystyczny okazał się Lyndon B. Johnson, za nim uplasował się Theodore Roosevelt, a na trzecim miejscu znalazł się Richard Nixon. Na drugim końcu rankingu znalazł się William McKinley, za nim William Howard Taft, a później Calvin Coolidge. "Kierujący się etycznymi zasadami McKinley, wrażliwy i często przytłoczony Taft oraz małomówny Coolidge zajmują dół listy. Tymczasem zaabsorbowane sobą, dbające o swój image postacie takie, jak Johnson, Roosevelt czy Nixon - są na górze" - mówi Harden.

Następnie, aby sprawdzić, jak narcyzm wiąże się z ryzykiem udziału w konfliktach, badacz sprawdził spory rozpoczęte przez USA, dotyczące innych mocarstw, takich jak Związek Radziecki czy Chiny. Uwzględnił sytuacje, w których kraj groził innemu, demonstrował przed nim siłę lub jej używał. Część z nich nie jest powszechnie znana - podkreśla badacz - ale często prowadziły one do silnych napięć. Na przykład w czasie operacji Giant Lance prezydent Nixon w 1969 roku wysłał eskadrę samolotów wyposażonych w broń nuklearną, aby patrolowały pokrywy lodowcowe niedaleko Moskwy. Z kolei Johnson w 1964 roku wysłał bezzałogowe drony głęboko na terytorium Chin.

Harden uwzględnił też szereg innych czynników, które mogły wpłynąć na ryzyko konfliktu, np. partię polityczną prezydenta, kadencję, doświadczenie wojskowe, nastroje w kraju odnośnie wojny, sytuację ekonomiczną, skład rządu czy fakt istnienia Zimnej Wojny.

Rezultaty pokazały, że ryzyko, iż USA rozpoczną istotny konflikt z innym mocarstwem, wynosiło dla jednego roku 4 proc. Gdy jednak prezydentem był narcyz, sięgało ono aż 29 proc. W przypadku przywódców z dołu listy było to natomiast poniżej 1 proc. "Suche dane mówią same za siebie. W przypadku trzech najbardziej narcystycznych prezydentów jednostronnie rozpoczęte konflikty z innymi potęgami obejmowały od 33 do 71 proc. sporów, które zaczęli. Tymczasem w przypadku prezydentów z dołu zestawienia, nie było żadnego takiego konfliktu" - donosi Harden.

Naukowiec podaje kilka powodów, dla których narcystyczni prezydenci chętniej rozpoczynają konflikty z innymi mocarstwami, do tego bez pomocy sojuszników. Po pierwsze, chcą się zajmować tylko potężnymi przeciwnikami. "Po co przywódca, który koncentruje się na swoim miejscu w historii i własnym wizerunku, miałby 'marnować czas' na mniej ważne państwa" - zwraca uwagę specjalista.

Jego zdaniem tacy prezydenci unikali współpracy z partnerami, bo nie chcieli z nikim "dzielić chwały". Nie byli też w stanie uwierzyć, że inni mają coś do zaoferowania. Jednocześnie - tłumaczy badacz - narcystyczni liderzy wykazują zachowania prowadzące do napięć, np. demonstrując siłę. Są też bardziej skłonni do ryzyka, zachowują się bardziej dramatycznie oraz wysyłają niespójne komunikaty innym.

Podczas gdy niektórzy specjaliści w dziedzinie polityki oraz opinia publiczna mogą wierzyć, że prezydenci działają w najlepszym interesie kraju, według Hardena badanie to pokazuje, że niektórzy przywódcy wykorzystują swój urząd, aby czuć własną potęgę i znaczenie. "Liderzy o wysokim poziomie narcyzmu nie oczekują od swojej pozycji tego, co inni. Dla nich świat to scena" - stwierdził naukowiec.

***

Zobacz również:

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: narcyzm

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje