Jak podróżować odpowiedzialnie?

Spędzenie kilku miesięcy w buszu czy na pustyni oducza człowieka konsumpcjonizmu - mówi PAP Life Tomasz Michniewicz, podróżnik, dziennikarz, jeden ze zdobywców nagrody Esencja Natury. Odbierając wyróżnienie, podkreślał jak ważne jest odpowiedzialne poznawanie świata.

PAP Life: Odbierając nagrodę Herbapol Esencja Natury podkreślałeś istotę odpowiedzialnego podróżowania. Czy to oznacza, że dostępność i możliwość dotarcia do wielu zakątków świata powoduje, bezkarne zawłaszczanie świata?

Reklama

Tomasz Michniewicz: Trochę tak jest. Szczególnie my, jako uczestnicy masowej turystyki, czy tego chcemy, czy nie, wyjeżdżając z kraju stajemy się częścią tego zjawiska. Jest to bardzo niszczycielski proces, który zjada nieodwracalnie najpiękniejsze miejsca na świecie. I jesteśmy tego częścią. Zwłaszcza zamożni, zachodni turyści mają taką tendencję podróżowania z przeświadczeniem - zapłaciłem za wakacje kilka tysięcy, to oznacza, że wszystko mi wolno; mogę chodzić po rafie koralowej w Egipcie, mogę dotknąć słonia w Tajlandii... Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy z kosztów i konsekwencji, jakie ponosi świat, bo te są przed nami ukrywane.

Jakiś czas spędziłem w Szarm el-Szejk, oglądając zaplecza tego kurortu, czyli to, czego turyści nie widzą. Widziałem ścieki zrzucane do morza, ciężarówki śmieci wywożone na pustynię i wyrzucane tak sobie. Widziałem wielkie wysypisko śmieci na wyspie Thilafushi, na Malediwach. To jest największy problem turystyki - my, jako podmioty tego zjawiska nie jesteśmy świadomi tego, co dzieje się dookoła.

Większa świadomość rodzi większą odpowiedzialność?

- Turystyka nie jest jednoznacznie negatywnym zjawiskiem, to jest najlepsza forma "ambasadorki kulturowej" - jeśli mogę użyć takiego sformułowania. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy Europą wstrząsają fale ksenofobii, strachu, nacjonalizmu. Nie ma lepszego lekarstwa jak bezpośrednie doświadczenie i zetknięcie się z inną kulturą, innym człowiekiem, z tym, co ma do powiedzenia, co myśli, czego się boi. Okazuje się, że na podstawowym poziomie, pewnego rdzenia, wszyscy mamy takie same tęsknoty, obawy, plany, jesteśmy tylko ludźmi i jesteśmy się w stanie porozumieć.

Dlatego ten świat, który widzę w telewizji często mnie przeraża, ale nie swoją gwałtownością, tylko zafałszowaniem tej rzeczywistości. Potem oglądam te same miejsca z perspektywy ulicy i widzę je zupełnie inaczej. Media bardzo przerysowują wiele negatywnych zjawisk. Gdy się podróżuje bez kamery, nagle się okazuje, że ten świat nie jest taki groźny.

Jak podróżować odpowiedzialnie?

- Czytać, to jest chyba podstawowa zasada. Większość polskich turystów, z którymi miałem do czynienia popełnia taki błąd, że lecą na urlop, nie mają czasu, więc przewodnik biorą do ręki dopiero w samolocie, albo autokarze. Potem odbywają tę podróż, a po powrocie zaczynają czytać, żeby dowiedzieć się, co zobaczyli. I wtedy również dowiadują się, że popełnili całą masę koszmarnych błędów, jak chodzenie po rafie, obdarowywanie cukierkami dzieci w Afryce, rozdawanie pieniędzy dzieciom w Indiach, które pracują na rzecz ogromnych zorganizowanych grup przestępczych. Niechcący, swoimi pieniędzmi, napędzamy krwawe biznesy.


Wielu ludzi leci do Tajlandii, żeby spróbować zupy z płetwy rekina, nie wiedząc, że rekiny są wyławiane "na żywca", odcina im się płetwy, a resztę wyrzuca do wody. To są straszne rzeczy, z których nie zdajemy sobie sprawy, jeśli się tym nie zainteresujemy. Uczciwy research, nawet w internecie, nacelowany nie na najpiękniejsze zabytki i atrakcje, a największe problemy, pozwoli nam uniknąć popełniania błędów. Warto czytać, warto rozmawiać i nie koniecznie ufać folderom turystycznym, które służą wyłącznie sprzedaży wycieczki, niczemu innemu.

Podróżując, czego nauczyłeś się od tych, którzy są najbliżej natury i żyją z nią w zgodzie?

- Największa lekcja, jaką się wynosi z kontaktu z człowiekiem, którego się spotyka w podróży jest taka, że nie ma czegoś takiego jak normalność. Normalność to pewna wersja rzeczywistości, do której się przyzwyczailiśmy. My akurat przywykliśmy do tego, że jeździmy samochodami, stoimy w korkach, kupujemy i konsumujemy na potęgę. Gdy się mieszka w dżungli, na pustyni, w afrykańskim buszu, wśród ludzi, którzy potrzebują o wiele mniej, nagle okazuje się, że te wszystkie rzeczy są nam niepotrzebne. Po powrocie do Polski najczęściej sprzedaję, albo oddaję połowę swoich rzeczy. Jestem skrajnym minimalistą. Nauczyłem się ograniczać potrzeby. Galopujący konsumpcjonizm, który na nas wymusza posiadanie coraz to nowych rzeczy, kupowanie coraz to nowych rzeczy, to jest chyba największa choroba naszego zachodniego społeczeństwa.

Kreuje się nasze potrzeby, a nie zaspokaja?

- Trochę tak. Pewnie nie jesteśmy w stanie uwolnić się od tego, bo w takim społeczeństwie żyjemy. Ale spędzenie dwóch czy trzech miesięcy w buszu czy na pustyni oducza człowieka takiego konsumpcjonizmu. Często konfrontujemy się z zupełnie innymi problemami.

I poprzez taki minimalizm najbardziej pomagamy naturze, zupełnie mimochodem i przy okazji.

- Oczywiście. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie koszty ponosi świat, żebyśmy mieli to, co nam się zamarzy.

 .... najczęściej ta część świata, w której my nie mieszkamy.

- To jest największy skandal współczesnej globalizacji. Nam się wydaje, że globalizacja to jest łączenie kultur. To nie jest prawda, to system, w którym zachodnia cywilizacja eksportuje koszty na południową półkulę. Widzimy jeansy z metką za 400 zł, a nie widzimy fabryki w Bangladeszu, w której one powstają, nie widzimy ścieków z fabryki spuszczanych do wody, nie widzimy mnóstwa innych kosztów, które są przed nami ukrywane. Widzimy metkę, promocję 50 proc. i modny model jeansów, tylko tyle.

Niestety jest przepaść między bogatą północą i biednym południe. Kiedy się podróżuje po tym biednym południu niewiele jest miejsc, w których z dumą można powiedzieć jestem Europejczykiem. Z naszej perspektywy, nasza kultura wydaje się niezwykle ważna, interesująca, z tradycjami, gdy się patrzy na naszą kulturę z perspektywy Zimbabwe, Konga, Bangladeszu, Nepalu czy Pakistanu, okazuje się, że nie bardzo mamy być z czego dumni, że więcej miejsc zniszczyliśmy niż naprawiliśmy.

Żyjmy lokalnie, myślmy globalnie?

- To jest chyba lekcja, którą wynosi się z kontaktu z ludźmi żyjącymi blisko natury, że to, czego potrzebujemy jest wokół nas, potrzeba tego, co jest z daleka, to jedynie zachcianka, kaprys.

Tomasz Michniewicz - jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich podróżników. Dziennikarz, reporter, fotograf, organizator ekspedycji. Autor programu telewizyjnego "Inny świat" i cyklu podróżniczego "W drogę!". Autor czterech nagradzanych, bestsellerowych reportaży książkowych. Laureat czterech statuetek na festiwalu podróżników i sztuki mediów Mediatravel, nominowany do nagrody National Geographic "Traveller" i Kolosów. W Warszawie odebrał nagrodę Herbapol Esencja Natury 2016 w kategorii "Media i Natura".



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje