Reklama

Reklama

Kara za fotografowanie kobiet, karmiących piersią. To pomysł Brytyjczyków

O to, czy wypada karmić dziecko w miejscu publicznym można się spierać. Jednak fakt, że fotografowanie takich scen bez zgody matki jest niedopuszczalne, nie powinien budzić wątpliwości. Teraz w Anglii i Walii tego rodzaju fotograficzne eksperymenty będą zakazane nie tylko zasadami dobrego wychowania, ale i prawa. Według nowych przepisów mają grozić za nie nawet dwa lata więzienia.

Dyskusja wokół publicznego karmienia piersią toczy się od lat. Jedni mówią, że odsyłanie matek z dziećmi do toalet to rodzaj dyskryminacji  i przejaw hipokryzji (biust oglądany w kontekście erotycznym jest akceptowalny, biust osadzony w kontekście macierzyństwa staje się "zbyt intymny", by być wystawianym na widok publiczny). Inni zaś twierdzą, że odsłanianie piersi w galeriach handlowych, restauracjach, parkach i innych publicznych miejscach, stanowi przekroczenie dobrego smaku.

"Byłam kompletnie zdruzgotana"

Niezależnie od stanowiska, jakie zajmujemy w tej dyskusji, to do matki powinna należeć decyzja co do wyboru miejsca, w którym decyduje się karmić dziecko. Ona też powinna decydować o tym, czy chce by ktoś oglądał lub co więcej - uwieczniał,  tego typu sceny. Zdjęcia, robione z ukrycia, bez wiedzy i zgody matki, są rodzajem molestowania. I tak jak molestowanie, powinny być karalne.

Reklama

Na wprowadzenie sankcji za tego rodzaju czyny zdecydowała się właśnie Anglia i Walia. Jedną z inicjatorek dyskusji wokół problemu była Julia Cooper - mieszkająca w Manchesterze matka, która padła ofiarą podglądacza padła podczas wizyty w parku. Jak mówi dziennikarzom BBC: "Usiadłam na ławce, żeby nakarmić córeczkę. W pewnym momencie zauważyłam, że mężczyzna siedzący naprzeciwko, uporczywie się w nas wpatruje. Ja również zaczęłam patrzeć na niego, tak by wiedział, że został zauważony. Jednak on zupełnie się tym nie przejął. Co więcej - wyciągnął aparat i zaczął nas fotografować. Byłam kompletnie zdruzgotana".

Cooper zgłosiła zdarzenie na policję, funkcjonariusze rozłożyli jednak ręce - robienie zdjęć w przestrzeni publicznej jest przecież legalne.

Nawet dwa lata więzienia za zdjęcie

Cooper postanowiła poszukać pomocy gdzie indziej - u polityków. W ten sposób dotarła do Stelli Creasy - posłanki, która jakiś czas temu sama stała się ofiarą tego rodzaju praktyk. Jak mówiła w jednym z wywiadów, ukradkowe zdjęcia wykonano, gdy jechała pociągiem podmiejskim. "Czułam się w tej sytuacji bezbronna więc po prostu wysiadłam z pociągu najszybciej jak mogłam" - mówiła w rozmowie z "Guardianem".

Polityczka rozpoczęła kampanię, mającą na celu walkę z tego rodzaju ukradkowymi zdjęciami. Podczas akcji zgłosiło się do niej wiele kobiet, którym zdjęcia z ukrycia zrobiono w parkach, supermarketach, metrze i wielu innych miejscach. Jak się okazuje, część przyłapanych "fotografów", poproszonych o wyjaśniania mówiło, to samo, co Cooper usłyszała od policjantów -  robienie zdjęć w przestrzeni publicznej jest przecież legalne.

Teraz już nie będzie. Zgodnie z przepisami, które niedawno przyjęto w Anglii i Walii, za ukradkowe fotografowanie kobiet, karmiących piersią może grozić  do dwóch lat więzienia (konkretnie sankcjom podlega: "rejestrowanie obrazów lub w inny sposób obserwowania karmienia piersią bez zgody lub uzasadnionego przekonania co do zgody w celu uzyskania satysfakcji seksualnej lub w celu poniżenia lub niepokojenia ofiary").

Przepis jest poprawką do już istniejących regulacji, zakazujących ukradkowego fotografowania części intymnych, takich jak pośladki i genitalia. 

Zobacz również:

Zakaz reklam chirurgii plastycznej wśród najmłodszych

Czterodniowy tydzień pracy w 2022 roku? Pracownicy są na tak

Cierpisz z powodu FOMO? Rozwiązaniem okazuje się... JOMO!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje